fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Dyplomacja pod ekstraochroną

Szef MSZ Radosław Sikorski
Fotorzepa, Łukasz Solski Łukasz solsk solsk
MSZ chce wprowadzenia tajemnicy dyplomatycznej, która miałaby chronić informacje dotyczące np. opozycjonistów, z którymi współpracuje resort
Radosław Sikorski, szef polskiej dyplomacji, tłumaczył w sobotę, że w konfrontacji z dyktaturami dyplomacja nie może się odbywać przy otwartej kurtynie.
– Dla chronienia interesów naszego kraju i chronienia ludzi, którzy z nami współpracują, pewne rzeczy powinny pozostać niepubliczne – mówił minister spraw zagranicznych w Białymstoku. Tłumaczył też, że dokumentów opatrzonych klauzulą tajności czy poufności nie można ujawniać osobom bez specjalnych certyfikatów czy poza tajnymi kancelariami. A do dokumentów chronionych tajemnicą dyplomatyczną miałyby wgląd np. organizacje pozarządowe, z którymi współpracuje MSZ.
– Będę prosił wszystkie stronnictwa w parlamencie o poparcie tej ustawy, gdyż większość partii albo już rządziła, albo ma szansę rządzić i będzie zabiegała o polski interes w Unii, o naszych rodaków na Wschodzie, o tych, co walczą o demokrację na świecie i taki instrument tajemnicy dyplomatycznej będzie im też niezbędnie potrzebny – mówił szef MSZ.
Iwiński: Nie słyszałem, żeby gdzieś stosowano tajemnicę dyplomatyczną
Opozycja odnosi się jednak sceptycznie do tej idei. Witold Waszczykowski z PiS, były wiceminister spraw zagranicznych, docenia praktyczną stronę tego pomysłu.
– Rzeczywiście dokumenty tajne czy poufne są trudne w obsłudze, trzeba je wytwarzać na specjalnie chronionych komputerach i w rezultacie powstaje ich coraz mniej – mówi. – Dlatego coś pośredniego przydałoby się w MSZ. Ale z drugiej strony może to być po prostu próba nałożenia kagańca pracownikom i współpracownikom resortu, żeby nie ujawniali niewygodnych informacji.
Mieszane uczucia ma również Tadeusz Iwiński z SLD. – Tajemnica dyplomatyczna to nawet ładnie brzmi, ale nie słyszałem, żeby gdzieś na świecie ją stosowano – mówi poseł Sojuszu. – Wydaje mi się, że jest to próba stworzenia nowej regulacji z powodu jednego czy dwóch incydentów, do których by nie doszło, gdyby urzędnicy MSZ nie popełniali błędów.
Resort spraw zagranicznych zaliczył bowiem kilka wpadek, w wyniku których naraził na ewentualne sankcje białoruską opozycję. W ubiegłym tygodniu media zelektryzowała informacja, że na jednym z amerykańskich portali przez kilka miesięcy była dostępna baza danych zawierająca m.in. informacje o kwotach przeznaczanych przez Polskę na wsparcie białoruskiej opozycji.
Wcześniej „Rz" informowała, że MSZ wysłało pocztą na domowe adresy białoruskich opozycjonistów PIT-y z rozliczeniami podatkowymi diet uzyskanych przez Białorusinów podczas konferencji przy okazji Szczytu Partnerstwa Wschodniego w 2011 roku. Koperty opatrzone były logo polskiego MSZ.
Resort tłumaczył, że wysłanie PIT-ów było działaniem legalnym i zgodnym z białoruskim prawem. Jednak sami opozycjoniści mówili, że białoruskie władze nie będą miały oporów, żeby wykorzystać te informacje. A MSZ próbowało zablokować publikację informacji w „Rz".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA