Osiem największych firm prowadzących sieci apteczne zapłaciło za 2016 r. w sumie tylko 7,1 mln zł podatku CIT – wynika z danych Ministerstwa Finansów, które zgodnie ze specjalną ustawą upubliczniło ostatnio indywidualne informacje podatkowe największych firm.

To bardzo niewiele w porównaniu z osiągniętymi przez nie przychodami wynoszącymi 9,3 mld zł. Co więcej, jak wynika z analizy „Rzeczpospolitej", w poprzednich latach przy podobnych przychodach spółkom tym udawało się osiągać większe dochody (od których odprowadzany jest podatek), większe były też ich zobowiązania wobec budżetu państwa.

Spadające podatki

Pod uwagę wzięliśmy sześć firm (ich dane można było znaleźć w raportach resortu finansów za lata 2013–2016). To Polska Grupa Farmaceutyczna (należy do grupy Pelion, właściciela sieci aptek Dbam o Zdrowie), Centrala Farmaceutyczna Cefarm, Super-Pharm, BRL Center-Polska (sieć Dr. MAX), Ziko Apteka oraz PZF Cefarm-Lublin. W sumie w 2016 r. osiągnęły one 7,7 mld zł przychodów i zapłaciły 1,3 mln zł podatku. Główną przyczyną tak niskiego CIT były fakt, że większość z nich poniosła na swojej działalności straty zamiast zysku.

Niewiele lepsza była sytuacja w 2015 r.: cztery firmy miały straty i ich łączny podatek wyniósł 5,5 mln zł. Ale w 2013 r. aż pięć spółek pokazało zysk i ich zobowiązania sięgnęły w sumie 18 mln zł. Ale to wciąż wydaje się niewiele, biorąc pod uwagę, że ich przychody sięgnęły 7,5 mld zł.

Sami zainteresowani wyjaśniają, że ich niski CIT to efekt sytuacji rynkowej. „Hebe to młoda firma mocno inwestująca w nowe sklepy oraz rozwój swojego modelu biznesowego i jej koszty działalności są nadal większe od uzyskanych przychodów, tzn. spółka nie osiągnęła jeszcze rentowności" – podaje biuro prasowe Jeronimo Martins w Polsce, właściciela także Biedronki.

– Cały biznes handlowy pracuje na niskich marżach, w aptekach nie jest inaczej – mówi Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET (skupia głównie większe podmioty). – Dodatkowo do spadku marż przyczynią się regulacje dotyczące cen leków, rosną koszty działalności, co po części także wynika z coraz bardziej restrykcyjnych wymagań i przepisów nakładanych na branżę – wyjaśnia. Dodaje też, że 2016 r. był w ogóle bardzo specyficzny, bo ze względu na wejście w życie reguły „apteka dla aptekarza" (i innych obostrzeń) firmy przyspieszały swoje inwestycje.

Sieci kontra niezrzeszeni

– W Polsce sieci wszelkiego typu, nie tylko apteczne, są nadal uparcie pokazywane jako przyczyna wszelkiego zła – mówi przedstawiciel jednej z sieci, nawiązując do nagonki polityków na zagraniczne sieci handlowe. – Ale czy naprawdę polskie firmy są na tym polu lepsze? Na pewno dają gorsze warunki pracy, wyższe ceny i niższy standard obsługi. Czy płacą podatki? Niekoniecznie, skoro nadal zdarzają się tam płatności pod stołem. Najłatwiej jest jednak uderzyć w duże firmy – dodaje.

Fiskus sprawdza

Zupełnie inne zdanie na ten temat ma jednak Marcin Wiśniewski, szef Związku Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek. – Od lat dokonuje się cichy desant sieci aptecznych na polski rynek apteczny, a omijanie podatków jest celem i zarazem sposobem na przejmowanie rynku – komentuje. Jego zdaniem przy swoich obrotach sieci powinny płacić podatki na poziomie 250 mln zł miesięcznie. – Rozumiem, że w efekcie różnych manipulacji w sieciach są niższe ceny, co jest atrakcyjne dla pacjentów. Ale w efekcie pacjent sam się zubaża, bo sieć nie zasila budżetu państwa, a budżet umożliwia refundację leków i innych świadczeń – dodaje Wiśniewski.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytanie „Rzeczpospolitej", czy widzi jakieś nieprawidłowości podatkowe w branży aptecznej, odpowiada, że każda sprawa jest traktowana indywidualnie. W przypadku sieci handlowych resort miał inne podejście, mówiąc wprost o unikaniu przez nie płacenia podatków dochodowych. Przygotował nawet specjalne rozwiązanie, czyli tzw. podatek handlowy, który jednak nie wszedł w życie.

Spada udział małych

Całkowita wartość rynku farmaceutycznego w 2017 r. wyniosła 38,3 mld zł – wynika z raportu przygotowanego przez IMS Health. Chodzi o leki sprzedawane w aptekach oraz do szpitali. Największy udział mają tzw. zwykłe apteki – aż 83 proc., rynek szpitalny to 15,5 proc., a e-sprzedaż – 1,2 proc. Wśród aptek, pod względem ich liczby, dominują podmioty niezrzeszone, do których należy ok. 57 proc. placówek. Największe sieci, liczące ponad 100 punktów, mają 12,7 proc. rynku.

Nieco inaczej wygląda struktura rynku pod względem wartości sprzedaży. Okazuje się, że apteki niezależne mają 40,1 proc. udziału, a największe sieci zgarniają 18,7 proc. tortu sprzedażowego. W 2017 r. przybyło 580 aptek sieciowych i ubyły 372 niezależne.

Opinia

Mariusz Korzeb, ekspert ds. podatkowych Federacji Przedsiębiorców Polskich

Jeszcze przed wejściem w życie przepisów o publikowaniu danych przedstawiających kwoty podatku CIT płaconych przez największe podmioty w kraju w przestrzeni publicznej pojawiało się wiele opinii, że będzie to narzędzie niepotrzebne albo nawet szkodliwe. Omawiany przykład aptek pokazuje jednak, że był to dobry pomysł. Jeżeli prawdą jest, że niektóre sieci aptek sztucznie generowały straty, aby nie zapłacić w Polsce ani złotówki podatku, to polscy obywatele powinni o tym wiedzieć. Teraz klienci, wybierając się do apteki, mogą podjąć świadomą decyzję, czy chcą wspierać te firmy, które rzetelnie odprowadzają daniny do polskiego budżetu, czy może te, które chętniej zasilają budżety innych państw.

Oczywiście na podstawie jednego roku nie możemy kategorycznie stwierdzić, że danym przypadku dochodziło do agresywnych optymalizacji podatkowych. Jednak biorąc uwagę, że za 2016 r. podatku nie zapłaciła dosyć szeroka grupa podmiotów, które dysponują określonym kapitałem, trzeba się nad tym zastanowić. I ważne, że jeśli firmy, stosując agresywną optymalizację podatkową, drenowały polski budżet, to jest to wyłącznie wina państwa, które przez lata na taki drenaż pozwalało.