Dzisiaj - według badań ICCT, która przetestowała spalanie w 500 tysięcy pojazdów w całej Europie — wynosi ona 25 proc, podczas gdy 10 lat temu było to jedynie 10 proc. W sytuacji, kiedy paliwa w całej Europie są dzisiaj bardzo drogie kupujący auta często kierują się właśnie ekonomicznymi wskaźnikami w eksploatacji pojazdu. I tu są oszukiwani przez producentów.
Eksperci ICCT nie mają wątpliwości, że informacje zawarte w raporcie skłonią Komisję Europejską do zmian w systemie testowania samochodów i zmuszą producentów do podawania bardziej zbliżonych do realiów danych. Sprawa jest bardzo poważna, bo zdecydowanie utrudni to koncernom dojście do wyznaczonego poziomu - 95 gramów na kilometr emisji dwutlenku węgla w roku 2020.
Raport najbardziej piętnuje bawarskiego producenta samochodów luksusowych,który jego zdaniem zaniża rzeczywiste spalanie aż o 30 procent. BMW ze swojej strony broni się i podważa wiarygodność całego opracowania. Zdaniem rzecznika koncernu liczba aut, jaka była poddana analizom nie była reprezentatywna.
Drugim producentem, który podawał dane najbardziej rozbieżne z rzeczywistością jest Audi należący do Grupy Volkswagena i wynoszą one 28 proc. W przypadku Volkswagena jest to 26 proc. Najbardziej bliskie prawdy są dane Toyoty- około 15 procent „przestrzelenia", oraz producentów francuskich - Citroena,Peugeota i Renaulta- które wynoszą ok 16 proc. wiecej, niż w przypadku aut testowanych na drodze.
— Niestety z naszego raportu wynika, że statystyczny kierowca spala o jedną czwartą paliwa więcej, niż wskazywałyby na to dane producenta - skomentował raport Peter Mock, dyrektor generalny ICCT Europe. Przy tym zaniżone dane bardzo konkretnie przekładają się na rachunki przy dystrybutorach, oznaczają one, że statystyczny kierowca wydaje na paliwa o 300 euro rocznie więcej, niż wynika to ze specyfikacji auta. Mock jednocześnie podkreśla,że obecne badanie było znacznie dokładniejsze, niż to przeprowadzone w 2001 roku, bo testujący wykorzystywali wszystkie dostępne kierowcom metody ekonomicznej eksploatacji aut. Wzięto również poprawkę na to, że kierowcy jeżdżą mniej, bądź bardziej agresywnie, korzystają, bądź nie z klimatyzacji,tempomatu, wypakowują z bagażnika niepotrzebne przedmioty, bądź też wożą tam mnóstwo zbędnego ładunku.
Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Samochodowego - VDA bardzo poważnie podeszło do analiz ITTC zapewniając, że „aktywnie pracuje nad uczciwymi metodami testowania aut".
Parlament Europejski chciał wprowadzić ostrzejsze normy emisji CO2 już w 2017 roku. Przesunięcie daty na 2020 spowodowało niemieckie i francuskie lobby. Nadal jednak Niemcy domagają się wyłączeń, więc nie jest wykluczone, że data ulegnie kolejnemu przesunięciu.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
ITTC ma świadomość, że jej raport spowoduje znacznie baczniejsze przyglądanie się podawanym przez producentów parametrom. Jednocześnie sugeruje władzom krajów UE,aby skorzystały z prawa do zmian opodatkowania aut, które bardziej zatruwają środowisko. Niektóre kraje już wprowadziły takie zasady i np. w Holandii każde auto, które emituje ponad 95 gramów CO2 na km w przypadku diesla i więcej niż 110 gramów dla silników benzynowych musi zapłacić przy rejestracji o 94 euro więcej, niż właściciele pojazdów o niższych emisjach. Z tego tytułu holenderski budżet ma 1,5 mld euro dodatkowych wpływów rocznie. Autorzy raportu wyliczyli również, że gdyby takie same zasady zastosować w Niemczech, to biorąc pod uwagę tylko rozbieżność w podawanych danych spalania, budżet mógłby uzyskać dodatkowe 200 mln euro.
ITTC nie ukrywa, że wnioski z jego raportu znacznie zmniejszają wiarygodność producentów aut, tyle,że - przyznaje Peter Mock- podawanie prawdziwych danych z kolei znacznie zmniejszyłoby ich konkurencyjność. Zwłaszcza, że trudno wierzyć, aby na ujawnianie rzeczywistego spalania nie zdecydowali się wszyscy producenci.