Szef resortu zdrowia był w Polsat News pytany o opinię, że liczba zgonów w ubiegłym roku, wyższa o 1/6 od notowanej w poprzednich latach to dowód na to, że "lockdown zabija". Z danych GUS i Ministerstwa Zdrowia wynika, że liczba zgonów wzrosła znacznie bardziej, niż wynikałoby to tylko z danych o śmiertelności wśród osób zakażonych koronawirusem.

Adam Niedzielski powiedział, że z twierdzeniem "lockdown zabija" nie zgadza się "absolutnie".  - To hipoteza, która jest nieudowodniona, która jest nadużyciem. Wiele takich nadużyć intelektualnych pojawia się w dyskusji o pandemii - oświadczył.

Czytaj także:
Izrael: Wątpliwości co do skuteczności pierwszej dawki szczepionki przeciw COVID

- Jestem przekonany, i mówię to z całą stanowczością, że jeżeli nie ograniczenia i restrykcje związane z handlem, z restauracjami, czyli ten sposób regulowania, który sobie narzuciliśmy (...), jeżeli nie ta polityka, to jestem przekonany, że ta fala sama z siebie by się nie wygasiła; jeśli by się wygasiła, to byłaby na poziomie zdecydowanej liczby zachorowań i mogę twierdzić z dużą dozą pewności, bo tak wskazują nam modele matematyczne, które stosujemy do symulowania przebiegu pandemii, żebyśmy byli cały czas na poziomie bardzo dużej liczby zachorowań - mówił.

Minister dodał, że w grudniu rząd poluzował restrykcje w handlu, "ale handel jest najmniej w tej hierarchii branż narażony na ryzyko transmisji wirusa, choć oczywiście to ryzyko występuje".

"Martwi nas duża liczba zgonów cały czas"

Kiedy można spodziewać się poluzowania ograniczeń praw obywatelskich i możliwości prowadzenia działalności gospodarczej?

- Wszystkie decyzje, które będziemy teraz podejmowali muszą być decyzjami bardzo ostrożnymi. Poprzedni czas uczy, że ci, którzy nadmiernie szybko podejmowali decyzje o luzowaniu – tutaj przykładem są Czechy, Słowacja i inne kraje – natychmiast okazywało się, że z liderów walki z pandemią stawali się liderami zachorowań - odparł Adam Niedzielski.

Czytaj także:
Gaz i szczepionka. Szef MSZ Węgier jedzie do Moskwy
UE chce dzielić się nadwyżkami szczepionek przeciw COVID-19

Dopytywany o słowa premiera Mateusza Morawieckiego, że jest szansa na luzowanie od 1 lutego, minister dodał: - Oczywiście, że szansa jest. patrząc na to co się dzieje z dzienną liczbą zachorowań w Polsce, która systematycznie maleje albo przynajmniej stabilizuje się.

- Martwi nas duża liczba zgonów cały czas, bo wydaje się, że ona jest tak naprawdę jednym z kluczowych argumentów, żeby nadal zastanawiać się nad tym, czy restrykcje muszą być luzowane - zaznaczył.

- Jeśli sytuacja się nie zmieni, to jest duże prawdopodobieństwo, że będziemy podejmowali takie decyzje (o luzowaniu - red.) - stwierdził.

"Nie mam dobrych odpowiedzi"

Ministrowi zacytowano słowa jednego z przedsiębiorców, którego działalność ucierpiała wskutek decyzji rządu. "Za trzy dni muszę zapłacić 250 tys. zł zaległego czynszu. Z czterech lokali został nam jeden. Nie wiem co będzie za tydzień. Może pójdę do więzienia za długi, a może podpalę się pod Kancelarią Premiera, bo już takie myśli chodzą mi po głowie" - brzmiał cytowany fragment.

Pytany, co by powiedział autorom takich słów minister powiedział, że "tutaj nie ma łatwych odpowiedzi, łatwych perspektyw". - Wszyscy zdajemy sobie sprawę, jak w różnych wymiarach - i ekonomicznym, i psychicznym - ta pandemia sieje spustoszenie - dodał.

Przekonywał, że rząd próbuje ograniczać straty i przygotował "pakiet instrumentów, które mają pomagać przedsiębiorcom znajdującym się w trudnej sytuacji".

- Ja, z punktu widzenia oczywiście ministra zdrowia, nie wyobrażam sobie, że dopuścimy do rozwoju pandemii i trzecia fala startująca z poziomu, na którym jesteśmy, doprowadzi do kompletnego paraliżu systemu opieki zdrowotnej, bo nie będziemy już testowali poziomu 30 tys. zachorowań dziennie, tak jak to było w drugiej fali, tylko będzie to zdecydowanie większa liczba, bo jest wyższy punkt startu. Więc ja nie mam dobrych odpowiedzi - oświadczył.