Karty DiLO są podstawowym instrumentem, który w przypadku podejrzenia nowotworu pozwala pacjentom wejść na przyspieszoną ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną. Choć liczba wystawianych kart z roku na rok rośnie, eksperci zwracają uwagę na duże dysproporcje między regionami.
Etap wystawienia karty DiLO jest kluczowy. Drastyczne różnice między regionami
Z informacji przekazanych przez Ministerstwo Zdrowia podczas ostatniego posiedzenia sejmowej Podkomisji do spraw organizacji ochrony zdrowia, od tylko początku stycznia do 4 marca 2026 r. wystawiono już ponad 71 tys. kart DiLO. Największy udział w ich wystawianiu miała Ambulatoryjna Opieka Specjalistyczna (AOS), gdzie wystawiono 47 proc. kart. W Podstawowej Opiece Zdrowotnej (POZ) wystawionych zostało 35 proc. kart, a w lecznictwie szpitalnym – 18 proc.
Zdaniem dyrektora Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – PZH Bernarda Waśki, dane dla kraju nie do końca odzwierciedlają jednak prawdziwy obraz sytuacji. Jak podkreśla, etap, na którym założono kartę DiLO, jest kluczowy. Powinna być ona wystawiana już w momencie podejrzenia nowotworu, a nie dopiero, gdy pacjent trafi do szpitala. Różnice między regionami są tu ogromne.
– W takich regionach jak podkarpacki, lubelski, czy lubuski, aż 40 proc. pacjentów ma kartę DiLO założoną na etapie szpitala, przed konsylium, tylko po to, żeby zaraportować plan leczenia. W tych samych województwach zaledwie 10-14 proc. kart DiLO jest założonych na etapie podejrzenia nowotworu, tj. w POZ, gdzie powinna być zakładana zdecydowana większość kart – podkreślił Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny, cytowany przez portal Rynek Zdrowia.
Czytaj więcej: Nowotwory: 99 tys. zgonów w rok, problemy z terminami. Kolosalne różnice między regionami