Podczas gdy eksperci dywagują nad kresem tradycyjnej energetyki, w Opolu, Turowie, Jaworznie i kilku mniejszych elektrowniach pną się pylony konwencjonalnych bloków budowanych dziś w Polsce. Bez nich w systemie zabrakłoby prądu.
Zabezpieczenie dostaw
– Prąd nie jest z gniazdka. Nawet w Niemczech na 90 GW mocy w OZE wciąż zainstalowanych jest 90 GW mocy konwencjonalnych. Przy czym 80 proc. mocy odnawialnych wybudowały koncerny energetyczne – mówi Marek Woszczyk, prezes Polskiej Grupy Energetycznej, która do końca roku planuje oddać cztery kolejne farmy wiatrowe i osiągnąć dzięki temu prawie 530 MW w tej technologii.
Podczas kwietniowej konferencji Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej, poświęconej nowej ustawie o OZE, Włodzimierz Mucha z Polskich Sieci Elektroenergetycznych przypominał, że wprowadzanie na coraz szerszą skalę OZE wymaga backupu, a bezpieczeństwo energetyczne powinno się opierać na lokalnych zasobach. Tym bardziej że już w przyszłej dekadzie stanowiące dziś podstawę systemu siłownie w Bełchatowie, Połańcu i na Górnym Śląsku będą powoli przygotowywane do wygaszenia.
Już teraz budowane są więc ich bardziej nowocześni następcy, czyli bloki w Opolu, Jaworznie i Kozienicach. Będą one spalać polski węgiel w sposób dużo bardziej przyjazny dla środowiska i z większą sprawnością.
Największa wartościowo inwestycja w polskiej energetyce, czyli budowa dwóch opolskich bloków o łącznej mocy 1800 MW, będzie kosztować PGE prawie 12 mld zł netto.