Tylko globalny lider branży ochrony, działający również w Polsce Securitas, deklaruje, że jako jedyny w kraju jest w stanie spełnić szczególne wymagania ubezpieczeniowe postawione przez rząd w związku z przekazaniem ochrony lotnisk firmom prywatnym. Zmiana nastąpi w 13 krajowych portach lotniczych.

Zamieszanie spowodował minister finansów. Jego ubiegłoroczne, październikowe rozporządzenie wymaga od firm ochrony posiadania polis ubezpieczeniowych z wyjątkowo rygorystycznymi zasadami asekuracji i bardzo nielicznymi wyłączeniami czynników ryzyka. Nie jest w stanie im sprostać większość firm ubezpieczeniowych. – Ministerialna regulacja sprzyja największym, zagranicznym korporacjom ochrony, które od lat już działają na lotniskach w Europie Zachodniej i mają doświadczenie na specjalistycznym rynku. Dysponują na przykład własnymi strukturami asekuracyjnymi – ocenia jeden z przedstawicieli branży ochrony.

Szacuje się, że wartość usług związanych z kontrolą podróżnych i bezpieczeństwem ładunków na wszystkich cywilnych lotniskach może sięgnąć 250–300 mln zł rocznie. To największe od lat, realne poszerzenie możliwości biznesowych na polskim rynku security, więc zrozumiałe, że sytuacja budzi emocje.

– Solidnie przygotowywaliśmy się do wejścia w nową, prestiżową specjalizację, ale żadna z krajowych firm ubezpieczeniowych, a nawet potentaci zagraniczni nie oferują polis wymaganych przez polskie przepisy – twierdzi prezes Impelu Grzegorz Dzik. Jak mówi, obawia się, że tworzono je bez uwzględnienia charakteru rynku lotniczego i przyjętych na nich międzynarodowych standardów.

Sytuacja dodatkowo się komplikuje, bo naglone terminami kolejne porty lotnicze rozstrzygają przetargi na cywilną obsługę security, z pominięciem pytania o ubezpieczenie. Wszyscy liczą na urealnienie asekuracyjnych przepisów. Kontrolę podróżnych i bagażu na lotnisku w Katowicach pyrzowicki port chce więc powierzyć zwycięzcy przetargu, spółce Gwarant z grupy Impel, a na stołecznym Okęciu i Poznaniu-Ławicy zamówienie zdobył największy obecnie w Polsce Konsalnet.

– Spodziewamy się, że ministrowie skorygują przepisy w duchu lotniskowej ustawy, która zakładała otwartą konkurencję na rynku security, a także włączenie do biznesu rodzimych firm asekuracyjnych – mówi Jacek Klaudziński odpowiadający za ochronę lotnisk w Konsalnecie. Firmy, które stanęły do wyścigu o zamówienia, sporo zainwestowały w przygotowania, przeszkolenie kontrolerów, zdobycie odpowiednich certyfikatów i kompetencji. – Poza tym liczy się efekt wizerunkowy. Wartością jest zaistnienie marki i logo firmy na lotniskach, gdzie nie brakuje przedstawicieli biznesu, potencjalnych przecież klientów Impelu – mówi Grzegorz Dzik.