Profilaktyka zdrowotna to podstawa zdrowego społeczeństwa

Choć po półtorarocznym ograniczeniu dostępu do lekarza wszyscy koncentrują się na medycynie naprawczej, nie można zapominać o konieczności przeprowadzania bilansów zdrowotnych – podkreślali uczestnicy debaty.

Aktualizacja: 19.07.2021 16:23 Publikacja: 19.07.2021 15:29

Pandemia to nie tylko problem osób zakażonych koronawirusem. Blisko półtoraroczny utrudniony dostęp do lekarza i ograniczona liczba badań diagnostycznych doprowadziły do pogorszenia sytuacji zdrowotnej Polaków. Jak bardzo?

Na to pytanie starali się odpowiedzieć uczestnicy debaty „Profilaktyka zdrowotna czy działania naprawcze? Co powinno być priorytetem w nowym systemie ochrony zdrowia w kontekście KPO?" zorganizowanej na początku lipca w „Rzeczpospolitej".

W debacie udział wzięli: Józef Jakubiec, dyrektor generalny Stowarzyszenia Medtech Polska, dr Paweł Grzesiowski z Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń, dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych i wykładowca Uczelni Łazarskiego, prof. Dominik Olejniczak z Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani, a także pracownik Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, oraz prof. Jacek Męcina, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego i doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Polska po pandemii

– Ostatnio zwiększyła się liczba czynników negatywnie obciążających zdrowie. To np. pochodne stresu, nieprawidłowe odżywianie czy nadużywanie substancji odurzających. Mogły się także rozwinąć lub zaostrzyć choroby przewlekłe, ale na razie nie wiemy, na jaką skalę. Pacjenci, którzy zwykle raz na pół roku kontrolowali cukrzycę, niewydolność nerek czy choroby onkologiczne, podczas pandemii spotykali się z lekarzem rzadziej lub w ogóle. Powstał ogromny dług zdrowotny w postaci niewykonanych świadczeń zdrowotnych. Poczynając od prostych porad, na skomplikowanych zabiegach planowych w onkologii kończąc. Mamy wiele do nadrobienia i te opóźnienia na pewno będą rzutowały na pogorszenie stanu zdrowia populacji – mówił podczas debaty dr Paweł Grzesiowski. – Będziemy to analizować na podstawie wyników takich programów jak Profilaktyka 40+. Taki program po okresie słabszego kontaktu z opieką zdrowotną może przywrócić myślenie o zdrowiu, choć nie ukrywam, że chcielibyśmy, by zakres tego projektu był szerszy – dodał lekarz. Ekspert podkreślił też, że nigdy nie ma złej pory na myślenie o profilaktyce. – Mamy okres między falami, który jest dobry do tego, by pewne procedury nadrobić i uzupełnić niewykonane świadczenia. Profilaktyką powinny być objęte bardzo mocno grupy ryzyka, czyli wśród osób przewlekle chorych i powyżej 40. roku życia – mówił dr Grzesiowski.

To ważne tym bardziej, że chora osoba w okresie aktywności zawodowej to zawsze są koszty dla gospodarki. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w 2020 r. wystawiono blisko 23 miliony zaświadczeń lekarskich i w większości nie były to zwolnienia covidowe.

Prof. Jacek Męcina zwrócił uwagę na to, że kondycja zdrowotna Polaków zawsze była słaba z uwagi na utrudniony dostęp do opieki zdrowotnej, który w okresie pandemii uległ jeszcze pogorszeniu. – Spójrzmy, jak wygląda system – konsekwentnie, jednym z obszarów, na który kierowano część kosztów związanych z funkcjonowaniem systemu zabezpieczenia społecznego związanego ze zdrowiem, był pracodawca. Koszty absencji pracownika i wypłata chorobowego przez pierwsze 30 dni mogą doprowadzić do upadku mikroprzedsiębiorstw, a w przypadku dużych firm powodują potężny problem. Także koszty badań lekarskich spadły na przedsiębiorców – tłumaczył prof. Męcina i zwracał uwagę, że słabość dostępu do usług zdrowotnych stała się przesłanką powszechnego wprowadzania pakietów zdrowotnych dla pracowników i ich rodzin, które są finansowane przez pracodawcę. – System bardzo mocno obciąża przedsiębiorców, którzy troszczą się o zdrowie swoich pracowników, co widać było przy programach szczepień czy różnych działaniach związanych z profilaktyką zdrowotną. Trzeba jednak pamiętać, że nie każdy przedsiębiorca ma taki potencjał, by inwestować w zdrowie swoich pracowników. System powinien iść w tym kierunku, by mocniej współpracować z przedsiębiorcami, nie nakładając na nich kosztów, np. koordynując profilaktykę dla osób 40+ z przedsiębiorcami, co mogłoby dać lepszy efekt.

