Tzw. szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych w lipcu, opublikowany przez GUS w piątek, okazał się zgodny z przeciętnymi oczekiwaniami ekonomistów ankietowanych przez „Rzeczpospolita".

Z wstępnych – i przez to ograniczonych – danych GUS wynika, że do spadku inflacji w lipcu przyczynił się przede wszystkim wolniejszy niż w czerwcu wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowych. Wyniósł 3,9 proc. rok do roku, po 5,8 proc. w czerwcu i 6,2 proc. w maju.

W lipcu wciąż taniały paliwa, ale wolniej niż w poprzednich miesiącach. Ich ceny spadły o 16,1 proc. rok do roku, po zniżce o 19,3 proc. w czerwcu i ponad 23 proc. w maju. To czynnik, który ograniczył skalę spadku inflacji.

Ekonomiści oceniają, że w lipcu ponownie wzrosłą tzw. inflacja bazowa, nie obejmująca cen energii i żywności, która już w czerwcu wyniosła 4,1 proc. rok do roku, najwięcej od 20 lat. Przed piątkowymi danymi GUS ekonomiści przeciętnie oczekiwali, że inflacja bazowa w lipcu zmalała do 3,9 proc.

Za oczekiwaniami spadku inflacji bazowej stało m.in. założenie, że końca dobiegły podwyżki cen związane z dodatkowymi kosztami funkcjonowania sklepów i firm usługowych w nowym reżimie sanitarnym.

W dalszej perspektywie ekonomiści wciąż jednak spodziewają się spadku inflacji: zarówno ogółem, jak i bazowej. Ma to być efekt osłabienia popytu w związku z wywołaną przez Coivod-19 recesją.