Z danych publikowanych przez rząd wynika, że w ciągu ostatnich 7 dni w Polsce odnotowano 4164 przypadki koronawirusa SARS-CoV-2. W tym okresie poinformowano o 5 zgonach z powodu COVID-19 i 11 z powodu współwystępowania COVID-19 z innymi chorobami. Tydzień do tygodnia trend wzrostowy dobowej liczby osób, u których test na SARS-CoV-2 dał wynik dodatni utrzymuje się od 18 dni. W poprzednim roku podobna sytuacja miała miejsce w połowie lipca, a wzrosty (pomijając nieliczne wyjątki) notowano do początku grudnia. W czerwcu 2021 r. dobowa liczba nowych przypadków malała.

Tymczasem Hiszpania zaczyna doświadczać siódmej fali koronawirusa. Antonio Zapatero, madrycki wiceminister ds. zdrowia ocenił kilka dni temu, że obecny wirus tak znacznie różni się od oryginalnego, że jest to „inna choroba, wiec możemy mówić o COVID-22”.

Czytaj więcej

Koronawirus w Polsce. Ponad 1000 nowych zakażeń

Z Zapatero nie zgodził się prof. Krzysztof Simon, który w środę w Polsat News przekonywał, że „to jest absolutnie ten sam wirus, który wykazuje określone warianty i w miarę szerzenia się zakażenia w populacji, szczepień itd. zmienia swoją ekspresję antygenową”. - To są zmiany dotyczące białka S i to będzie dalej postępowało. To jest immanentna cecha tych wirusów. Na szczęście to idzie w kierunku mniejszej patogenności - tłumaczył. 

Wrocławski zakaźnik ocenił, że choć niektóre kraje już spodziewają się kolejnej fali zachorowań, to nie ma powodu do wprowadzania „wielkich, gigantycznych lockdownów, poza lokalnymi lockdownami”. - Jak mamy na oddziale ileś zakażonych osób i się (koronawirus) szerzy, bo jest sporo osób niezaszczepionych plus straciły odporność, to oddział trzeba zamknąć - to jest lokalny lockdown. Jeśli będziemy mieli w Warszawie 100 tys. zakażonych, objawowych czy nie, to w mieście trzeba wprowadzić lockdown, bo państwo będzie sparaliżowane. Ale nie sądzę, żeby to miało sens w skali całego kraju przy tym typie wirusa i przy tej jego patogenności, czyli agresywności, jeśli chodzi o wywoływanie objawów chorobowych. To nie ma sensu - tłumaczył były członek Rady Medycznej przy premierze.

Prof. Simon zwrócił uwagę, że istnieją dokładne statystyki wskazujące, w których grupach zakażenie koronawirusem przebiega ciężej. - Generalnie problem w Polsce z ciężkim przebiegiem zaczyna się głównie u nieszczepionych po 60. roku życia. Jak ja bym był decydentem, to obowiązkowo bym zalecił szczepienia wszystkim w tym kraju po 60. roku życia - czy przypominający „booster”, czy szczepienia w ogóle. I to bezpłatnie - mówił.

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy już bez strachu przed koronawirusem

- Wszyscy co są poniżej, pomijając wielochorobowość: nie chcesz się szczepić, to się nie szczep. Prawdopodobnie przebieg będzie lekki, poza wyjątkami (u osób) z predyspozycją do ciężkiego przebiegu, ale ryzykujesz na własne życzenie. Ale to jest jakaś mniejszość, bo małe dzieci mało chorują, młodzież słabo choruje - ale to nie znaczy, że nie miałem olimpijczyków, czy ironmanów, którzy nam nie poumierali z powodu poprzednich wariantów. I być może to jest jakieś wyjście z sytuacji - przymusowe szczepienie, jeśli ratujemy życie - powiedział dolnośląski konsultant ds. chorób zakaźnych.

- Śmiertelność jest pięcio- czy sześciokrotnie różna, po 60. roku życia. Każdy ma jakieś dolegliwości po sześćdziesiątce, mało jest osób zdrowych - dodał prof. Krzysztof Simon.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM