Pekin ogłosił, że zredukuje odwetowe cła na część amerykańskich produktów – z 10 proc. do 5 proc., a na inną część z 5 proc. do 2,5 proc. Obniżki mają wejść w życie 14 lutego i obejmą łącznie towary sprowadzane do Chin za 75 mld dolarów rocznie. Chińskie władze podkreślają, że obniżka ceł na amerykańskie produkty jest reakcją na wcześniejsze zmniejszenie amerykańskich karnych ceł na część chińskich dóbr – z 15 proc. do 7,5 proc. Dalsze redukcje ceł przez Chiny są uzależnione od tego, co zrobią Stany Zjednoczone. Rząd w Pekinie wyraża nadzieję, że karne cła na import z Chin zostaną całkowicie zniesione.

14 lutego to data „pełnego wdrożenia" amerykańsko-chińskiego porozumienia handlowego pierwszej fazy. Obniżenie ceł jest jego łatwym elementem. Dużo trudniej będzie Chinom wywiązać się z obietnic dużego wzrostu zakupów amerykańskich produktów w tym roku. Mogą się jednak powołać na klauzulę nakazującą konsultację obu stron w przypadku „katastrofy naturalnej" przeszkadzającej w spełnieniu zobowiązań. – Jeśli będą naprawdę próbowali się wywiązać, a coś bardzo mocno uderzy w ich gospodarkę, to będziemy mogli to zrozumieć – twierdzi Sonny Perdue, sekretarz rolnictwa USA.

W Chinach wciąż obowiązuje blokada transportowa (mająca powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa), obejmująca tereny zamieszkane przez ponad 60 mln ludzi. W tym tygodniu została ona powiększone o kolejne miasta – głównie w nadmorskiej prowincji Zhejiang. W niektórych miejscach, np. w kilku dzielnicach miasta Hangzhou, będącego siedzibą koncernu Alibaba, władze pozwalają wychodzić z domu jednej osobie z każdego gospodarstwa domowego raz na dwa dni. Mimo rozprzestrzeniania się wirusa wiele chińskich spółek deklaruje, że wznowi swoje operacje w nadchodzących dniach. W sondażu przeprowadzonym przez portal Zhaopin.com (zajmujący się rekrutacją pracowników) 54 proc. spośród ankietowanych 1,6 tys. spółek zadeklarowało, że już w tym tygodniu wznowiło pracę, a 18,9 proc. chce ją wznowić w poniedziałek. 18 proc. zamierza jednak poczekać z ponownym otwarciem. Przestoje w produkcji przełożą się na hamowanie wzrostu gospodarczego w Chinach, który pod koniec 2019 r. wyniósł 6 proc.

– Wzrost PKB w I kwartale powinien wynieść ok. 5 proc., a nie możemy wykluczyć, że jego tempo spadnie poniżej 5 proc. – przyznał w rozmowie z magazynem „Caixin" Zhang Ming, ekonomista z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, czyli głównego rządowego ośrodka analitycznego w ChRL.

Prognozy wzrostu PKB Chin na cały 2020 r. były w ostatnich dniach obniżane przez wiele prywatnych instytucji finansowych. Przykładowo, analitycy UBS obcięli swoją z 6 do 5,5 proc., ekonomiści Mizuho i australijskiego Maquarie Banku obniżyli ją z 5,9 do 5,6 proc., a eksperci Natixis ścieli ją z 5,7 proc. do 5,5 proc. Analitycy Nomury twierdzą, że wzrost będzie „znacząco niższy niż 6,1 proc.".

„Próby powstrzymania koronawirusa i związany z nimi niepokój opinii publicznej uderzą w chiński PKB w I kwartale, potencjalnie również w II, a także w zyski spółek. Jeśli wirus zostanie powstrzymany w nadchodzących miesiącach, to wzrost chińskiego PKB będzie znacząco silniejszy od prognoz w końcówce 2020 r. i na początku 2021 r." – piszą analitycy firmy inwestycyjnej Richard Bernstein Advisors.

Na rynkach akcji, walut i surowców nie widać już jednak paniki. W reakcji na decyzję o obniżce ceł przez chińskie władze zyskiwały azjatyckie indeksy giełdowe. Japoński Nikkei 225 zamknął się 2,4 proc. na plusie, południowokoreański KOSPI wzrósł o 2,9 proc., Hang Seng, czyli główny indeks giełdy w Hongkongu, zwyżkował o 2,6 proc., a chiński Shanghai Composite zyskał 1,7 proc. W czwartek rosła również większość europejskich indeksów giełdowych. Paneuropejski Stoxx Europe 600 ustanowił rekord. – Mówienie, że apetyt na ryzyko „powoli wraca", to największe niedopowiedzenie w tym tygodniu – twierdzi Stephen Innes, strateg z AxiCorp.