Reklama

PCO: elektroniczne oczy armii

Warszawskie noktowizory, kamery termalne, elektrooptyczne celowniki, już spowodowały w wojsku prawdziwą rewolucję. Dzięki sprzętowi z Przemysłowego Centrum Optyki żołnierze mogą skutecznie działać w nocy. A PCO na tle klepiącej biedę zbrojeniówki ma się nieźle - w tym roku spółce z grupy Bumar, nie zabraknie zamówień

Aktualizacja: 29.01.2010 14:06 Publikacja: 29.01.2010 13:49

Inżynierowie PCO kończą pracę nad wdrożeniem urządzenia, które może okazać się rynkowym hitem

Inżynierowie PCO kończą pracę nad wdrożeniem urządzenia, które może okazać się rynkowym hitem

Foto: Fotorzepa

Szef PCO Ryszard Kardasz ma prostą receptę na sukces. Wojskowy sprzęt konstruuje wyłącznie na miarę, a potem jeszcze pyta żołnierzy co poprawić. W firmie priorytet mają wydatki na innowacje. To dlatego po rekonesansie inżynierów PCO w Afganistanie, kolejne partie noktowizorów zostały radykalnie zmodernizowane. Zamiast obrazu w odcieniu zielonkawym, który jest standardem w NATO, wprowadzono czarno — biały. — Nagle żołnierze zaopatrzeni w firmowe monokulary zaczęli dostrzegać w polu obserwacji znacznie więcej szczegółów. A dodatkowe informacje na wojnie mogą uratować życie — tłumaczy Stanisław Natkański dyrektor ds badań i rozwoju PCO.

Zeszłoroczne drastyczne załamanie wydatków obronnych tylko nieznacznie dotknęło stołeczną firmę, która ledwie 2 lata temu przeniosła się do nowiutkiej, zbudowanej od postaw fabryki na warszawskiej Pradze. Zeszłoroczne przychody PCO były rekordowe — sięgnęły 157 mln zł. — Jako jedni z nielicznych, wśród dotkniętych kryzysem firm grupy Bumar, osiągnęliśmy zysk. Jego wysokości nie ujawniamy — mówi prezes Kardasz.

W nowocześnie zaprojektowanych, sterylnych halach Przemysłowego Centrum Optyki powstają licencyjne systemy kierowania ogniem (w ramach zobowiązania offsetowe włoskiej Oto Melary) do transporterów rosomak, dalmierze laserowe dla artylerii przeciwlotniczej, kamery telewizyjne do pojazdów wojskowych i systemy OBRA — detektory ostrzegające przed namierzeniem laserem dla czołgów, i najnowszych wozów bojowych.

[srodtytul]Termowizja warta miliony[/srodtytul]

Doświadczenia irackie i afgańskie zweryfikowały pomysły konstruktorów a w PCO spowodowały prawdziwy skok jakościowy. Z polskich doświadczeń w rozwijaniu technologii optycznych chciałby skorzystać Wietnam. Prezes Kardasz będzie wkrótce negocjował z władzami tego kraju budowę fabryki. Wartość przedsięwzięcia i oferowanych licencji może sięgnąć 200 mln dolarów. Do europejskiej czołówki wprowadza PCO zwłaszcza sukces w opanowaniu najbardziej wyrafinowanych technologii termalnych.

Reklama
Reklama

Po trzech latach badań i prac konstrukcyjnych, we współpracy z naukowcami Instytutu Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej PCO od podstaw zbudowało własną kamerę termowizyjną trzeciej, najnowszej generacji. — Ciężko pracowaliśmy by znaleźć się w gronie elitarnych producentów najnowocześniejsze sprzętu. Na kontynencie robią je takie potęgi jak Thales, Sagem, BAE Systems, za Atlantykiem — ITI. Dotąd najnowsze kamery termalne dobrej jakości kupowaliśmy za granicą, płacąc po kilkadziesiąt tysięcy euro za sztukę — mówi prezes Kardasz.

Dyrektor Natkański pokazuje przypominający myśliwską lunetę celownik termalny CTS -1 do broni strzeleckiej który PCO zaoferowało już wojsku. To unikalny sprzęt, bijący konkurentów precyzją, niewielkim ciężarem (1,4 kg) i długością pracy z wykorzystaniem jednego źródła zasilania (20 godzin). — Celownik z odległości kilkuset metrów pozwala wypatrzeć wroga w kompletnych ciemnościach, przy nie najlepszych warunkach atmosferycznych, czy doskonale zamaskowanego w krzakach. Wyraźny obraz powstaje dzięki skomplikowanemu softwarowi który przetwarza sygnały (fale) jakie wysyłają naturalne źródła ciepła takie jak ciało człowieka czy pracujący silnik pojazdu — opowiada dyr. Natkański.

[srodtytul]Gdzie się kończy rzemiosło a zaczyna sztuka[/srodtytul]

Przeznaczona do profesjonalnych, zautomatyzowanych systemów obserwacyjnych większa kamera termowizyjna z chłodzonym detektorem, testowana właśnie w PCO jest w stanie wykryć uruchomiony czołg z odległości kilkunastu kilometrów.

— W branży mówimy, że zbudowanie takiego elektrooptycznego cacka to prawdziwa sztuka — bo produkowane już od dawna noktowizory to tylko zwyczajne rzemiosło — mówi dyr. Natkański.

Zapowiada, że kolejnym milom krokiem w technologicznym wyścigu jest zastosowanie w urządzeniach obserwacyjnych techniki fusion — łączącej możliwości i zalety noktowizora i termowizji. Inżynierowie PCO kończą pracę nad wdrożeniem urządzenia fusion, które tworzone z myślą o siłach specjalnych, może okazać się rynkowym hitem. Podobny sprzęt próbują na razie na świecie tylko Amerykanie.

Biznes
"Tego przemysłu będzie w Europie coraz mniej". Ważnej branży grozi zapaść
Biznes
Europa stawia na niezależność, Polacy znikają z sieci, podatki dochodowe w UE
Biznes
Od edukacji do transformacji – forum NFOŚiGW
Biznes
Czyste Powietrze martwe? Prefinansowanie, nadużycia i miliardy bez wypłat
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama