Za odwołania od przetargów składane do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO) firmy będą płacić więcej. I to znacznie więcej niż obecnie, bo w przypadku największych inwestycji wysokość opłaty ma wzrosnąć z 20 tys. zł do 150 tys. zł. Ma to usprawnić funkcjonowanie KIO, kompletnie zatkanej wnioskami, a w rezultacie przyspieszyć inwestycje, których realizacja hamowana odwołaniami jeszcze przed startem przeciąga się w nieskończoność. Problem w tym, że o ile branża budowlana od dłuższego czasu postulowała podwyższenie opłat, o tyle obecnie zaproponowana przez Urząd Zamówień Publicznych (UZP) wysokość nowych stawek staje się dla mniejszych wykonawców praktycznie zaporowa.

Foto: KIO

Odwołania do KIO. Zmiany idą za daleko

Projekt nowych przepisów został przekazany do konsultacji, które potrwają do 24 czerwca. Wśród przedsiębiorstw zdania są podzielone. Także organizacje branżowe sugerują, że zaproponowane rozwiązania idą za daleko. – O ile kierunek zmian zaproponowany przez UZP uważamy generalnie za bardzo dobry, to jednak dalszej dyskusji wymaga nowa wysokość opłaty za odwołania do KIO. Każdy przyzna, że dotychczasowe kwoty 20 tys. zł przy przetargach wartych 1 mld zł były zdecydowanie za niskie, ale ich podniesienie wymaga dużej rozwagi – uważa Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB). Jak twierdzi, z jednej strony należy ukrócić zapędy wykonawców do zasypywania KIO odwołaniami na zasadzie „a nuż się uda” wygrać przetarg, bo próg wejścia w taką grę jest dziś zdecydowanie za niski. Ale z drugiej, nie można blokować firmom budowlanym dostępu do środków ochrony prawnej poprzez zbyt wysokie opłaty.

Czytaj więcej

Wiadomo, kiedy ruszy budowa Portu Polska. Prace rozpoczną się tuż po wakacjach

Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa (OIGD) potwierdza, że opinie firm są zróżnicowane. – Te największe w większości uważają, że nowe stawki są odpowiednie, średnie obawiają się zwłaszcza tej najwyższej kwoty, natomiast duża część mniejszych firm twierdzi, że to może ograniczyć im możliwości odwoływania się – mówi Dzieciuchowicz.

Sceptycznie do nowych stawek odnosi się nawet Mirbud, druga pod względem wartości realizowanych kontraktów drogowych grupa budowlana. – Dla nas te zmiany nie są dotkliwe, ale dla mniejszych polskich firm wzrost opłat może być znaczącą barierą w równym dostępie do KIO – komentuje Paweł Bruger, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Mirbudu.

Trzeba się teraz spieszyć

Jak informuje Krajowa Izba Odwoławcza, 2025 r. był kolejnym rekordowym rokiem pod względem liczby wniesionych odwołań – najwyższym w całym okresie funkcjonowania Izby. Jednocześnie na terminowość rozpoznawania spraw wpływał dalszy wzrost ich liczby przy utrzymujących się ograniczeniach kadrowych. – W 2025 r. skład Izby liczył 56 osób. Od 2019 r. liczba członków KIO wzrosła o 16 proc., podczas gdy liczba odwołań zwiększyła się o ponad 120 proc. – poinformowała „Rzeczpospolitą” Agnieszka Trojanowska, rzeczniczka KIO.

Czytaj więcej

Mirosław Ochojski: CPK ogłasza sukces, a właściciele działek muszą czekać

Rozwiązanie problemu jest pilne, bo przykładowo na 23 kontrakty zawarte w 2025 r. przez GDDKiA, przeszło połowa (12) jeszcze przed podpisaniem trafiła do KIO, z tego kolejna połowa (6) została zaskarżona do sądu. Skutki przeciążenia widać już w czasie rozpatrywania spraw. Średni czas przekazywania odwołań do prezesa KIO wzrósł z około 4,4 dnia do około 15 dni w 2025 r. Jednocześnie gwałtownie spadł odsetek spraw rozpoznawanych w ustawowym 15-dniowym terminie: z około 78 proc. w 2023 r. do około 32 proc. w 2024 r. i około 11 proc. w 2025 r. – Zaskarżenie kilkumiliardowego kontraktu publicznego kosztuje zaledwie 20 tys. zł. Obecna niska bariera wejścia sprawia, iż zaskarżanie wyników staje się łatwym narzędziem, które potrafi blokować strategiczne z punktu widzenia państwa procesy inwestycyjne – twierdzi Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabag.

