Komisja Europejska na dzisiejszym posiedzeniu zmodyfikowała propozycje Hiszpanii. Komisarz ds. konkurencji Joaquin Almunia proponował obowiązywanie nowego dokumentu do 2018 r. Komisja zgodziła się jednak, by dotowanie zamykania kopalń obowiązywało od 1 stycznia 2011 roku do 15 października 2014 roku. Środki na to będą za zgodą KE pochodziły z budżetów zainteresowanych państw, a nie ze środków unijnych.
Jak dotąd, do 2010 r. KE godziła się na pomoc publiczną dla górnictwa węgla kamiennego na tzw. inwestycje początkowe, m.in. w nowe złoża. W tym roku Polska po raz pierwszy znalazła takie środki w budżecie. Do podziału jest 400 mln zł (a roczne inwestycje kopalń kształtują się na poziomie 2,5 mld zł).
Resort gospodarki zapewniał, że do końca starał się o wydłużenie obowiązywania zapisów o pomocy na inwestycje, jednak tego pomysłu nie udało się przeforsować. Przeciwna takim pomysłom była m.in. duńska komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard.
Z pomocy na zamykanie działających teraz kopalń Polska nie będzie mogła skorzystać, bowiem polskie prawo mówi, że po 1 stycznia 2007 r. wszelkie koszty związane z likwidacją kopalń ponoszą spółki węglowe. A to często kilkadziesiąt milionów złotych rocznie, bo z likwidowanej kopalni trzeba np. odpompowywać wodę i zabezpieczać zakład. Gdyby więc np. Kompania Węglowa zdecydowała o zamknięciu kopalni Halemba Wirek, która od 2003 r. przyniosła 1,2 mld zł straty netto, koszty z tym związane będzie musiała ponosić sama.
Jednak, że ścieżka pomocowa nie jest dla Polski całkowicie zamknięta. Z pomocy publicznej będzie bowiem mogła korzystać Spółka Restrukturyzacji Kopalń, która skupia zakłady zamknięte przed 1 stycznia 2007 r. Do SRK trafia rocznie ok. 200 mln zł oraz finansowane są ekwiwalenty pieniężne wypłacane przez ZUS dla osób które z likwidowanych kopalń odeszły.