fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

Piotr Gabryel: Żadna z partii nie zaprezentowała pomysłu na naprawę finansów publicznych

W Sieci Opinii
Najpierw była ekonomiczna wpadka Beaty Szydło. Później spotkanie prezesa PiS z Zytą Gilowską. Czy gospodarka stanie się głównym tematem kampanii wyborczej?
Czy podczas trwającej kampanii wyborczej dojdzie do debat między PO i PiS w kluczowych dla Polski sprawach? - to jeden z wiodących medialnych tematów. Kto będzie reprezentował partię Jarosława Kaczyńskiego w sprawach ekonomicznych? Z-ca redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej" - Piotr Gabryel mówi:

Mam wrażenie, że swoją wypowiedzią w audycji Radia TOK FM pani Szydło nie dała dowodu zbyt wysokich kompetencji w sprawach gospodarczych. To pewnie legło u podstaw zmiany decyzji PiS w sprawie debaty. Nie jestem zwolennikiem przerzucania się zarzutami, że minister nie ma tytułu naukowego, a pani poseł ukończyła innego typu studia, niż to czym się zajmuje. To nie jest najistotniejsze. Myślę też, że spotkanie prezesa Kaczyńskiego z panią Zytą Gilowską może wynikać z chęci przykrycia wpadki pani Szydło.
Ale PiS ma rzeczywiście krótką ławkę osób, które mogłyby w sposób kompetentny mówić o sprawach ekonomicznych. Pani Aleksandra Natalli-Świat zginęła w katastrofie smoleńskiej, kilka osób znających się na gospodarce odeszło z PiS do PJN, jeszcze innych Jarosław Kaczyński po prostu usunął z partii. Nazwisk osób, które mogłyby zastąpić Beatę Szydło, jest w PiS niewiele. Może Paweł Szałamacha z Instytutu Sobieskiego...

Piotr Gabryel podkreśla, że polskie partie nie są przygotowane do rozmów o gospodarce.

Żadna z partii nie zaprezentowała do tej pory nawet elementarnych rozwiązań naprawy finansów publicznych. Wszystkie próbują wmawiać nam, że można jednocześnie obniżać podatki i zwiększać wydatki, bo chcą różnym grupom społecznym robić dodatkowe prezenty. Wystarczy kierować finansami własnej rodziny, żeby wiedzieć, że to niemożliwe. Jeżeli państwo nie będzie miało większych wpływów, to nie może więcej wydawać. Do tego nasze partie mówią jeszcze, że zwiększając wydatki, obniżymy deficyt i dług publiczny. To jakiś absurd! Politycy nie doceniają inteligencji elektoratu i tego, że coraz więcej ludzi w Polsce umie liczyć. Dlatego mamy dziś tylu niezdecydowanych, na kogo oddać głos. To już 30 proc. tych, którzy chcą iść do wyborów.
Źródło: ROL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA