W ostatnich miesiącach w Rosji wstrzymano publikację wielu oficjalnych statystyk, w tym: dokładnych danych dotyczących eksportu oraz importu, miesięcznej produkcji ropy i gazu, danych o krajowym ruchu lotniczym, przepływach kapitału, inwestycjach zagranicznych i akcji kredytowej.

„Oficjalnie ten statystyczny blackout ma na celu ochronę rosyjskich spółek oraz obywateli przed sankcjami zachodnimi. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że Kreml obawia się publikacji danych, które ujawniają pełną skalę załamania gospodarki lub wielkości miesięcznych wydatków na wojnę” – napisała Julia Starostina, publicystka związana z Fundacją Carnegie.

Czytaj więcej

Jak nisko upadła Rosja. Oficjalne dane o spadku PKB

Niezależni eksperci, a także Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jeszcze przed wybuchem wojny wskazywali na ograniczoną wiarygodność rosyjskich statystyk. Rosstat, czyli państwowy urząd statystyczny, często bowiem zmieniał metodologię, a Putinowi zdarzało się wielokrotnie wymieniać jego szefów. Obecny szef Rosstatu Siergiej Gałkin objął stanowisko w maju i jest byłym wiceministrem gospodarki. To oczywiście rodzi obawy przed polityczną ingerencją w statystyki.

Mylące liczby

Ekonomiści z Yale School of Management zwracają uwagę, że niemal wszystkie bardzo optymistyczne prognozy dotyczące gospodarki rosyjskiej są głównie ekstrapolacjami danych publikowanych w początkowym okresie po inwazji, czyli pochodzących z momentu, gdy sankcje dopiero zaczynały być nakładane. „Na przykład wiele alarmujących raportów o silnych rosyjskich przychodach z eksportu ropy i gazu było opartych na ostatnich dostępnych danych z marca” – piszą eksperci z Yale.

Przytaczają oni raport Bloomberg Economics mówiący, że tegoroczne przychody Rosji ze sprzedaży surowców energetycznych mogą sięgnąć 285 mld dol., czyli poziomu o jedną piątą wyższego niż w 2021 r. Raport ten był oparty na projekcji rosyjskiego Ministerstwa Gospodarki, która była ekstrapolacją dobrych danych za pierwszy kwartał. Ta projekcja była jednak nierealna. Świadczy o tym choćby to, że rosyjski rząd sam przyznał, że jego przychody z eksportu surowców energetycznych były w maju o połowę niższe niż w kwietniu.

Mylące mogą być też oficjalne statystyki dotyczące produkcji. Mówiły one, że produkcja przemysłowa spadła w maju o 1,7 proc. Rosstat jednocześnie jednak wskazywał, że produkcja kabli światłowodowych spadła wówczas o 81 proc., pojazdów motorowych o 66 proc., lodówek o 58 proc., silników spalinowych o 57 proc., wagonów kolejowych o 52 proc., a telewizorów o 50 proc. „Jeśli patrzymy na ogólne dane o produkcji, to sytuacja nie wygląda katastrofalnie i można mieć wrażenie, że Rosja jakoś sobie radzi. Ale załamanie niektórych branż najbardziej zależnych od zachodnich technologii jest wskazówką, do czego może dojść również w innych sektorach” – wskazują analitycy Globsec.

Czytaj więcej

Rosja szykuje tajną mobilizację gospodarki na potrzeby wojenne

Eksperci z Yale wyliczyli, że od rozpoczęcia inwazji na Ukrainę Rosję opuściło ponad 1000 zagranicznych firm. Ich wcześniejsze inwestycje w Rosji wynosiły około 40 proc. jej PKB. Firmy te zatrudniały ponad 5 mln Rosjan. Dane Rosstatu mówią jednak, że stopa bezrobocia wynosiła w czerwcu zaledwie 3,9 proc. Tymczasem od końca kwietnia 40 tys. firm działających w Rosji, zatrudniających łącznie ponad 9 mln ludzi, ogłosiło „zmiany w trybie zatrudnienia”. Rosstat nie wyjaśnia, co te zmiany oznaczały.

Zbity termometr

W normalnych czasach dobrym wskaźnikiem kondycji gospodarki rosyjskiej mógłby być kurs rubla. W ostatnich miesiącach był on jednak sztucznie podtrzymywany za pomocą ograniczeń w wymianie walut i w wyniku wymuszenia na państwach Europy zapłaty za ropę i gaz w rublach. Rubel zyskał w efekcie od początku roku 23 proc. wobec dolara.

Giełda moskiewska jest jednak w zapaści. Indeks Moex stracił od początku roku 45 proc. Akcje Gazpromu straciły natomiast 49 proc.