Opóźnienie w diagnostyce laboratoryjnej dostrzega także dyr. Józef Jakubiec. – Rok 2020 w sposób bardzo dobitny pokazał, że dług zdrowotny jest bardzo łatwo przeliczalny na to, jakiego rodzaju badania nie zostały wykonane z powodu zamknięcia oddziałów i poświęcenia się wyłącznie covidowi – tłumaczył. – Ilość informacji będących wynikiem poszczególnych badań diagnostycznych, które są dostarczane bezpośrednio do lekarza, pozwala ocenić, jaka jest sytuacja zdrowotna, i prognozować, jaka ona będzie w przyszłości – podkreślał ekspert. Zwrócił także uwagę na to, że rynek diagnostyczny poszybował w górę. – W zakresie wszystkiego, co było związane z covidem, to są wzrosty o 20–40 proc. Natomiast nastąpił spadek wykorzystywania diagnostyki w zakresie chemii klinicznej, immunochemii, mikrobiologii czy testów genetycznych w zakresie samych odczynników czy również hematologii. To są spadki od 5 do nawet 30 proc. Dla nas sytuacja jest bardzo niepokojąca i nie wiemy, czy da się to nadrobić, ale liczymy, że program Profilaktyka 40+ dostarczy informacji diagnostycznej o pacjentach, którzy się zgłoszą. Jeżeli program pilotażowy by się udał i zostałby rozszerzony na kolejne pięć lat, to można by było dogonić brak wiedzy, który jest w tej chwili, jeśli chodzi o zdrowie społeczeństwa. Dla pracodawców jest bardzo ważne, by udzielić wsparcia swoim pracownikom, żeby można było określić swoją kondycję zdrowotną – mówił dyr. Jakubiec.

Mało na diagnostykę

Ekspert Stowarzyszenia Medtech Polska zwrócił także uwagę na to, że pod względem wydatków na wyroby medyczne do diagnostyki in vitro Polska jest znacznie poniżej średniej unijnej, która wynosi 20 euro per capita. W Polsce jest 10 euro. – A to oznacza, że lekarze podejmują decyzje, mając średnio dwa razy mniej aktualnej informacji diagnostycznej – tłumaczył. Oznacza to też, że inwestycje w medycynę laboratoryjną są za małe i poniżej potrzeb, które dają gwarancję wiarygodnych prognoz czy bieżących działań medycznych.

– Dług zdrowotny był zawsze, ale teraz zdecydowanie się zwiększył – ripostował dr Michał Sutkowski. – To skutek braku profilaktyki, kiepskiej edukacji zdrowotnej i co za tym idzie – braku świadomości, że należy badać się regularnie. Jeżeli do tego dołożymy to, co się działo w związku z utrudnionym w czasie pandemii dostępem do lekarza, to mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego teraz narósł w zdecydowany sposób, w trakcie pandemii – tłumaczył dr Sutkowski. – Jeżeli liczba nowotworów między rokiem 2014 a 2025 rokiem zwiększy się u kobiet o 25 proc., a u mężczyzn o 14 proc., to jest to krótki czas i jeden z licznych powodów, dla których powinniśmy zwrócić się ku profilaktyce i edukacji. Działania w tym zakresie przyniosą efekt za wiele lat, więc na razie są potrzebne działania naprawcze. Jest ogromna wiara w to, że badania będą pacjenta uzdrawiać i oczywiście są one bardzo potrzebne, jednak nie badania są chore. Kluczem do zdrowia jest wizyta u lekarza i określone badania realizowane według określonego schematu. Powinniśmy dojść do takiego systemu, w którym ta wizyta byłaby bardzo ważną częścią porady profilaktycznej i na nią byłyby nakierowane określone badania kliniczne. Z tymi badaniami chory kierowałby się na konsultacje do lekarza medycyny pracy czy do lekarza rodzinnego. Taki model, w którym zaczynamy od wizyty indywidualnej, wydaje się bardzo pożyteczny – mówił dr Sutkowski.

