A jednak istnieją. Być może przygniecione zwałowiskiem pesymistycznych newsów, dezinformacji z platform społecznościowych, globalnych zawirowań i polityki, gdzie coraz trudniej doszukać się działań pozbawionych populizmu. A jednak są – dobre wiadomości, korzystne trendy i procesy, które powodują, że nasza przyszłoroczna przyszłość nie musi pogrążyć się w ciemnych barwach.
W ogóle paradoks naszej współczesności polega na tym, że świat działa mniej więcej normalnie. A nawet odnosi sukcesy, takie jak błyskawiczne poradzenie sobie z pandemią. Dostrzegamy to jednak w niewielkim stopniu, zdominowani przez negatywne przekazy, radykalne i nagłe decyzje polityków czy coraz bardziej emocjonalne podejście do rzeczywistości w sieci. Ale świat trwa i ma się nawet nieźle. Oczywiście, trzeba tutaj uczynić co najmniej dwa wielkie wyjątki na wielkie tragedie: Ukrainę i Gazę. Ale gdyby nie te wyjątki, czy rzeczywiście byłoby tak źle?
Do tego mamy kilka naprawdę dobrych wiadomości. W 2026 r. Polska odnotuje najprawdopodobniej znaczący, dochodzący do 4 proc., wzrost gospodarczy. To wynik dobry nie tylko na tle Europy, widoczny również na świecie. Tak, tak – powiedzą malkontenci – to statystyki, kto tak naprawdę odczuje te 4 proc.? A jednak efekty wzrostu wszyscy odczuwamy od lat. Polska się rozwija, staje się silniejsza. Wiem, że ten język jest trochę mało dzisiejszy. Tylko że tak po prostu jest. I tak będzie też w przyszłym roku.
Kolejny dobry news: inflacja. Wszystko wskazuje na to, że nareszcie okiełznana i to na czas dłuższy. Zniknęła znacząca część przesłanek, które przyczyniały się do wzrostu cen. Przeszliśmy przez szok surowcowo-energetyczny, łańcuchy dostaw wróciły do normy, a na naszym krajowym podwórku ceny żywności na przykład zachowują się całkiem przyzwoicie. Upiór inflacji został przegnany i oby na długo nie wrócił.
Najprawdopodobniej źle nie będzie w inwestycjach. Strumień pieniędzy z KPO, inne źródła unijne, środki krajowe powinny przynieść bardzo korzystny dla gospodarki efekt. No i może doczekamy się wreszcie wypatrywanego od dawna wzrostu inwestycji prywatnych, choć tutaj upiór niepewności, biurokracji i przerostu legislacji robi swoje.
Gigantyczne pieniądze, nie tylko zresztą polskie, pójdą na obronność. To też dobra wiadomość, będziemy bardziej bezpieczni i odporni, ale warto, żeby została przykryta informacją jeszcze lepszą. Otóż pojawiła się być może niepowtarzalna szansa na to, aby po latach szumnych zapowiedzi, pozornych ruchów i zmian koncepcji polski przemysł obronny naprawdę nabrał rozpędu. Nie tylko ten państwowy, ale również gracze prywatni, nie tylko sektor scricte obronny, ale też firmy proponujące dual use, a do tego rozwój wojskowego B+R… Naprawdę, tych pieniędzy jest zbyt dużo, żeby je zmarnować.
Rok 2026 może też być czasem gospodarczego ocknięcia się Niemiec. Warunki wyjściowe w postaci gigantycznych pieniędzy już są. Berlin przeprowadza zresztą bezprecedensową operację zadłużeniową na rzecz rozruszania gospodarki. Na razie główny kłopot z realnym uruchomieniem działań utknął – skąd my to znamy? – w sitach rozrośniętej biurokracji. Ale nie miejmy złudzeń: ta kroplówka prędzej czy później zadziała. Niemcy nie mogą czekać, nie mogą dłużej bezczynnie patrzeć na regres swojego kraju. A to dobra wiadomość dla Polski. Czy nam się to podoba, czy nie, wyjście z dołka za Odrą to korzyść dla polskiego rozwoju.
Czyli trochę jest tych dobrych wiadomości, pewnie znalazłoby się ich więcej. Natomiast żeby było ich dużo więcej – tego należy sobie życzyć w nadchodzącym roku.