Konferencję, po raz pierwszy organizowaną przez grupę PTWP, otworzyli gospodarze regionu i przedstawiciele administracji. Marszałek województwa śląskiego Wojciech Saługa przyznał, że jeśli chodzi o cyberbezpieczeństwo, „jako społeczeństwo jesteśmy nieprzygotowani”. – Ile razy klikamy: zaakceptuj, przejdź dalej, podaj hasło – i kompletnie nie wiemy, co się dzieje – mówił. Hasło tegorocznej edycji brzmiało zresztą „We are the firewall”. To, że najsłabszym ogniwem pozostaje człowiek, przewijało się przez całą debatę.

Skalę zagrożenia zobrazował wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski: to ponad 272 tys. incydentów w 2025 r., o 44 proc. więcej niż rok wcześniej. Coraz częściej ataki dokonywane są przez szyfrowane komunikatory, takie jak WhatsApp czy Signal.

Czym jest suwerenność

Uczestnicy panelu „Geopolityka cyberbezpieczeństwa a suwerenność technologiczna” już na samym początku poróżnili się w kwestii tego, co kryje się za pojęciem „suwerenność”. Standerski przekonywał, że Polska nie zbuduje jej w pojedynkę. – Łańcuchy dostaw w technologii wykraczają poza granice jednego państwa. Nie da się dziś zamknąć w granicach jednego kraju całej drogi, od początku aż do działania usługi, i w razie kryzysu funkcjonować na podstawie jednego małego rynku – tłumaczył, wskazując, że w suwerenności chodzi przede wszystkim o dywersyfikację łańcuchów dostaw, którą Polska musi budować na poziomie europejskim.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Więcej ofert pracy niż rok temu. Eksperci studzą entuzjazm

Pro

Nie zgodził się z tym Tomasz Zdzikot, wiceprzewodniczący Rady do spraw Bezpieczeństwa i Obronności przy Prezydencie RP. – Unia Europejska jest związkiem państw. To kraje są suwerenne. UE nie może być suwerenna, dlatego że to kategoria przypisana do państw narodowych – mówił.

Wykraczając poza wątek ontologiczny, zdaniem Zdzikota mówienie o „suwerenności UE” jest niebezpieczne, bo prowadzi do złudzenia, że własną niezależność realizujemy, zastępując rozwiązania jednego sojuszniczego kraju rozwiązaniami innego. – Kapitał ma swoją narodowość i swoje interesy, a interesy sojuszników czasem się różnią. Rozmawiajmy więc przede wszystkim o suwerenności cyfrowej Polski – apelował.

– Wyobrażenie, że w Polsce będziemy wydobywać kluczowe minerały, produkować z nich procesory, do tego maszyny do produkcji tych procesorów, i całe oprogramowanie, jest nierealistyczne. Żaden 40-milionowy kraj wszystkiego sam nie zbuduje – ripostował Radosław Nielek, dyrektor NASK. Zwrócił uwagę, że nawet rosyjska Łada „prostsza w budowie niż najtańszy telefon” nie jest dziś w pełni „suwerenna”. – Moim marzeniem jest to, żebyśmy byli w stanie zbudować rozwiązania, od których będzie zależeć cały świat. Wtedy ktoś, kto chce nam odebrać dostęp do pewnych technologii, ryzykuje, że my odbierzemy coś jemu – mówił. To, jego zdaniem, jest prawdziwa cyfrowa suwerenność.

„Nasze strategie to atlasy”

Drugą osią dyskusji stały się rządowe dokumenty strategiczne, w tym ogłoszona niedawno Strategia Cyfryzacji Państwa. Zdzikot, doceniając tempo prac resortu cyfryzacji, uderzył w ich formę. – Nasze dokumenty strategiczne przypominają bardziej atlasy. Mamy 220 stron, z którymi trudno polemizować, bo wszystko tam jest słuszne – zrobimy wszystko, wszędzie i wszyscy będą zadowoleni – mówił, przeciwstawiając im strategie amerykańskie. – Strategia cyberbezpieczeństwa Trumpa ma siedem stron z okładką, a treść zmieściła się na trzech. Wolałbym, żebyśmy wiedzieli, że dowieziemy trzy konkretne rzeczy do konkretnego roku – stwierdził.