Problem jednak w tym, że wielu pacjentów nie wie, że może zgłosić się na badania profilaktyczne, a do przychodni wybierają się wtedy, kiedy rzeczywiście coś im dolega. – Pacjenci boją się przychodzić do lekarza z bardzo irracjonalnych przyczyn. Te przyczyny są irracjonalne z punktu widzenia lekarza, który ma wiedzę medyczną. Z punktu widzenia pacjenta takie obawy nawet jeśli są irracjonalne, to mogą być uzasadnione, a wynikają z niewiedzy. Co do Profilaktyki 40+ problem polega na dobrowolności w świadczeniu tego programu, co może spowodować, że ten program będzie istniał tylko teoretycznie – mówi prof. Dominik Olejniczak.

Najczęściej powodem do zrobienia badań jest konieczność zrobienia badań okresowych do pracy. Takich badań, na 12 mln pracujących, wykonuje się rocznie ok. 5 mln. – Wiadomo, że większość środków w systemie będzie zawsze po stronie medycyny naprawczej, a nie po stronie profilaktycznej. Medycyna naprawcza żyje z niedoskonałości, które pojawiają się w obrębie medycyny profilaktycznej. Jednak po 20 latach udało się znowelizować rozporządzenie z opieką profilaktyczną pracowników i to jest element, który mógłby zafunkcjonować, jeśli chodzi o podstawowe badania obligatoryjne, które można łatwo wykonać. Dla większości Polaków lekarz medycyny pracy jest jedynym, którego pacjenci widzą na przestrzeni lat. POZ mijają szerokim łukiem, bo nie muszą chodzić, a do lekarza medycyny pracy pójść muszą. Budowanie opieki zdrowotnej, dla której priorytetem jest budowanie świadomości, nie ogranicza się wyłącznie do resortu zdrowia. Musi się tu włączyć resort finansów, w kontekście tego, że mówimy o zdrowiu jako o inwestycji, a nie o wydatku. Włączyć się musi również resort edukacji, by od najmłodszych lat budować najprostszą świadomość zdrowotną. Jeżeli nie zaczniemy planować rozwiązań, które będą w miarę możliwości łatwe do zastosowania w praktyce, to sytuacja się nie poprawi. Z samej definicji zdrowia publicznego wynika, że jeżeli społeczeństwo nie będzie zaangażowane w budowę tego potencjału, to nawet najlepiej funkcjonujący system nic nie da. Kontrola lekarza nad pacjentem kończy się w momencie, kiedy ten pacjent zamyka drzwi gabinetu z drugiej strony – lekarz nie jest w stanie zmusić pacjenta do badania. Jeżeli świadomość będzie większa, jest szansa, że ten stan zdrowia zostanie umocniony – tłumaczył prof. Olejniczak.

Problemem są jednak osoby pracujące na umowach cywilnoprawnych i prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, które nie muszą wykonywać badań okresowych. – W takich sytuacjach będzie potrzebna interwencja legislacyjna, by objąć wszystkich, którzy wykonują czynności zawodowe. Od dawna mówimy o tym, że medycyna pracy jest ogromnym obciążeniem dla pracodawcy, ale jeżeli będzie to uczciwa współpraca z przedsiębiorcami i swoista inwestycja w kapitał ludzki poprzez rozszerzenie usług związanych z publicznym finansowaniem programem profilaktyki, to myślę, że przedsiębiorcy będą otwarci na taką współpracę. Jednak decyzja, by skokowo obciążyć wszystkich rosnącymi kosztami składki zdrowotnej wydaje mi się kontrowersyjna. Być może jakąś alternatywą jest częściowe zwiększenie składki zdrowotnej czy też sposobu jej odliczania, a częściowo wprowadzenie pewnej kwoty odliczanej od podatku dla każdego obywatela, który wyda to na usługi związane z profilaktyką czy rehabilitacją. Takie rozwiązanie działałoby również mocniej na świadomość obywatela, który poczułby znaczenie swojego pieniądza, który zainwestuje w tego typu usługi – mówił prof. Jacek Męcina.

