W latach 2013–2020 za sprzedaż 505 mln uprawnień do emisji CO2 budżet Polski zyskał kwotę 34 mld zł. Ba, Ministerstwo Klimatu i Środowiska podliczyło właśnie, ile udało się pozyskać środków w 2021 r. Dzięki sprzedaży ponad 105 mln uprawnień budżet został zasilony kwotą 25,3 mld zł.

Czytaj więcej

Niemcy raczej nie osiągną celów redukcji CO2 w 2022 roku

Założenia EU ETS

System EU ETS ogranicza ilość emisji CO2, na jakie mogą sobie pozwolić energochłonne sektory przemysłu czy producenci energii. Od 2013 r. uruchomiono aukcje takich pozwoleń na emisje, każdy kraj otrzymywał też darmową pulę uprawnień. Niewykorzystane pozwolenia kraje mogą też sprzedać. Stąd wspomniane wyżej dochody budżetu.

Ale i tu są pewne rygory. Zgodnie z unijną dyrektywą EU ETS 50 proc. środków ze sprzedaży uprawnień (lub ich równowartość) powinno być wykorzystane na cele środowiskowe, np. budowę odnawialnych źródeł energii czy promowanie niskoemisyjnego transportu.

Kraje mają co roku przedkładać Brukseli sprawozdania o wykorzystaniu dochodów uzyskanych z aukcji uprawnień. Takie szczegółowe dane za 2021 r. powinny być znane w lipcu. Dane za 2020 r. także nie są jeszcze udostępnione. Możemy więc jedynie przyjrzeć się wyliczeniom z 2019 r.

Miliony, a nie miliardy

Wówczas sprzedaliśmy uprawnienia za ponad 10,8 mld zł. Z tej kwoty na konto Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, zgodnie z prawem, trafiło ok. 1,1 mld zł z przeznaczeniem na tzw. fundusz zielonych inwestycji. Pieniądze te sfinansowały m.in. program „Mój prąd", a także program „Czyste powietrze". Te dwa programy można potraktować jako prośrodowiskowe i służące transformacji. Jednak – jak wynika z unijnego sprawozdania – wydano wówczas na te dwa programy ledwie 682 mln zł. Z kwoty 10 mld.

Jak wskazuje Marcin Kowalczyk, kierownik zespołu klimatycznego w WWF Polska, w ramach 50 proc. środków zaklasyfikowanych jako wydatki środowiskowe potraktowano m.in. 182 mln na zwolnienia z akcyzy energii elektrycznej wytworzonej z OZE. Jednak największa część pieniędzy, rzędu 4,6 mld zł, trafiła na wsparcie wytwórców energii z OZE, odpowiadające wartości rynkowej zielonych certyfikatów umorzonych w 2018 r.

Patrząc na pozostałe wydatki ze wspomnianych przychodów, niemal 4,6 mld zł trafiło do powstałego wówczas Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny, który rekompensował spółkom obrotu „zamrożenie cen energii" dla odbiorców. – Środki, które zostały zaraportowane jako prośrodowiskowe, trudno uznać za te, które faktycznie przeznaczone zostały na finasowanie transformacji. Z wymienionego zestawienia jedynie środki na program „Czyste powietrze" i „Mój prąd" można tak potraktować. Trudno jednak uznać koszty umorzenia zielonych certyfikatów czy zwolnienie z akcyzy jako faktyczne inwestycje prośrodowiskowe – podkreśla Kowalczyk.

Na co wydatkować?

Zdaniem Pawła Wróbla, założyciela i szefa firmy konsultingowej Gate Brussels, jeśli chcemy obniżyć ceny energii i minimalizować koszty zakupu uprawnień do emisji CO2, to powinniśmy jak najszybciej obniżyć samą emisję. – Najszybszą metodą są inwestycje w zero- i niskoemisyjne źródła. Po środki z EU ETS najłatwiej sięgnąć. Im dłużej będziemy z tym zwlekać, tym dłużej będziemy więźniem wysokich kosztów EU ETS – zaznacza ekspert.

W opinii Marcina Roszkowskiego, prezesa Instytutu Jagiellońskiego, największa pula środków, do której mamy dostęp – m.in. z tego instrumentu – powinna iść na rozbudowę sieci dystrybucyjnych oraz na źródła, które zaakceptuje UE w unijnej taksonomii. – Proces inwestycji trwa lata, więc należy korzystać z tych środków, które mamy do dyspozycji teraz – dodał Roszkowski. Wskazał, że przy tak wysokich kosztach gazu i prądu należy wyrazić zrozumienie dla rządu, gdy ten chce przeznaczyć część środków z EU ETS na rekompensaty.