Czytaj więcej

Porażka projektu Aurus. Rosyjski Rolls-Royce nie podbił rynku. Nie pomógł nawet Putin

– Cieszę się ze strategii amerykańskich, bo krótko się je czyta. Ale powiedzmy szczerze: my nigdy nie będziemy Amerykanami. Jesteśmy dumnymi Polakami i Europejczykami – odpowiedział mu Standerski, porównując na podobnej zasadzie konstytucję USA i polską. – Nasz styl i nasz sposób planowania różni się od amerykańskiego. Po prostu mamy inną kulturę – mówił. Za konkret uznał natomiast inwestycje: dwie fabryki sztucznej inteligencji – PIAST w Poznaniu i Gaia w Krakowie – za łącznie ok. 700 mln zł (połowa ze środków UE), a w planach osobna, wielomiliardowa gigafabryka AI budowana z państwami bałtyckimi oraz centrum cyberbezpieczeństwa NASK.

Gdzie Polska może wygrywać

Pytanie, w czym konkretnie możemy zbudować przewagę, zdominowało drugą część panelu. Nielek wskazał obszary, w których NASK już dostarcza rozwiązania używane na świecie: narzędzia CERT Polska – MWDB i Artemis – wykorzystywane m.in. przez agencje we Francji i w Azji. Ale to nie wszystko. – Polska ma drugą na świecie pod względem długości sieć do kwantowej wymiany kluczy szyfrujących (QKD). W tym obszarze będziemy europejskimi liderami – zapowiadał.

Zdzikot, powołując się na brytyjską strategię, mówił o aspiracji do statusu „cyberpotęgi”, a jako polski atut wskazywał zasoby ludzkie: Polacy wygrywają międzynarodowe hackathony i od lat plasują się w czołówce natowskich ćwiczeń Locked Shields. Według niego problem jest gdzie indziej. – Mamy kłopot z przełożeniem kapitału intelektualnego na gospodarczy. Eksportowym towarem Europy nie jest dziś innowacja, tylko regulacja – produkujemy mniej inżynierów, a więcej specjalistów od compliance – mówił, powołując się na raport Draghiego i wątpiąc, by unijny AI Act powtórzył globalny sukces RODO. – Potrzebujemy więcej inżynierów, mniej prawników – przyznał Nielek.

Standerski miał na słabość europejskiego rynku inną diagnozę. – W Unii dalej nie ma jednolitego rynku. Każde rozwiązanie powstające w Katowicach, Warszawie czy Gdańsku, żeby wyjść na inne rynki, musi zmierzyć się z 26 modelami prowadzenia biznesu, innym prawem podatkowym i administracyjnym. To jest dziś główna przeszkoda – przekonywał, apelując o wprowadzenie „rzeczywistego jednolitego rynku”.

Technologia ma narodowość

Na tle suwerenności paneliści odnieśli się do niedawnej decyzji USA dotyczącej Anthropic. Administracja Donalda Trumpa nakazała gigantowi AI zablokowanie dostępu do jej najpotężniejszych modeli sztucznej inteligencji (Fable 5 i Mythos 5) wszystkim obcokrajowcom, powołując się na bezpieczeństwo narodowe, co w praktyce zmusiło twórców do natychmiastowego wyłączenia systemów na całym świecie.

– Wystarczyło jedno zgłoszenie, że to może być potencjalnie niebezpieczne, by zapadła taka decyzja. Nie ma lepszego dowodu, że trzeba dywersyfikować rozwiązania – komentował Standerski, przypominając wcześniejsze ograniczenia administracji Joe Bidena w handlu chipami AI. – Nie tylko kapitał ma narodowość. Technologia też ma narodowość – podkreślił.

Zdzikot wezwał, by mocniej wiązać rozwój technologii z obronnością. – W krajach, którym udało się zbudować ekosystem wokół technologii, powstawał on wokół tematów obronnych. Tam są pieniądze i realne wyzwania, a zamówienia łatwiej sterować w pożądanym kierunku – mówił. Nielek przypomniał, że nawet korzenie internetu sięgają projektów wojskowych, a NASK przyłączał do niego Polskę dopiero po zdjęciu amerykańskiego embarga. Z kolei Andy Garth z firmy ESET ostrzegał, że Europie brakuje skali, a innowacyjne firmy są szybko wykupywane spoza kontynentu. Studził przy tym oczekiwania co do tego, na ilu frontach można walczyć naraz. – W chmurze, w cyberbezpieczeństwie i w wielu innych obszarach możemy zrobić sporo i wiele rozwijać. Ale nie wszędzie da się osiągnąć sukces, a kluczowa jest tu dobra współpraca instytucji rządowych z sektorem prywatnym – podsumował były brytyjski dyplomata.