Co Pan sądzi o pomyśle PiS pod tytułem: „Apteka dla aptekarza"?

Od paru lat wisiał w powietrzu ten projekt. Powołany został nawet specjalny zespół w Sejmie. Tu chodzi o pieniądze. Polski rynek farmaceutyczny jest szacowany na 32 mld zł. Za 5 lat będzie to już kwota 40 mld. Chodzi o zachodnie wielkie koncerny, które zaczynają przez tracić kontrolę.

Co to znaczy dla pacjentów?

Każdy spadek aptek, konkurencji i dogmat zachodnich firm wpływa na rynek. Pacjent jest naszym rozwojem. Zamawiamy produkt pod niego a pacjent wraca i my o to dbamy i twardo negocjujemy ceny.; wielkie korporacje farmaceutyczne mają większe budżety od naszego kraju - to one chcą dyktować ceny i asortyment a pacjent nie chce 3 ich asortymentu; chce to i to.

Czy będzie skok cen?

Będzie skok cen i zmiana asortymentu. Ceny będą dowolne bez żadnej dyskusji z koncernami. Mniej aptek w blisko domów czy miejsc pracy klientów oznacza gorszą dostępność leków.

W dwunastu krajach takie prawo obowiązuje.

Owszem, bo mają tam tradycje farmaceutyczne, ale już od tego odchodzą. We Francji co drugi dzień jest zamykana apteka. Problemem jest demografia i trendy na rynku pracy. Starzy aptekarze nie mogą sprzedać swoich aptek, bo nie mogą znaleźć chętnych. Młodzi aptekarze wolą pracować dla wielkich koncernów lub w aptekach przy szpitalach.

Czy można porównać sprawę małych aptek i wielkich sieci tak jak niedawno małe sklepiki z supermarketami?

Nie można tego porównywać. To inna kategoria finansowa. Zamiast degradować rynek zróbmy odwrotnie. Dlaczego samorząd aptekarski nie stworzy warunków do relokacji aptek i farmaceutów czy też tworzenia grup wsparcia dla aptekarzy? Dlaczego nikt o tym nie mówi? Zamiast mówić o podnoszeniu kwalifikacji sprowadza się farmaceutów do roli sprzedawcy.