W 2008 roku lotnictwo biznesowe w całej Europie zamarło. Teraz odżywa. Europejski rynek ma wrócić do poziomu z 2007 roku najwcześniej w ciągu trzech lat. W Polsce ten rynek nie został przez osłabienie gospodarcze dotknięty tak bardzo jak w innych krajach Europy.
Na naszych lotniskach międzynarodowych gwałtownego wzrostu nie widać. To dlatego, że wiele małych samolotów wybiera lotniska mniejsze, np. Babice na warszawskim Bemowie, Muchowiec w centrum Katowic, gdyński port lotniczy czy Pobiednik pod Krakowem. Najdynamiczniej liczba małych samolotów rośnie w Warszawie. – W ciągu dziesięciu miesięcy tego roku obsłużyliśmy ponad 7 tys. lotów prywatnych, czyli 17 proc. więcej niż w analogicznym okresie zeszłego roku – mówi Przemysław Przybylski, rzecznik warszawskiego lotniska. Jak dodaje, najwięcej lotów to rejsy do krajów Unii Europejskiej. Na zbliżonym do ubiegłorocznego poziomie ruch tzw. nierozkładowych samolotów utrzymuje się m.in. w Katowicach i w Gdańsku.
Lotnisko w Gdańsku w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy tego roku obsłużyło ponad 3,8 tys. prywatnych lotów. – Przepustowość przestrzeni powietrznej i lotniska jest na tyle duża, że w żaden sposób ten ruch nie utrudnia nam prowadzenia działalności – mówi Tomasz Kloskowski, prezes spółki zarządzającej gdańskim lotniskiem.
– Prywatne loty to kolejny nasz klient. Ten segment lotnictwa się rozwija, a nasze lotnisko ma możliwość obsłużenia większej liczby samolotów, niż robimy to obecnie – mówi Justyna Zajączkowska, rzecznik krakowskiego portu lotniczego. Pasażerowie prywatnych samolotów z reguły korzystają z salonu VIP, co kosztuje 600 zł za godzinę. Klientom zapewnia to odprawę w luksusowych warunkach. Jednak zarządcy nie wszystkich portów chętnie przyjmują małe, prywatne samoloty. – Pracy z przyjęciem takiego samolotu jest tyle samo co z dużą rejsową maszyną, a pieniądze znacznie mniejsze – twierdzi Cezary Orzech, rzecznik katowickiego lotniska. Władze portu na Śląsku chciały przenieść ruch nierozkładowy na lotnisko Muchowiec znajdujące się w centrum Katowic. Jest ono wykorzystywane przez pilotów, jednak nie na taką skalę, jaką mogłoby być, gdyby wykonano remont pasa startowego. Ta inwestycja została jednak wstrzymana.
Władze Okęcia, gdzie ruch lotniczy jest największy spośród wszystkich polskich portów lotniczych, starają się przekonać właścicieli części prywatnych samolotów, by lądowali na Bemowie. – Sprowadzenie na ziemię małego odrzutowca pilotowanego przez zawodowca przebiega tak samo szybko i sprawnie jak lądowanie rejsowego samolotu – mówi Przemysław Przybylski. – Mniejsze samoloty wymagają dłuższej opieki naszych służb operacyjnych, co utrudnia ruch rejsowy. Rozmawiamy z pilotami, staramy się ich przekonywać by korzystali z innych lotnisk. Wielu z nich rozumie nasze argumenty – dodaje rzecznik warszawskiego lotniska.