Sytuację pogarsza fakt, że zaczynają się kumulować inwestycje przewidziane do realizacji w bliskiej perspektywie. Nakłady zwiększa Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, która w 2026 r. wyda 20 mld zł, przy czym taki roczny poziom nakładów ma być utrzymany co najmniej do 2030 r. To znacznie więcej niż w poprzednich pięciu latach, gdy na inwestycje przeznaczano średnio 16,5 mld zł rocznie – od 15,1 mld zł w 2022 r. do 18,9 mld zł w 2024 r.

Ponadto duża liczba ogłoszonych przetargów przez Polskie Linie Kolejowe (PLK) zapowiada wysyp budów na torach. Zarządca infrastruktury kolejowej, który w 2024 r. ogłosił postępowania o wartości 19 mld zł, w ubiegłym roku zdecydował się zwiększyć ich wartość z planowanych 16 mld zł do 27 mld zł. Natomiast na 2026 r. zapowiedział przetargi o wartości 9,5 mld zł. Do tego dochodzą budowy, które w tym roku zacznie rozpędzać Centralny Port Komunikacyjny. A jeśli dołożyć inwestycje na potrzeby obronności, w tym ponad 6 mld zł zaplanowanych na modernizację dróg, mostów i tuneli należących do samorządów oraz infrastruktury kolejowej czy blisko 10 mld zł na infrastrukturę ochrony ludności, m.in. budowę schronów, problemy wydają się nieuniknione.

Tak tanio już nie będzie. Odwołania do KIO mogą zdrożeć kilkakrotnie

Analiza spływających do KIO odwołań potwierdza, że ich rokroczny wzrost wiąże się w dużej mierze z niskim poziomem opłat, realnie obniżającym się każdego roku ze względu na rosnący poziom inflacji. Od 2010 r. do dziś, mimo inflacji, ich wysokość pozostaje na niezmienionym poziomie – dla dostaw i usług o wartości mniejszej niż progi unijne – 7,5 tys. zł, o wartości równej lub przekraczającej progi unijne – 15 tys. zł, natomiast dla robót budowlanych o wartości mniejszej niż progi unijne – 10 tys. zł a o wartości równej lub przekraczającej progi unijne – 20 tys. zł.

– Celem projektowanej ustawy jest poprawa efektywności udzielania zamówień publicznych przez przyspieszenie tego procesu, a przez to szybsze zawieranie umów, przede wszystkim dzięki usprawnieniu rozpoznawania odwołań przez Krajową Izbę Odwoławczą – uzasadnia projekt Urząd Zamówień Publicznych. Ma on także rozwiązać problem pojawiających się w orzecznictwie KIO rozbieżności, które – według UZP– zmniejszają pewność na poziomie stosowania prawa i prowadzą do wzrostu odwołań.

Firmy twierdzą, że procedura wyboru wykonawcy jest obecnie jednym z największych problemów przed którymi stają zamawiający. A obecna procedura odwoławcza stała się narzędziem wykorzystywanym przez oferentów. – Proponowana przez UZP opłata w wysokości 150 tys. zł dla zamówień powyżej 30 mln euro dotyczy wyłącznie największych przetargów, których jest ok. 0,1 proc. – uspokaja Trojanowski, ale zaznacza, że wątpliwości spółki budzi przypadek zaskarżania warunków kontraktowych. Strabag ma przedstawić propozycje zmian w ramach konsultacji społecznych poprzez organizacje branżowe.

Na te ostatnie zwraca także uwagę OIGD, która ma wątpliwości, czy w pierwszym etapie odwołań – na warunki przetargowe i później w drugim etapie – dotyczącym wyboru wykonawcy, opłaty powinny być w takiej samej wysokości. – Z analiz wynika, że prawie 40 proc. odwołań dotyczy pierwszego etapu, w którym można jeszcze poprawić dokumentację. Dlatego zastanawiam się, czy ten pierwszy etap nie powinien być jednak dla odwołujących się tańszy, zwłaszcza, że jest to moment, w którym organizacje wpisane na listę prezesa UZP też mogą składać odwołania – mówi Dzieciuchowicz.