Kryzys w ochronie zdrowia sprawia, że wiele mniejszych ośrodków nie kwalifikuje pacjentów z chorobami reumatycznymi do programów lekowych - powiedziała PAP prof. Brygida Kwiatkowska z NIGRiR w Warszawie. W jej ocenie brak właściwego leczenia tych chorych spowoduje, że będą umierać o 10-15 lat za wcześnie.

- Jesteśmy świadkami kryzysu w polskim systemie ochrony zdrowia w czasie; brak jest pieniędzy, by zaspokoić potrzeby wszystkich pacjentów. Najmniejsze ośrodki będą miały jak zwykle najmniejsze szanse na zdobycie pieniędzy i na pokrycie kosztów leczenia pacjentów w ramach programów lekowych. To jest ewidentnie zagrożenie dla zdrowia Polaków, ponieważ pacjenci z różnych regionów kraju nie będą mieli szans na dobre leczenie - wyjaśniła w rozmowie z PAP prof. Brygida Kwiatkowska, dyrektor ds. klinicznych i kierownik Kliniki Wczesnego Zapalenia Stawów Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji (NIGRiR). Dodała, że różnice w dostępie do terapii będą się pogłębiać między regionami.

Dostęp do leczenia chorób reumatycznych coraz bardziej nierówny

Według reumatolożki już obecnie obserwuje się takie dysproporcje, a do Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji zgłasza się coraz więcej pacjentów z innych województw. Z danych statystycznych wynika, że w stosunku do poprzedniego roku znacznie mniej chorych z zapalnymi chorobami reumatycznymi jest włączanych do programów lekowych.

Czytaj więcej

Pacjenci czekają na leczenie nawet 623 dni. Organizacje apelują o zmiany

– Ośrodków, które wstrzymały kwalifikacje pacjentów do programów lekowych, które wstrzymały hospitalizacje i droższą diagnostykę, jest obecnie bardzo dużo. W naszym ośrodku mimo zadłużania się nie wstrzymaliśmy kwalifikacji do terapii, a Mazowiecki Oddział NFZ na razie płaci za leki stosowane w Programach Lekowych. Nie wstrzymaliśmy tylko dlatego, że pacjenci muszą być leczeni; to im się należy - tłumaczyła prof. Kwiatkowska.

Podkreśliła, że programów lekowych w reumatologii korzystają ci pacjenci, u których nie działają już standardowe terapie i których nie ma czym leczyć. - My musimy kontrolować zapalenie (wiele chorób reumatycznych rozwija się na podłożu zapalnym - PAP), musimy sięgnąć po kolejne linie leczenia, które gwarantują utrzymanie procesu zapalnego w ryzach, a pacjent nie będzie zwijał się z bólu - mówiła specjalistka w dziedzinie reumatologii.

Zwróciła uwagę, że brak właściwego leczenia pacjentów z przewlekłymi procesami zapalnymi przyczyni się do skrócenia ich życia o 10-15 lat. - Ze względu na brak kontroli nad procesem zapalnym w organizmie, chorzy ci będą umierać z powodu udarów mózgu, zawałów serca, chorób nowotworowych, będą też przechodzić na wcześniejsze renty. Zatem dostęp do skutecznych leków dla pacjentów reumatycznych nie powinien być ograniczany, a wręcz powinno się je stosować jako profilaktykę poważnych powikłań zdrowotnych - oceniła prof. Kwiatkowska.

Wskazała, że pacjenci i tak będą musieli być leczeni, ale w bardziej zaawansowanym stadium choroby, co wiąże się ze znacznie większymi kosztami i jest dużo mniej skuteczne.

Choroby reumatyczne są diagnozowane zbyt późno

Prof. Kwiatkowska zaznaczyła, że zapalne choroby reumatyczne są wciąż diagnozowane z dużym opóźnieniem. Zgodnie z wytycznymi towarzystw naukowych od wystąpienia objawów zapalnej choroby reumatycznej do wdrożenia efektywnej terapii powinno upłynąć nie więcej niż trzy miesiące. - Tymczasem pacjenci trafiają po roku, dwóch, trzech latach, a wcześniej wędrują od specjalisty do specjalisty - lekarza rodzinnego, neurologa, ortopedy, rehabilitanta, i nie uzyskują rozpoznania. To też kosztuje system - tłumaczyła. Wskazała, że w tym czasie u chorych dochodzi do nieodwracalnych zmian narządowych, których nie da się już wycofać dzięki zastosowaniu leków.

Czytaj więcej

Zamknięcie domów wczasów dziecięcych wstrzymane. Jest decyzja minister edukacji

Prof. Kwiatkowska przypomniała, że wciąż funkcjonuje - stworzony dzięki jej inicjatywie - "Program pilotażowy kompleksowej opieki nad pacjentem z wczesnym zapaleniem stawów" (w skrócie program KOWZS). Ma on skrócić ścieżkę diagnostyczną pacjentów z wczesnym zapaleniem stawów i sprawić, że będą szybko otrzymywać skuteczne leczenie. - Ten projekt jest przeznaczony dla pacjentów, którzy mają początkowe objawy, takie jak ból, obrzęk stawu/stawów, ale nie mają jeszcze postawionego rozpoznania. Chodzi o to, by wyłapywać ich na bardzo wczesnych etapach i skracać ich ścieżkę dotarcia do reumatologa, która bywa bardzo długa.

- KOWZS ma przesunąć pacjentów z najczęstszymi zapalnymi chorobami stawów, takimi jak reumatoidalne zapalenie stawów (RZS) czy spondyloartropatie, z opieki szpitalnej do dobrze zorganizowanej opieki ambulatoryjnej - wyjaśniła prof. Kwiatkowska. Zaznaczyła, że hospitalizowani powinni być pacjenci z powikłaniami wielonarządowymi, z zapaleniem naczyń, i ogólnie z ciężkimi chorobami reumatycznymi, jak np. toczeń układowy. Hospitalizacja jest najdroższa dla państwa - to jest utrzymywanie 24-godzinnych dyżurów, obsługi lekarskiej, i pielęgniarskiej. A przebywanie w szpitalu pacjentów, którzy mogą być leczeni ambulatoryjnie, blokuje dostęp innym chorym.

- Z uwagi na to, że w różnych ośrodkach KOWZS wystartował z różnym opóźnieniem, poprosiliśmy Ministerstwo Zdrowia o jego przedłużenie - powiedziała prof. Kwiatkowska. Zaznaczyła, że pacjenci diagnozowani w ramach KOWZS z reguły potrzebują leków na receptę, które są tańsze i łatwiej dostępne, niż leki finansowane w ramach programu lekowego. - Jeżeli pacjent już w pierwszym roku będzie wymagał leczenia biologicznego, czy innego leczenia w ramach programu lekowego, to ośrodek, który go zakwalifikował do KOWZS, musi zagwarantować, że chory się do tego programu lekowego dostanie - zwróciła uwagę reumatolożka. Przypomniała też, że skierowanie do programu wypisuje lekarz podstawowej opieki zdrowotnej (POZ).

Reumatolożka podkreśliła, że choroby reumatyczne dotyczą obecnie w Polsce 20 proc. społeczeństwa. Zalicza się do nich nie tylko zapalne choroby reumatyczne, ale też zwyrodnieniową chorobę stawów i osteoporozę, na którą cierpi ok. 3 mln osób.