fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Potencjał nauki powinien wzmacniać biznes

Czy lekarz jest zwykłym money-makerem , czy też człowiekiem, który leczy? Do tej pory nie ma odpowiedzi. To samo dotyczy naukowców - mówi prof. Shailendra Vyakarnam
Fotorzepa
Nie każdy może być przedsiębiorcą i nie każdy może być naukowcem. Nienawidziłbym świata, który byłby zdominowany przez myślenie przedsiębiorcze i nienawidziłbym świata, który byłby zdominowany przez naukowców – mówi dyrektor Centre for Entrepreneurial Learning w rozmowie z Ignacym Morawskim
Rz: Jaki wpływ ma Cambridge na brytyjską gospodarkę?
Shailendra Vyakarnam: Frank Whittle był w Cambridge, kiedy projektował w latach 30. silnik odrzutowy, Watson i Crick byli w Cambridge, kiedy odkrywali strukturę DNA. Stanford, Harvard w Bostonie i Cambridge to trzy najlepsze uniwersytety na świecie i każdy z nich ma tzw. klaster, czyli sieć przedsiębiorstw i instytucji współpracujących ze sobą.
W Polsce mówi się, że nauka i biznes to dwa oddzielne światy i bardzo trudno jest sprawić, by współpracowały. Naukowcy z niechęcią odnoszą się do biznesu, uważają, że współpraca z firmami to zaprzeczenie ideałom. Czy spotkał się pan z takimi wątpliwościami?
Zawsze jest ryzyko, że czystość nauki zostanie zagubiona w pogoni za zyskiem. Ale ryzyko jest niewielkie, jeżeli ludzie trzymają się wartości. Weźmy Andy’ego Hoppera, który prowadzi Cambridge Laboratory (wydział informatyki). Pracuje nad tym, by procesory były szybsze. A fakt, że jego prace mogą być skomercjalizowane, jest efektem ubocznym.
Gdzie jest granica, która rozdziela czystość nauki i pracę dla zysku? Takie pytanie zadawał już Arystoteles. Czy lekarz jest zwykłym money – makerem (zarabiaczem pieniędzy), czy też człowiekiem, który leczy. Do tej pory nie ma odpowiedzi. To samo dotyczy naukowców. Czemu robią to, co robią? Nie wydaje się, by zajmowanie się nauką w celach robienia pieniędzy mogło doprowadzić do głębokich wniosków. Ale myślę, że jeżeli pieniądze są efektem działań nauki, jest to dobry i długotrwały efekt. Oznacza, że coś jest trwałe i zmienia świat. Moja żona zajmuje się badaniami nad lekarstwami na HIV, to czysta nauka. Ale jeżeli żadna instytucja tego nie skomercjalizuje, to nigdy nie uratuje nikomu życia. Trzeba znaleźć równowagę, nie każdy może być przedsiębiorcą i nie każdy może być naukowcem. Nienawidziłbym świata, który byłby zdominowany przez myślenie przedsiębiorcze i nienawidziłbym świata, który byłby zdominowany przez naukowców.
Czy transfer wiedzy i technologii z uczelni do gospodarki jest trudny?
Droga jest długa i bardzo trudna. Trzeba pieniędzy, odpowiedniego prawodawstwa, inwestycji na poziomie zalążkowym, systemu komercjalizacji. To jest duży wysiłek.
W przypadku Cambridge czyja to była inicjatywa: rządu, uniwersytetu?
Trochę jak w rajdzie Monte Carlo – jest wiele punktów kluczowych. Bez wątpienia rząd miał istotny wpływ, uznając rolę transferu wiedzy do gospodarki. Szczególnie ważne było to za czasów premiera Harolda Wilsona w latach 60. Ale powtarzam, najważniejsi byli ludzie. Najpierw pojawiła się firma Cambridge Consultants, założona przez dwóch absolwentów. Wykorzystywali potencjał wiedzy Cambridge, by oferować konsultacje firmom przemysłowym. Nauczyli się łączyć przełomowe odkrycia technologiczne z potrzebami zwykłego konsumenta. Oni rozumieli język komercyjny i naukowy, umieli tłumaczyć w obie strony.
A pieniądze?
Przyszły później. W pierwszych 15 - 20 latach funkcjonowania klastra w Cambridge nie było funduszy venture capital. Venture capital, aniołowie biznesu, banki – to wszystko pojawiło się w Cambridge, bo tu coś się zaczęło dziać. Nie pieniądze były najpierw, tylko ludzie.
W Polsce często się powtarza, że dopóki rząd nie zwiększy nakładów na rozwój, badania i naukę, żadnej Doliny Krzemowej u nas nie będzie. Pan mówi, że pieniądze nie są najważniejsze. Ale rząd w Wielkiej Brytanii wspierał przecież powstanie klastra w Cambridge.
Rząd rzeczywiście może bardzo wiele zrobić. Może pomóc stworzyć infrastrukturę, uchwalić odpowiednie regulacje, zapewnić edukację promującą przedsiębiorczość. Rząd może zmienić kulturę na poziomie mikro.
Wielka Brytania to pod względem transferu technologii do biznesu lider w Europie. Dlaczego? Czy to kwestia kultury?
Wielka Brytania jest krajem otwartym, zarówno na imigrantów, jak i przedsiębiorstwa zagraniczne. System akceptuje ludzi z innych kultur, zasiadają oni w parlamencie, mogą zajmować wysokie stanowiska na uczelniach. Wydaje się, że w wielu krajach Europy sytuacja wciąż jest inna. Kiedy hinduski magnat Lakshmi Narayan Mittal chciał przejąć francuską firmę, słyszał pan wielkie poruszenie. Jeżeli chciałby to zrobić w Wielkiej Brytanii, nie miałby problemów. UK jest otwarta na obce przedsiębiorstwa.
Amerykanie myślą o wielkich rzeczach, nie boją się porażek, działają szybko. Oni osiągają sukcesy nie dlatego, że są bogaci. Są bogaci, bo tego chcą
Jaki jest stosunek naukowców do biznesu w Europie?
To jest duży problem w całej Europie. Mocno zakorzeniony w przeszłości. Biznes kiedyś był widziany jako zajęcie tylko dla handlarzy, często sprzeczne z systemami wartości.
Czy w Wielkiej Brytanii te problemy też były?
Do połowy lat 60. Wtedy Brytyjczycy zdali sobie sprawę, że musi być połączenie nauki z biznesem.
A jaki jest powód sukcesu Ameryki?
Oni myślą o wielkich rzeczach, nie boją się porażek i krytyki, działają bardzo szybko. Oni osiągają sukcesy nie dlatego, że są bogaci. Oni są bogaci, bo tego chcą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA