Prezes Rady Ministrów Beata Szydło deklarowała, że przejście od obecnego systemu na system jednolitego podatku nie będzie oznaczało podwyżek podatków. Trudno uwierzyć w te deklaracje, skoro z jednej strony zmiana ma być neutralna dla budżetu, a z drugiej obniżone mają zostać obciążenia dla najmniej zarabiających podatników. Mówiąc wprost – skoro najmniej zamożni mają płacić mniej, to reszta musi zapłacić więcej. Najniższa stawka jednolitego podatku ma wynieść 10 procent, a najwyższa 39,5 procent. Według zeszłorocznych wyliczeń, jak podaje „Gazeta Wyborcza" najbogatsi płacili 43,5 procent.

Zmiany najprawdopodobniej dotkną średniozamożnych – rząd chce bowiem zwiększyć progresję i dołożyć progów podatkowych. Nie jest, niestety, wiadome na razie, ile tych progów miałoby być i jakie będą kwotowo oraz procentowo. Skoro jednak zmiana ma być dla budżetu neutralna, a najmniej zamożni zapłacą 10 procent (a najbardziej zamożni w teorii zapłacą 4 punkty procentowe mniej), to nie trzeba wyrafinowanej matematyki, by dojść do wniosku, że to średniozamożni będą musieli dołożyć do budżetu więcej.

Połączenie w jeden podatek PIT, składek społecznych i zdrowotnych ma również wiązać się z likwidacją ograniczenia podstawy wymiaru składek ZUS. Dotychczas od nadwyżki powyżej 121 tysięcy złotych nie płaciło się składek. Rząd chce to znieść, oczywiście w celu łatania budżetu. „Gazeta Wyborcza" sugeruje też, że PiS czyli rząd może chcieć zniesienia 19-procentowej stawki dla osób prowadzących działalność gospodarczą.

Podobnie, jak w pomyśle Platformy Obywatelskiej sprzed roku, jednolity podatek miałby też dotyczyć umów zlecenia i umów o dzieło.

To tak naprawdę wszystko, co wiadomo o projekcie jednolitego podatku. Nie wiadomo bowiem, jak miałaby wyglądać kwota wolna od podatku czy zachowane ulgi. Nie jest nawet wiadomo, czy fiskus sam by rozliczał podatników czy nadal samodzielnie moglibyśmy wypełniać PIT. Pytania co do kształtu (nie tylko stawek i progów) jednolitego podatku można by mnożyć. W tym ważne pytanie – czy istnieje jakiś konkretny projekt, w którym byłyby jakieś wyliczenia czy rzeczywiście podatek ten byłby neutralny dla budżetu.

Wicepremier Morawiecki stwierdził w czwartek, że jednolity podatek mógłby wejść w życie najwcześniej w 2018, ale będą brane pod uwagę wszystkie za i przeciw. Być może więc wszystko zostanie po staremu.