Wbrew pojawiającym się pogłoskom o zaniechaniu prac nad projektem ustawy – Prawo wodne Sejm powinien przegłosować ten projekt na trwającym jeszcze posiedzeniu. Przewiduje on, że 1 stycznia 2018 r. wejdzie w życie szereg opłat za tzw. usługi wodne.

Zapłacimy więcej

Przepisy ustawy są dosyć skomplikowane, ale sprowadzają się do tego, że za korzystanie z tego cennego surowca więcej niż obecnie będą musiały płacić elektrownie wodne i cieplne, rolnicy, hodowcy ryb, producenci napojów, przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne, a nawet małe porty i mariny. Projekt nie dotyczy wprost stawek za tzw. wodę w kranie, ale w efekcie nowych regulacji także za nią zapłacimy więcej.

Pytanie, o ile więcej. Odpowiedź na nie jest utrudniona, ponieważ szacunki rządu, zapisane m.in. w ocenie skutków regulacji, są nieprzejrzyste, a na dodatek dosyć znacznie się różnią od szacunków przedstawianych przez różne instytucje, których dotkną zmiany.

W sumie – jak wyliczył rząd – dochody nowej spółki Wody Polskie mają wynosić od 2,3 mld zł do nawet 4,3 mld zł rocznie, co w przeliczeniu na jednego Polaka daje od 60 do 112 zł rocznie. W innym miejscu czytamy jednak, że większość wpływów mają stanowić dotacje z budżetu państwa oraz środki europejskie, a przychody z opłat za usługi wodne mają przynosić od ok. 550 mln zł w pierwszym roku obowiązywania ustawy do 1,44 mld zł w dziesiątym. Kosztowałoby to więc nas średnio do 14 do ok. 38 zł na rok.

– Problem w tym, że te kalkulacje najprawdopodobniej przedstawiono przy zastosowaniu minimalnych stawek, a możliwe jest zastosowanie stawek maksymalnych – mówi Janusz Ciechoń, poseł PO. – W Sejmie usłyszeliśmy, że będziemy stopniowo do nich dochodzić. Elektrownie polskie wyliczyły, że nowe prawo może je kosztować 18 mld zł rocznie, co musiałoby się przełożyć na wysokie podwyżki cen prądu, o jakieś 1270 zł rocznie na gospodarstwo domowe. To znacznie więcej niż w szacunkach rządu – podkreśla poseł. Wczoraj minister Henryk Kowalczyk zapewniał, że udział opłaty dla elektrowni w cenie sprzedaży energii elektrycznej nie przekroczy rocznie 1 zł na osobę.

Droższa kranówka

Spore różnice widać także w szacunkach dotyczących obciążeń dla gospodarstw domowych. Wiceminister środowiska Mariusz Gajda podkreślał niedawno, że koszty roczne dla 4-osobowej rodziny (wynikające z wprowadzenia opłaty stałej w celu racjonalnego wykorzystania zasobów wodnych) wzrosną maksymalnie o 20 zł rocznie. Z kolei Izba Gospodarcza Wodociągi Polskie miesiąc temu wyliczała, że będzie to 40 zł na gospodarstwo. Dziś pytani przez nas eksperci z Wodociągów Polskich podkreślają, że ustawę będą komentować dopiero po jej przegłosowaniu.

Sporo kontrowersji projekt wzbudza także w przemyśle rolno-spożywczym. Zwłaszcza że pierwsza wersja ustawy dyskryminowała producentów napojów. Woda dla przemysłu spożywczego miała kosztować 2,1 zł za 1 m sześc. wody podziemnej i 1,05 zł za 1 m sześc. wody powierzchniowej, a dla producentów wód i soków... odpowiednio 8 i 4 zł.

Po takim początku dzisiejsze propozycje branża spożywcza przyjmuje z większym spokojem. Stawki, nad którymi ma głosować Sejm, wynoszą odpowiednio 0,70 i 0,35 zł. – Jeżeli odniesiemy się do pierwszej propozycji nowelizacji prawa wodnego, która była wręcz rujnująca dla branży spożywczej, to nowe opłaty, można powiedzieć, są wyważone – mówi „Rzeczpospolitej" Dorota Liszka, menedżer ds. komunikacji w Maspexie.

Stawki do negocjacji

– Kwoty wpisane do projektu, będące na granicy akceptowalności dla przemysłu, są wynikiem konsensusu między rządem a branżą spożywczą – mówi Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności. – Są to stawki maksymalne, rozporządzenie ministra środowiska może je obniżyć – wyjaśnia.