– Do grupy, która wymyka się z systemu opieki, dodałbym także osoby bezrobotne i rolników. Jestem za tym, by medycyna pracy przejmowała funkcje profilaktyczne i by pakiet badań był coraz bardziej rozszerzony, aczkolwiek zindywidualizowany. Podstawowa opieka zdrowotna przyjmuje 180 milionów pacjentów i wykonuje te działania profilaktyczne także w ramach tego, co nie zawsze jest raportowane – uzupełnił dr Michał Sutkowski.

Profilaktyka 40+

Eksperci zastanawiali się także nad tym, czy program Profilaktyka 40+ rzeczywiście wpłynie na poprawę profilaktyki zdrowotnej. – To program pilotażowy, który będzie trwał do końca roku. Później będzie ewaluacja. Czy on się będzie cieszył dużym zainteresowaniem – względnie. Jeżeli będziemy mieć dobrą kampanię promocyjno-edukacyjną, to wtedy program ma szanse cieszyć się umiarkowanym i stopniowo zwiększającym się zainteresowaniem – mówił dr Sutkowski.

Pozostaje jednak pytanie, czy w momencie, gdy laboratoria nadal są obniżone testami na obecność koronawirusa, będą w stanie wykonać dodatkowo od 8 do 12 badań na pacjenta.

– Laboratoria są bardzo dobrze wyposażone, zwłaszcza w testy z profilu podstawowego, które mieszczą się w wykazie chorób cywilizacyjnych. Jeżeli laboratorium jest przeciążone i jest wyłącznie skierowane na koronawirusa, to traci płynność wykorzystania posiadanej technologii. Sądzę, że laboratoria, które mamy, mają bardzo duży potencjał i nie widzę zagrożenia, żeby było niemożliwe wykonanie pełnej listy testów dla pięciu czy dziesięciu dodatkowych pacjentów – mówił dyr. Józef Jakubiec.

Oczywiście wszystko będzie zależało od tego, czy jesienią dojdzie do kolejnych wzrostów zachorowań. – Spodziewam się czwartej fali w ciągu dwóch najbliższych miesięcy i jeśli nie zaszczepimy seniorów, to będzie równie groźna co poprzednie. Jeszcze trzy miesiące temu nie mówiliśmy w ogóle o wariancie Delta – dominował wariant brytyjski. Mamy już doświadczenia z dwóch krajów, w których poziom wyszczepialności jest wysoki w grupach ryzyka i tu już zaznaczają się pewne cechy innej fali pandemicznej wywołanej przez nowy wariant. Otóż jest więcej zachorowań, ale nie ma tak wiele hospitalizacji i zgonów jak w poprzednich falach. Widzimy tu skutek szczepień w postaci ochrony życia i zdrowia najbardziej zagrożonych pacjentów. W Polsce wskaźniki zaszczepienia osób 50+ są znacznie niższe niż w Wielkiej Brytanii czy Izraelu. Dlatego spodziewamy się powrotu hospitalizacji i zgonów w kolejnej fali. Wirus krąży, my się przemieszczamy, integrujemy, a więc wymieniamy między sobą wirusa, który jest w tej chwili w wersji bardziej zakaźnej. Teraz mówimy już o drodze kropelkowo-powietrznej przenoszenia się wirusa, więc można zarazić się w pomieszczeniu, gdzie nie ma osoby chorej, a zostawiła tam swój ślad biologiczny. Musimy być jeszcze bardziej czujni i przygotowani na to, że wzrost zachorowań nastąpi w ciągu najbliższych kilku tygodni – podkreślał Paweł Grzesiowski. Zwrócił też uwagę na to, że w pakiecie badań zabrakło badań przesiewowych w kierunku objawów choroby pocovidowej. – Wiemy, że dotyka ona około 10 proc. chorych na Covid-19. A jeśli liczyć rzeczywistą zachorowalność, to w Polsce Covid-19 przeszło około 15 milionów ludzi – a więc 1,5 miliona ludzi może cierpieć na powikłania pocovidowe, a im szybciej zostaną wychwycone, tym łatwiejsze będą w rehabilitacji – tłumaczył.

