fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Brytyjscy uczniowie pod specjalnym nadzorem

Każdy licealista dostanie swój numer, a informacje o jego sukcesach i grzeszkach trafią do rejestru
Swój numer (ULN) Brytyjczyk zachowa nawet po opuszczeniu szkoły. Jego stopnie, wyniki egzaminów, raporty o złym sprawowaniu czy wagarach trafią do internetowego rejestru o nazwie “Zarządzanie danymi między partnerami” (MIAP) i pozostaną tam do czasu, gdy osiągnie wiek emerytalny. Zdaniem władz elektroniczny życiorys pomoże uczniom w otrzymaniu pracy lub stypendium po zakończeniu szkoły.
Oprócz numeru – zapewnia rząd – każdy uczeń otrzyma dwa hasła dostępu do rejestru. Będzie miał kontrolę nad tym, które informacje znajdą się w jego elektronicznym CV. Będzie mógł go udostępnić innym osobom.W zapewnienia rządu, że dostęp do danych będzie ograniczony, mało kto wierzy. Zdaniem organizacji walczących z ingerencją władz w prywatność obywateli nowy system będzie służył agencjom rządowym do śledzenia ludzi na każdym kroku, a pracodawcom – do sprawdzania pracowników za ich plecami.
Zaniepokojeni brytyjscy rodzice widzą w rządowym pomyśle numeracji i śledzenia uczniów próbę przejęcia kontroli nad życiem ich dzieci. – Rząd postanowił założyć internetową bazę danych, nie pytając nikogo o zdanie. Mówią nam, że rejestracja będzie obowiązkowa i że nic nie możemy zrobić. To bardzo niepokojące – twierdzi w rozmowie z “Rz” rzeczniczka brytyjskiej Federacji Stowarzyszeń Rodziców i Nauczycieli (NCPTA) Margaret Morrissey.
– Nie wiemy, kto będzie miał dostęp do zawartych obecnie w bazie informacji. Na dodatek rząd regularnie gubi poufne dane obywateli.
Istnieje więc poważna obawa, że te również mogą trafić do niewłaściwych rąk – dodaje. I oskarża władze o próbę stworzenia “przezroczystego obywatela”, łatwego do odnalezienia i sprawdzenia. – Kogo oni chcą oszukać? – pyta.
Brytyjski Związek Dyrektorów Szkół (ASCL) popiera wprawdzie stworzenie rejestrów szkolnych sukcesów i porażek uczniów, lecz nie chce, aby trafiły one do Internetu.
– Biorąc pod uwagę “sukcesy” brytyjskiego rządu w zarządzaniu danymi, istnieje poważna obawa, że i te poufne informacje wylądują nie tam, gdzie trzeba. Nie ma nic łatwiejszego od złamania internetowych haseł – powiedział “Rz” sekretarz generalny ASCL John Dunford.
W grudniu brytyjski urząd wydający prawa jazdy zgubił dane osobowe ponad trzech milionów kandydatów na kierowców. Wcześniej oficerowi marynarki królewskiej skradziono laptop ze szczegółowymi informacjami o 600 tysiącach osób, a przed czterema miesiącami służby podatkowe i celne straciły poufne dane 25 milionów obywateli.
Mimo wątpliwości, które budzi projekt, resort edukacji nie chce z niego zrezygnować. Według Richarda Thomasa, komisarza ds. informacji, który nadzoruje kontrolę danych osobowych, zabezpieczenia nowej bazy są wystarczające. – Nie ma ryzyka kradzieży informacji. Moim zdaniem włamanie się do rejestru będzie absolutnie niemożliwe – twierdzi.
MIAP ma ruszyć najpóźniej we wrześniu. Jeśli eksperyment się powiedzie, resort oświaty zamierza stworzyć internetowy rejestr wszystkich (ponad 11 milionów) brytyjskich dzieci. Na stronie internetowej Punkt Kontaktu (ContactPoint) będą zbierane dane dzieci, ale także nazwy i adresy ich szkół, lekarzy rodzinnych oraz pracowników służb społecznych, którzy mieli z nimi kontakt. Zdaniem krytyków nowy system nadzoru będzie służył agencjom rządowym do śledzenia obywateli na każdym kroku
ap, reuters
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA