Ten 64-letni polityk z Partii Socjalistycznej był w latach 2012-14 ministrem gospodarki i finansów w znacznie łatwiejszych czasach niż obecnie (ale ten dług rósł z roku na rok), a w ciągu następnych 5 lat jako komisarz UE ds. gospodarczo-finansowych mocno krytykował politykę swych następców. Obecnie jako naczelny kontroler finansów Francji uważa, że to jedna z konsekwencji pandemii, a najważniejsze jest, by był zrównoważony.

- Przez co najmniej 10 lat będziemy żyć z długiem finansów publicznych ponad 100 proc. PKB, a przez 4-5 lat z deficytem budżetowym ponad 3 proc. PKB — powiedział w rozgłośni Radio J. Kryteria z Maastricht przewidują odpowiednio 60 i 3 proc. PKB.

Francja, chcąc przeciwdziałać kryzysowi sanitarnemu i gospodarczemu, wydawała mnóstwo pieniędzy - ponad 86 mld euro poszło na wsparcie przedsiębiorstw i sektora ochrony zdrowia. Rok 2020 powinna zakończyć długiem w wysokości 120 proc. PKB, a w tym roku zwiększy się do 122,4 proc. wraz z nowymi wydatkami na pomoc gospodarce — przewiduje rząd.

Moscovici nie widzi problemu takich wydatków w sytuacji pandemii.  — Wydatków publicznych nie należy traktować jako wroga. W wyjątkowym kryzysie trzeba podejmować wyjątkowe działania — stwierdził. 

Należy też — jego zdaniem — zmienić podejście do takich wydatków. Nie chodzi o to, „czy deficyt budżetowy stał się zbyt duży, ale jak utrzymać w przyszłości zrównoważony dług, aby za kilka lat nie przytłoczył naszych dzieci”.

— Trzeba zastanawiać się, czemu służą wydatki publiczne, czy pieniądze są dobrze wykorzystywane, czy zmierzamy w dobrym kierunku?” — odnotowały jego słowa francuskie media.