Eksperci podkreślali też rolę szczepień. – Jeżeli uda nam się wejść na poziom 80–90 proc. zaszczepionych seniorów i osób 50+ – wówczas można będzie spokojnie patrzeć na jesień. To, co w tej chwili dzieje się w Polsce, jest efektem wieloletnich zaniedbań edukacyjnych. To, że nie udało nam się przekonać 30 proc. seniorów, żeby przyszli na szczepienia, jest symbolem porażki – mówił Grzesiowski. A Michał Sutkowski dodawał: – Nadal jest potrzebna kampania edukacyjno-promocyjna. Potrzebne są zarówno duże punkty medyczne, które przyjmują pacjentów w miastach, jak i POZ-y, które by starały się wychwycić pacjentów wykluczonych informatycznie i mobilnie. Mamy bardzo skomplikowaną logistykę szczepień – na kilka przychodni musi być jedna osoba, która będzie to koordynowała. Za mało jest mobilnych jednostek szczepień, które docierałyby do osób starszych, i za mało jest kampanii skierowanych do osób 30–60 lat, które zajmują się swoimi rodzicami, by to oni mogli przekazać tę informację seniorom. Potrzebni są konsultanci, którzy będą dzwonić do seniorów, i zaangażowanie związków wyznaniowych i poszczególnych przedsiębiorstw, czyli wszystkich ludzi dobrych woli – wyjaśniał.

Eksperci zwrócili także uwagę na to, że w ostatnim czasie w siłę rosną ruchy antyszczepionkowe. – Każde nagłe zjawisko zdrowotne niesie ze sobą różnego rodzaju teorie spiskowe, które mają to do siebie, że są łatwe i proste. Dlatego są bardzo strawne dla osób, które w nie wierzą – tłumaczy prof. Olejniczak. I podkreśla, że każdego rodzaju akcja, związana ze szczepieniami czy z programem Profilaktyka 40+, musi być poprzedzona stosowną kampanią informacyjną. – Informacje powinny być dopasowane do potrzeb i możliwości populacji, do której dana kampania jest kierowana. W momencie, w którym koronawirus zaczął się szerzyć i było wiadomo, że jedną z podstawowych dróg do tego, aby opanować tę pandemię, będą szczepienia, już wtedy powinna zostać zaprojektowana kampania promująca szczepienia. Przy tym powinna być kampania towarzysząca, która obalałaby fake newsy – podkreśla. – Ujawniły się ruchy antyszczepionkowe, które sieją różnego rodzaju dezinformację, co utrudnia przeprowadzenie akcji profilaktycznych. Podobnie jest z programem Profilaktyka 40+ – trzeba go odpowiednio przygotować i jeżeli wiemy już od dawna, że Polacy sami z siebie nie za bardzo chcą się badać, to należało kilka miesięcy wcześniej powiedzieć, że taka akcja będzie, i uzasadnić, dlaczego warto się zbadać. Być może wykazać korzyść z takiego badania – mówi Olejniczak.

– Taka kampania edukacyjna powinna oczywiście opierać się na wiedzy, ale także na emocjach i doświadczeniu – uzupełniał tę wypowiedź Michał Sutkowski. – Można w niej łączyć nie tylko wiedzę lekarzy i epidemiologów, ale też socjologów i psychologów, którzy mogliby podpowiedzieć, jakimi narzędziami dotrzeć do tych ludzi. Powinniśmy również poważnie porozmawiać o wolności w internecie i jej granicach. Dla niektórych jest to wolność, a dla wielu z nas to, co się tam głosi, jest anarchią. Co więcej, takie poglądy są groźne z punktu widzenia medycznego. Słowo w internecie zabija – tłumaczył Sutkowski.

