fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Italii grozi pat polityczny

ROL
Piotr Jendroszczyk
Piotr Kowalczuk
Ugrupowanie Berlusconiego zdobyło większość w Senacie i zdolność blokowania poczynań rządu
Korespondencja z Rzymu
Włoskie wybory wygrała minimalnie centrolewica pod wodzą Pier Luigiego Bersaniego. Mimo to Italii grozi chaos, bo centroprawica Berlusconiego będzie miała najwięcej miejsc w Senacie.
Exit polls, sondaże i projekcje wzięły w łeb. Zapowiadane zdecydowane zwycięstwo centroprawicowej koalicji, której lokomotywą jest potężna, umiarkowana Partia Demokratyczna Pier Luigiego Bersaniego, nie ziściło się. Jej przewaga nad centroprawicą Silvio Berlusconiego wynosi niecały punkt procentowy (29,5  – 29,1).
I jest to wielką niespodzianką tych wyborów. Także to, że Italię czekać mogą wkrótce kolejne wybory, bo w Senacie za sprawą kuriozalnej ordynacji wyborczej wygrać może Berlusconi. A to oznacza pat polityczny. Wygląda na to, że Bersani będzie miał związane ręce, gdyż silna prawicowa opozycja uniemożliwi nowemu premierowi Pier Luigiemu Bersaniemu  kontynuację refom Mario Montiego.
Rynki finansowe zareagowały pozytywnie na wstępne wyniki wyborów dające przewagę centrolewicy Bersaniego. W miarę jednak jak uprawdopodabniała się przewaga ugrupowania Berlusconiego w Senacie, optymizm gasł  i notowania wróciły do stanu wyjściowego. To samo dotyczy kursu euro względem dolara.

Komik sensacją

Prawdziwą sensacją i zwycięzcą wyborów jest komik Beppe Grillo, twórca Ruchu 5 Gwiazdek. Na jego nihilistyczny, populistyczny program wymierzony w polityczną kastę oddano co czwarty głos!
Prawdziwą klęską zakończyły się te wybory dla dotychczasowego premiera prof. Mario Montiego i wspierających go ugrupowań centrowych. Faworyt włoskich elit biznesu, wielkiego przemysłu, Unii Europejskiej, kanclerz Merkel, prezydenta Obamy i kilkunastu europejskich premierów ledwo zdołał przekroczyć próg 10 procent.
Włosi bardzo dotkliwie odczuli skutki kryzysu. Wzrosło bezrobocie, podatki i akcyzy. Panuje recesja i zmniejszyły się zarobki. Wybory były więc formą rozliczenia narodu z klasą polityczną, która doprowadziła kraj na skraj finansowej katastrofy i pod koniec 2011 roku prezydent Napolitano wobec indolencji śmiertelnie skłóconych partii politycznych mianował premierem Mario Montiego.

Rozczarowanie elitą

Jednym z wyrazów totalnego rozczarowania Włochów polityką była niska frekwencja wyborcza. Od lat do wyborów parlamentarnych w Italii szło ca 85 proc. uprawnionych, a teraz zaledwie 75 proc. Wszystko wskazuje na to, że w domu zostali głównie rozczarowani wyborcy Berlusconiego, który rządził Italią w latach 2001–2006 i 2008–2011.
Natomiast wyrazem niechęci, a nawet nienawiści do nieudolnych, za to najlepiej opłacanych polityków w Europie było aż 25 proc. głosów oddanych na nihilistę Grillo, który obiecuje przegnać zawodowych polityków na cztery wiatry, ograniczyć parlamentarzystom pensje do 2,5 tys. euro, dać obywatelom darmowy Internet, półdarmową służbę zdrowia, zasiłek wszystkim niepracującym i drastyczne zmniejszenie rozwarstwienia płacowego. Grillo chce, żeby dyrektor zarabiał maksimum 12 razy więcej od swego pracownika, a nie 100–200 razy jak obecnie.
Wybory pokazały również, że Włosi mają dość polityki rygoru finansowego i oszczędności prof. Montiego, natomiast z wielką ochotą głosowali na populistów. Absolutnie nierealne, za to wspaniale brzmiące obietnice Berlusconiego, Grillo i Vendoli zebrały razem blisko połowę głosów.

Italia w pułapce

Wygrał, choć minimalnie, umiarkowany, jeśli porównać z innymi, w miarę trzeźwy program Partii Demokratycznej Pier Luigiego Bersaniego, który zapowiada dalszą unijną integrację i pogłębienie współpracy z Brukselą. Obawiający się, szczególnie za granicą, że Włochy, jak groził Berlusconi, mogą wrócić do lira, z pewnością odetchnęli z ulgą. Natomiast bogaci mogą się spodziewać jeszcze wyższych podatków. Sceptycy obawiają się jednak, że wypełnianie zaleceń z Brukseli w walce z kryzysem i pognębienie klasy średniej jeszcze wyższymi daninami fatalnie odbije się na pogrążonej i tak w recesji gospodarce. Poza tym Bersani może stać się zakładnikiem potężnych, roszczeniowych związków zawodowych i swego radykalnego koalicjanta.
Jednak wszystko wskazuje na to, że Bersani nie będzie w stanie efektywnie rządzić krajem. W Izbie Deputowanych nie będzie miał problemów, bo zgodnie z ordynacją wyborczą jego zwycięska koalicja otrzyma 55 procent miejsc.
Ta sama ordynacja przyznaje identyczną premię w senacie, ale na poziomie regionów, odpowiedników polskich województw. A to oznacza, że zwycięzca w najliczniejszych regionach (Lombardia, Sycylia, Kampania) może mieć najwięcej szabel w Senacie. I wszystko wskazuje na to, że najwięcej senatorów będzie miała koalicja Berlusconiego.
Jeśli dodać, że co czwarty senator będzie pochodził z Ruchu 5 Gwiazdek, staje się jasne, że Bersani nie będzie panował nad Senatem. W takiej sytuacji efektywne sprawowanie rządów będzie praktycznie niemożliwe.
Pod uwagę brane są najróżniejsze scenariusze. Być może trzeba będzie rozpisać nowe wybory. Problem w tym, że aby sytuacja się nie powtórzyła, trzeba koniecznie zmienić ordynację wyborczą. Jak to zrobić w tak podzielonym parlamencie, nie bardzo wiadomo. Powołać nowy parlament tylko dla jednej ustawy? Italia jest w pułapce.
W dodatku nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak zachowa się Ruch 5 Gwiazdek. Młodzi i niedoświadczeni nihiliści są wielką niewiadomą  i nie wiadomo, czy interesuje ich udział w jakiejkolwiek koalicji.Jak zażartował jeden z komentatorów w TV RAI, „los Italii w rękach błazna"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA