Inwestycje przeprowadzane przez 177 przedsiębiorców, którzy podpisali umowy na unijne wsparcie z programu Innowacyjna Gospodarka (w sumie ok. 2,4 mld zł), są obecnie dokładnie prześwietlane pod kątem spełnienia wymogów środowiskowych. Wyniki tych kontroli mogą nieść najgorsze konsekwencje dla firm, czyli odebranie dofinansowania.
- Obecnie zaledwie 2 projekty mają poważne uchybienia w dokumentacji środowiskowej, czyli w istotny sposób naruszają przepisy wspólnotowe — poinformowała „Rz” Monika Karwat-Bury, rzecznik Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.
— W ich przypadku PARP zdecydowała o wstrzymaniu wypłaty dofinansowania, ostateczna decyzja zostanie podjęta po konsultacji z resortem gospodarki — dodaje rzecznik. Podkreśla, że pozostałe firm, gdzie stwierdzono nieprawidłowości, proszone są o uzupełnienie dokumentacji.
- Dwa przypadki to rzeczywiście niewiele — komentuje Marta Jasińska z firmy doradczej Abbeys. — Jednak prawda jest taka, że procedura składania uzupełnień i wyjaśnień jest bardzo długa i ciągle trwa. Może się okazać, że na jej końcu firm, którym wstrzymano dotacje lub nawet odmówiono refundacji poniesionych już wydatków, będzie więcej — uważa Jasińska.
Artur Bartoszewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan podkreśla, że nawet jeśli to będą tylko dwie firmy, to i tak jest to spory problem. — Błędy w dokumentacji nie są wynikiem niedopatrzeń ze strony przedsiębiorców, ale przede wszystkim niestosowania przez polską administrację unijnego prawa — mówi Bartoszewicz. — Gdyby wyjaśnienia tych uchybień zakończyły się odebraniem dotacji nawet tylko w kilku przypadkach, to i tak przedsiębiorcy mieliby prawo czuć się zagrożeni — dodaje. Jego zdaniem, byłby to niebezpieczny sygnał, że decyzje administracyjne wydawane przez jednych urzędników mogą być, ze szkodą dla firm, podważane przez innych urzędników.