Kolejna fala pandemii to nie tylko zagrożenie życia i zdrowia Polaków, ale także zjawisko bardzo niebezpieczne dla gospodarki. – Na początku pandemii eksperci z MFW i MOP-u wykonali badanie, które pokazało, jakie czynniki wpływają na stan zagrożenia gospodarek i rynków pracy. Z jednej strony uchroniła nas praca zdalna, z drugiej strony reżim sanitarny. Gdy jesteśmy świadomi, jak dużym zagrożeniem może być kolejna fala, to musimy również poważnie porozmawiać, na ile z punktu widzenia prawa przedsiębiorca ma wolność działania. Po pierwsze, w skłanianiu pracownika do szczepienia, a po drugie, swobody w dysponowaniu pracownikiem, z punktu widzenia sanitarnego. Art. 207 kodeksu pracy mówi, ze pracodawca jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo i higienę pracy w zakładzie pracy, także w kontekście bezpieczeństwa sanitarnego. Czy daje to przesłankę do zmuszenia pracownika, by się zaszczepił? Niestety, nie. Ale daje już możliwość zmiany w organizacji pracy tak, aby zmniejszyć ekspozycje pracowników niezaszczepionych. Uważam, że potrzebna jest dyskusja o tym, na ile możliwa jest interwencja ustawodawcy w tym zakresie. Nigdy nie uda nam się opanować pandemii, jeżeli stan zaszczepienia będzie taki, jaki jest. Nie będziemy mogli jako przedsiębiorcy dostosowywać organizacji pracy tak, aby osoby niezaszczepione nie zarażały – zwracał uwagę Jacek Męcina. I dodał, że profilaktyczne testowanie pracowników nie łamie przepisów prawa pracy ani konstytucji.

Artykuł powstał we współpracy ze Stowarzyszeniem Medtech Polska

komentarz eksperta

Alina Niewiadomska, prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych

W ewidencji KIDL mamy 2700 laboratoriów wszystkich (mikrobiologiczne, genetyczne, transfuzjologii, cytomofologii, covidowe), w tym 1800 laboratoriów ogólnoanalitycznych i to są te, na których barkach spoczywa większość wykonywanych badań w Polsce. To w tych laboratoriach jest realizowany program Profilaktyka 40+. Wyposażenie dorównuje temu, które jest na świecie, ale problemem jest brak profesjonalnej kadry. Niemniej jednak ten zawód wykonują pasjonaci, więc laboratoria poradzą sobie i z tym projektem, tak jak to miało miejsce w szybkiej reorganizacji laboratoriów do oznaczania koronawirusa.

W 2020 r. zdecydowanie spadła liczba badań laboratoryjnych, w tym tzw. rutynowych. Skupiono się na oznaczaniu SARS-CoV-2.Teraz czas wrócić do normalności w obszarze diagnostyki laboratoryjnej i to jest szansa na taki powrót. Ponieważ obecnie wykonuje się mniej badań w kierunku koronawirusa, następuje naturalne przechodzenie kadr do laboratoriów i pracowni wymagających zwiększenia obsady.

Kierownicy laboratoriów bardzo sprawnie przeorganizują pracę tak, aby badania pacjentów np. szpitala były wykonane na czas. Systemy analityczne mają różne możliwości filtrowania próbek, nie wspominając o trybie cito. Ważne, aby procedury fazy przedanalitycznej – pobierania, transportu, przechowywania – oraz analityczne były zachowane, a nad tym czuwa System Zarządzania Jakością w laboratoriach. Panel badań z programu jest dostępny praktycznie w zdecydowanej większości laboratoriów i to warunkuje ich dostępność dla pacjentów.

Pandemia to nie tylko problem osób zakażonych koronawirusem. Blisko półtoraroczny utrudniony dostęp do lekarza i ograniczona liczba badań diagnostycznych doprowadziły do pogorszenia sytuacji zdrowotnej Polaków. Jak bardzo?

Na to pytanie starali się odpowiedzieć uczestnicy debaty „Profilaktyka zdrowotna czy działania naprawcze? Co powinno być priorytetem w nowym systemie ochrony zdrowia w kontekście KPO?" zorganizowanej na początku lipca w „Rzeczpospolitej".

Pozostało 98% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Diagnostyka i terapie
Bez nowoczesnych badań nie pokonamy raka
Diagnostyka i terapie
Hipofosfatazja. Jest lek, nie ma refundacji. Rodzice piszą do Ministerstwa Zdrowia
Materiał partnera
Jak lepiej zadbać o pacjentów z SM?
Diagnostyka i terapie
Rak piersi nie wybiera. Chora często dowiaduje się zbyt późno
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
Diagnostyka i terapie
Co ma żaba do depresji? Okazuje się, że może pomóc
Diagnostyka i terapie
Tabletka „dzień po” także od położnej. Izabela Leszczyna zapowiada zmiany