Najwięcej, bo ponad 300 mln zł zapłaci największa w Unii Europejskiej spółka od czarnego złota – Kompania Węglowa. Najmniej, bo praktycznie nic, lubelska Bogdanka, która prowadzi eksploatację pod prawie niezurbanizowanym terenem. Zgodnie z prawem kopalnie muszą zapłacić za powstałe szkody górnicze lub je naprawić na własny koszt.

Z danych Kompanii wynika, że po dziesięciu miesiącach tego roku miała w planie naprawę 7478 szkód, a naprawiła 6485. Jak to wygląda w przeliczeniu na złotówki? Z prawie 300 mln zł zaplanowanych w tym okresie spółka wypłaciła ponad 212 mln zł. Najwięcej, bo ponad 50 mln zł (zaplanowano 67 mln zł) trafiło do Rudy Śląskiej, gdzie pracują trzy kopalnie tej firmy: Halemba, Pokój i Bielszowice.

A koszty napraw rosną. Dla porównania skupiająca dziś 15 kopalń Kompania jeszcze w 2007 r. wydawała na naprawę szkód 162 mln zł, a np. w 2009 r. 205 mln zł.

Niemało na ten cel wydaje także Jastrzębska Spółka Węglowa, która dziś skupia pięć kopalń.

– Tegoroczny plan usuwania szkód górniczych JSW przewiduje naprawę 742 obiektów, co wiąże się z wydatkami w wysokości 92,6 mln zł. Najwięcej pochłonie sektor prywatny, bo 39,8 mln zł – mówi Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka JSW. To jedyna spółka, gdzie nakłady na szkody spadną, choć nieznacznie, w porównaniu z rokiem 2011 (wtedy było to 99,8 mln zł).

W Katowickim Holdingu Węglowym plan naprawy szkód jest o kilka mln zł większy niż w roku ubiegłym. – Profilaktyka i szkody górnicze w tym roku to ok. 37 mln zł – wylicza Wojciech Jaros, rzecznik KHW. – Działania profilaktyczne to zwrot kosztów zabezpieczeń. Budujący na terenach objętych lub przewidzianych do objęcia działalnością górniczą dostaje zwrot kosztów wzmocnienia fundamentów, co minimalizuje wpływy tej działalności na obiekt – tłumaczy. Z danych Holdingu wynika, że najwięcej wydaje on na profilaktykę i usuwanie szkód w obiektach Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów.