Przegłosowana w błyskawicznym tempie przez parlament i podpisana już przez prezydenta ustawa wprowadzająca normy jakościowe dla węgla wywołała w branży prawdziwą burzę. Przepisy nie weszły jeszcze w życie, a już zostały okrzyknięte bublem prawnym przez producentów i sprzedawców węgla. Ale twórcy nowych norm ostrzegają: „Polskie kopalnie nie działają w próżni. Prędzej czy później i tak będą musiały zadbać o jakość surowca".
Czas na analizy
Wprowadzenie norm jakościowych dla węgla spalanego w domach i w mniejszych ciepłowniach to pokłosie niedawnego protestu górników na torach kolejowych przy
polsko–rosyjskiej granicy w Braniewie. To wówczas premier Ewa Kopacz obiecała górnikom, że spróbuje ograniczyć import taniego paliwa ze Wschodu, m.in. poprzez przepisy eliminujące z rynku surowiec najgorszej jakości. Ustawa już jest, ale resort gospodarki wciąż pracuje nad rozporządzeniem zawierającym techniczne dane, takie jak limity zawartości siarki czy popiołu. Propozycje norm jakościowych przygotował dla resortu Instytut Chemicznej Przeróbki Węgla (IChPW) i natychmiast wylała się na nie fala krytyki.
Jak przekonują spółki wydobywcze, proponowane parametry niemal całkowicie wyeliminują z rynku węgla opałowego surowiec wydobywany przez Tauron Wydobycie, Lubelski Węgiel Bogdanka oraz największe i wciąż rentowne kopalnie Kompanii Węglowej: Ziemowit i Piast. Sprzeciw wystosowały już Tauron i Bogdanka.
– Spowoduje to zasadnicze ograniczenie możliwości sprzedaży w tym dochodowym sektorze krajowym spółkom i paradoksalnie będzie prowadziło do zwiększenia sprzedaży węgla z importu – alarmuje zarząd Bogdanki.
– Nic nie jest jeszcze przesądzone – uspokaja Aleksander Sobolewski, dyrektor IChPW. Uważa jednak, że żadne normy jakościowe nie będą w stanie ograniczyć importu węgla z Rosji.
– To ogromny kraj, który ma dziewięć podstawowych zagłębi węglowych. Nie ma takich parametrów, którym by nie sprostali – twierdzi Sobolewski.
Podobną opinię od dawna forsuje Adam Gorszanów, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla.
Władze instytutu przekonują, że Polska musi dbać o jakość spalanego paliwa, bo to ważne dla społeczeństwa, środowiska, a także krajowego górnictwa.
– Spora część węgla jest mocno zasiarczona i może być wykorzystywana w elektrowniach, które mają instalacje do odsiarczania, ale nie w domach. Należymy do Unii Europejskiej i wiemy, że przyszłość to czysty węgiel, bo za kilka lat nikt już brudnego surowca nie będzie chciał kupować – przewiduje Sobolewski. Zaznacza, że nie będzie za wszelką cenę bronił swoich propozycji, które ostatecznie mogą okazać się znacznie łagodniejsze. – Ich zaostrzenie to tylko kwestia czasu – kwituje Sobolewski.
Żal wobec Ukrainy
W środę wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński na antenie radia TOK FM wypowiedział się na temat szans eksportu naszego węgla na Ukrainę. – Słyszymy, że jest zainteresowanie polskim węglem ze strony ukraińskiej, ale pod warunkiem, że będzie on za darmo. Jestem tym zdegustowany, żeby tego nie nazwać mocniej. Widać wyraźnie, że także w imporcie węgla strona ukraińska jest zainteresowana umiędzynarodowianiem konfliktu – stwierdził Piechociński.
Kilka dni temu „Rz" informowała, że większość zapytań ofertowych, jakie spływają z Ukrainy do polskich firm węglowych, dotyczy surowca o niskich tzw. częściach lotnych, w tym antracytu, który nie jest dostępny w naszym kraju.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki