To Paweł Dąbkowski, były szef m.in. White Eagle Aviation, Andrzej Wysocki z LOT, Bertrand LeGuern z Petrolinvestu, Patryk Michalak, były prezes stoczni Gryfia oraz menedżer znajdującego się w upadłości układowej Bomi, którego nazwiska „Rz" nie udało się potwierdzić.

Każdy z nich na posiedzeniu Rady Nadzorczej 4 lutego będzie musiał przedstawić swój plan restrukturyzacji firmy.

Kandydat związków

Andrzej Wysocki jest m.in. byłym p.o. prezesa LOT. Był także wiceprezesem spółki i jej przedstawicielem w Wielkiej Brytanii. Kolejny kandydat to weteran branży Paweł Dąbkowski, akcjonariusz LOT Air – spółki pracowniczej założonej przez związkowców LOT. Dąbkowski jest związany z lotnictwem, był szefem White Eagle Aviation, kierował też linią Direct Fly, która zamierzała świadczyć usługi LOT w 2007 roku (zawiesiła działalność po 13 miesiącach), oraz Prima Charter. Startował przynajmniej raz w konkursie na stanowisko prezesa LOT, w 2006 roku. Adrian Furgalski, prezes ZDG TOR, dobrze ocenia jego kompetencje. – Wybór Dąbkowskiego miałby zbawienny wpływ na dalsze działanie LOT – mówi Furgalski.

– Ostatnia rzecz, jaka jest potrzebna LOT-owi, to wikłanie się w politykę. Prezes powinien być przede wszystkim osobą z doświadczeniem w zarządzaniu linią lotniczą i mającą jasną wizję rozwoju przedsiębiorstwa  – uważa analityk rynku lotniczego Krzysztof Moczulski.  Plan spółki LOT Air, który był w konflikcie z zarządami Sebastiana Mikosza i Marcina Piróga, przewidywał objęcie akcji przez pracowników oraz utrzymanie wyłącznie rentownych połączeń. W 2011 roku dwa związki, które założyły spółkę – Związek Zawodowy Pilotów Liniowych oraz Związek Zawodowy Personelu Pokładowego, przedstawiały plan działania na posiedzeniach komisji skarbu i infrastruktury.

Francuski menedżer

Teraz wg portalu Pasażer.com LOT Air przygotowuje plan działania spółki na lato i zimę 2013/2014, a cały program ratunkowy ma być gotowy do 15 lutego. Zakłada on utrzymanie jedynie rentownych połączeń i nie przewiduje zwolnień. Nie jest wykluczone, że właśnie ten program przedstawi 4 lutego Radzie Nadzorczej LOT Paweł Dąbkowski.

Bertrand LeGuern to biegle mówiący po polsku Francuz, który pracował już w TP SA, Canal+Cyfrowy, Netii i ostatnio w Petrolinveście. W wywiadzie udzielonym „Strefie Biznesu" skrytykował metody robienia biznesu w naszym kraju. „W Polsce nie mamy zwyczaju sprawdzania, czy tego co my robimy, nie robi się gdzie indziej lepiej. Brakuje nam rutyny benchmarkingu – przepraszam za użycie angielskiego słowa, ale trudno znaleźć mi lepsze określenie. Bo warto sprawdzać, jak to samo robią inni i na jakim poziomie Europa i świat stawiają sobie poprzeczkę w danej branży" – mówił. LeGuern startował już w konkursach na najwyższe stanowiska w polskich spółkach, między innymi w Enei.

Ze stoczni do LOT

Autopromocja
Panel dyskusyjny "Ach te magazyny"

Silniki boomu pracują pełną parą - rynek będzie rósł z uwagi na dalszy rozwój logistyki i e-commerce

OGLĄDAJ RELACJĘ

Ze stoczni do LOT wystartował Patryk Michalak, który do lipca 2012 r. kierował Szczecińską Stocznią Remontową Gryfia. Jest prawnikiem, absolwentem Uniwersytetu Wrocławskiego, podyplomowe studia menedżerskie kończył na warszawskiej Szkole Głównej Handlowej. Stocznią kierował niewiele ponad rok (od lutego 2011 do lipca 2012). Rezygnację złożył wprawdzie sam, ale nieoficjalnie wiadomo, że został o to poproszony. Właścicielem stoczni jest fundusz Mars należący do MS Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych zarządzane przez Agencję Rozwoju Przemysłu.

W pierwszym etapie konkursu odpadł były prezes LOT Sebastian Mikosz, Ryszard Jaxa Kwiatkowski i Marek Mazur, który prezesem uwielbianym przez związki był tylko kilka tygodni, a także były p.o. prezesa Tomasz Dembski.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, d.walewska@rp.pl

Mniejsza strata LOT

Wynik finansowy LOT za ubiegły rok będzie lepszy.

Strata operacyjna, czyli z działalności podstawowej, nie powinna wynieść więcej niż 110–115 mln złotych.

Jak dowiedziała się nieoficjalnie „Rz", strata z działalności operacyjnej wyniosła nie 200 mln zł – jak mówił wcześniej minister Skarbu Państwa Mikołaj Budzanowski czy sam zdymisjonowany prezes Marcin Piróg – ale 110–115 mln złotych, czyli tyle, ile LOT musiał zapłacić w ubiegłym roku za uziemione dzisiaj dreamlinery. Tak ogromne zmniejszenie straty stało się możliwe z powodu zawiązania potężnych rezerw na finansowanie ewentualnych wydatków i uwolnienia ich z końcem roku. To nadal jednak daleko do zapowiadanego przez zarząd LOT w połowie 2012 r. zysku z działalności podstawowej w wysokości ok. 52 mln zł. Jesienią okazało się to nierealne, gdy zaczęły spadać przewozy.

Po dymisji prezesa Piróga na żądanie ministra skarbu, który uznał go za winnego fatalnej sytuacji finansowej spółki, związkowcy z NSZZ „Solidarność" w PLL LOT mówili o stracie nawet w wysokości 300 mln zł. Złożyli doniesienie do prokuratury w sprawie niegospodarności w spółce na zarząd przewoźnika oraz prokurentów. Obydwaj prokurenci – Michał Jaszczyk i Przemysław Książczyk – stracili pracę w LOT w dzień po dymisji prezesa Piróga.

Wynik lepszy o przynajmniej 30 mln zł oznacza, że polski przewoźnik będzie jedyną linią lotniczą w Europie, która w tym roku wprawdzie nadal ma straty, ale  zmniejszyła je w porównaniu z rokiem poprzednim.