Dużą zmianą jest wprowadzenie opłat za wodę dla rolników, jednak nie wszyscy wierzą, że wejdą one w życie. – Przyjęlibyśmy to z dużym zaskoczeniem, gdyby ta ustawa przełożyła się na realną podwyżkę cen za zużycie wody w rolnictwie – mówi Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

Sam pomysł opłat za usługi wodne jest wdrożeniem dyrektywy unijnej i zasady, że koszty użycia wody mają ponosić użytkownicy. Całość przychodów spółka Wody Polskie ma przeznaczać na inwestycje w gospodarkę wodną. W tle debaty jest też konieczność regulacji gospodarki wodnej. Profesor Andrzej Kowalski przypomina, że Polska ma jeden z najgorszych w Europie bilansów wodnych. – To jest poziom Egiptu – mówi prof. Kowalski.

Czy jesteś za wprowadzeniem opłat za tzw. usługi wodne?

Podyskutuj z nami na: facebook.com/ dziennikrzeczpospolita

Opinie

Ryszard Pazdan, ekspert BCC

Rząd zapewnia, że stawki za wodę, z której korzystają przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne, dostarczające wodę do domów, będą mogły być podnoszone od 2019 r., natomiast w 2018 r. pozostaną bez zmian. Ma to być taki bezpiecznik przed nagłym wzrostem cen wody. Taka konstrukcja utrudnia jednak oszacowanie rzeczywistych kosztów i obciążeń, które poniesiemy wszyscy w efekcie wejścia w życia nowego prawa. Inna sprawa, że rzeczywiście uporządkowanie gospodarki wodnej i inwestycje w tym zakresie są pilne potrzebne. Zwłaszcza w kontekście rosnącego deficytu wody w Polsce. Nie jestem tylko pewien, czy nowa, scentralizowana instytucja podoła tym zadaniom.

Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych

Woda jest tylko jednym z elementów wzrostu kosztów w rolnictwie. Wykorzystujemy ją do nawadniania pól, produkcji zwierzęcej – bydła i trzody chlewnej. Mamy dużo gospodarstw produkujących ryby, jeżeli ktoś ma staw hodowlany, zapłaci za niego. Początkowo stawki za wodę przewyższały wartość produkcji ryb. Część produkcji ogrodniczej jest nawadniana. Jeśli ustawa zwalnia z opłat tylko do 5 m sześc. wody na dobę, to przy pojemności 600 litrów na minutę pracy pompy limit zostanie wyczerpany w kilka minut. Każdy wzrost opłat za wodę jest dodatkowym kosztem. W trakcie konsultacji udało nam się złagodzić wiele zapisów ustawy, cenę wody do celów rolniczych będzie ustalał minister rolnictwa w rozporządzeniu, to daje możliwość negocjowania stawek.

Koszty branży wzrosną o prawie 100 mln zł rocznie

Nowe prawo wodne doprowadzi do wzrostu kosztów energetyki. Jednak podwyżki nie będą tak drastyczne, jak wcześniej sygnalizowano. – Po uwzględnieniu większości zgłaszanych przez nas poprawek do projektu ustawy w trakcie prac w komisji sejmowej przewidywana kwota rocznych opłat za wodę ponoszona przez wytwórców energii nie będzie większa niż kwota podana jako wariant optymistyczny. Chodzi o 95 mln zł – twierdzi dziś Towarzystwo Gospodarcze Elektrownie Polskie. I podkreśla, że taki poziom opłat dla wytwórców nie powinien wpłynąć na wzrost cen energii. Wcześniej TGPE wskazywało na dwa scenariusze – według tego najbardziej pesymistycznego koszty miały poszybować aż o 18 mld zł.

Dziś eksperci wskazują, że niespełna 100 mln zł w całej branży dla największego wytwórcy energii w Polsce, tj. Polskiej Grupy Energetycznej, może oznaczać kilkanaście lub niskie kilkadziesiąt mln zł. Sama spółka nie wskazuje dokładnego poziomu wzrostu wydatków. Także Tauron uchyla się od odpowiedzi. – Proponowana skala zmian, według ostatniego projektu, nie wpłynie na cenę energii dla klienta końcowego – usłyszeliśmy w biurze prasowym Tauronu. Jednak eksperci są innego zdania. – Jakiś wpływ na ceny hurtowe będzie. Podobnie przenosi się koszt zakupu uprawnień do emisji CO2 – mówi osoba związana z energetyką. Andrzej Tersa, prezes Towarzystwa Elektrowni Wodnych, wskazuje, że opłaty wodne pogorszą i tak już ujemną rentowność hydroelektrowni zawodowych, które cierpią także w wyniku znaczącego spadku cen zielonych certyfikatów.