„Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii. To jest dobre podejście, bo on jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się go bać”- mówił ledwie kilka tygodni temu premier Mateusz Morawiecki. Szefowi rządu wtórował minister zdrowia prof. Łukasz Szumowski, który w rozmowie z „Rzeczpospolitą” potwierdzał, że epidemia jest w odwrocie, starsze osoby, w tym chore, mogą głosować bezpośrednio, gdyż w lokalach wyborczych będą bezpieczniejsze, niż w sklepach do których codziennie wychodzą.

Skąd pewność, że „epidemia wygasa” u tych, którzy są odpowiedzialni za nasze bezpieczeństwo zdrowotne? Andrzej Duda w przedwyborczych sondażach szedł łeb w łeb z Rafałem Trzaskowskim. Prezydent potrzebował mobilizacji wyborców, żeby wygrać. Stąd słowa Jarosława Kaczyńskiego w Radio Maryja, że jeśli wygra Trzaskowski, to w Polsce będzie eutanazja, stąd straszenie, że jeśli dojdzie do zmiany prezydenta, to zostanie podwyższony wiek emerytalnego i stąd też zapewnienia, że do wyborów osoby starsze mogą iść, bo epidemia jest w odwrocie. Duża grupa wyborców starszych, to elektorat PiS i Andrzeja Dudy. Dlatego rządzący podjęli ryzyko, by przekonywać Polaków, że koronawirus jest w odwrocie. Ryzyko władzy się opłaciło, Andrzej Duda został wybrany na drugą kadencję. Wśród osób powyżej 60. roku w I turze aż 59,8 proc. głosowało na obecnego prezydenta, a w II turze 61,7 proc. Premier Morawiecki, który nadprogramowo zaangażował się w kampanię kandydata PiS, pewnikiem zachowa stanowisko. Zadowolony minister zdrowia po wyborach udał się na urlop, który… musiał przerwać z powodu rosnącej liczny zakażeń.

Dlaczego epidemia nie posłuchała premiera i nie ustępuje? Trudno sobie wyobrazić, żeby Covid-19 na chwilę przed wyborami ustępował, a chwilę po nich cudem wrócił. Pojawiają się głosy, że rządzący prawdopodobnie nie tylko grali politycznie statystykami, ale również przekazali Polakom fałszywe informacje o zagrożeniu, żeby tylko dać im poczucie bezpieczeństwa przed wyborami. Zdobyli nie tylko upragnione głosy osób starszych, ale spokój sfrustrowanego lockdownem społeczeństwa, a gospodarka ruszyła. Cenę brawury władzy poznajemy każdego dnia.

Piątkowe 657 przypadków zakażenia koronawirusem, o których poinformowało Ministerstwo Zdrowia, to nowy dobowy rekord zakażeń w Polsce. Liczba aktywnych przypadków wynosi 9 tys. 985 i pewnie w weekend przekroczy 10 tys. Zmarło kolejnych 7 osób, a w czwartek dowiedzieliśmy o 15 zgonach. Nikogo już nie przekonują tłumaczenia, że gdyby na Śląsku, Mazowszu czy w Małopolsce nie było ognisk zakażeń, to problemu by nie było. Problem jest i narasta. Dlaczego?

PiS dla politycznego sukcesu Andrzeja Dudy uśpił społeczną czujność i okłamał Polaków twierdząc, że epidemia jest w odwrocie. Duża część Polaków nie robi sobie już nic z obostrzeń, nie chodzi w maseczkach, podróżuje za granicę, nie przestrzega zalecanych odstępów i reguł bezpieczeństwa. Polacy uwierzyli władzy, że są bezpieczni. A to był największe kłamstwo minionej kampanii.

Kolejne dni i tygodnie pokażą, jaką cenę Polska zapłaci za bezczelność władzy. Rok szkolny zacznie się już za miesiąc. Z każdym tygodniem będziemy się przekonywać, czy szkoły i nauczyciele są przygotowani na naukę w czasach szalejącej zarazy. Jesienią uaktywnią się sezonowe wirusy, w tym grypy, które wraz z koronawirusem sprawdzi wydolność ochrony zdrowia i jej przygotowanie na duży wzrost pacjentów.

Do najbliższych wyborów trzy lata, ale test do zdania ze sprawowania władzy jest każdego dnia. I nie można pozwolić zbyć się rządzącym tematami zstępczymi, a tymi zasypują nas każdego dnia.