fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

Rafał Ziemkiewicz: Czy Tusk na tej krze dopłynie do Brukseli?

W Sieci Opinii
Dlaczego Donald Tusk miałby zmienić swoją „filozofię rządzenia”, skoro przyniosła mu ona same sukcesy? – pyta w tygodniku „Uważam Rze” Rafał Ziemkiewicz

Ziemkiewicz zwraca uwagę na to, że mimo szumnych nadziei druga kadencja Donalda Tuska nie będzie inna niż pierwsza. Premier bowiem bardziej niż na karty historii chce przejść do instytucji unijnych.

Bardziej niż do historii chce Donald Tusk przejść do unijnych instytucji. A w tym celu musi wygrać znacząco jeszcze jedne wybory – do Parlamentu Europejskiego za trzy lata. „W 2014 r., jeśli chadecka Europejska Partia Ludowa, do której w Parlamencie Europejskim należy Platforma Obywatelska, dalej będzie miała większość, to możemy walczyć o fotel szefa Komisji Europejskiej” – cytuje anonimowo zaprzyjaźniona z władzą gazeta „bliskiego współpracownika Tuska” i w tym akurat przypadku nie ma powodu wątpić w jej rzetelność.
A podobne myśli nie mogłyby się pojawić w otoczeniu premiera, gdyby nie pochodziły od niego samego. Istnienie w otoczeniu Tuska takiego nowego „projektu” wydaje się tym bardziej pewne, że doskonale pasuje on do dotychczasowej historii tego polityka. Jego „filozofia rządzenia” jest bowiem filozofią surfera. Wyczuć falę, utrzymywać się na jej wierzchołku, a potem w porę przeskoczyć na następną, większą i mogącą wynieść jeszcze wyżej.

Rafał Ziemkiewicz o dotychczasowych sukcesach lidera PO pisze:

Swój sukces, potwierdzony ostatnimi wyborami, zawdzięcza Donald Tusk temu, że wyciągnął wnioski z klęski przeciwnika. Konstatacja ta jest zresztą dość oczywista i da się zawrzeć w znanym cytacie z „Towarzysza Szmaciaka”: w Polsce „niestety, są układy, a na układy nie ma rady”. (…)  Tusk zrozumiał, że w III RP rządzi się nie – jak próbował to robić Kaczyński – przez bezpośrednią komunikację z masami, ale poprzez komunikację z lobbies swojsko zwanymi układami, które kontrolują określone segmenty wyborców, dystrybuują szacunek, zarządzają emocjami w swoich środowiskach.
Zaakceptował sytuację, w której jego rządy przypominają panowanie średniowiecznego króla: formalnie ma koronę i władzę najwyższą, ale w istocie może jej użyć tylko na tyle, na ile pozwolą baronowie, na których się opiera. To dlatego właśnie Tusk zarzucił myśl o zmianach.
Publicysta „Uważam Rze” zauważa:

„System Tuska” to niestabilny, dynamiczny układ wzajemnych powiązań i środowiskowych interesów, spojonych wspólną obawą przed „powrotem IV RP”. Lider może być pewny swej dominacji tylko tak długo, jak długo pozostaje niezbędnym zwornikiem całej tej konstrukcji. I dopóki jej elementy nie są w stanie ułożyć się inaczej. Jeśli większa liczba „baronów” nabierze przekonania, że ich sytuacja pod innym królem mogłaby być lepsza od obecnej, jeśli znajdzie odpowiedniego kandydata, to pójdzie w robotę sztylet albo trucizna.
Tusk musi sobie zdawać sprawę to z tego, że prędzej czy później to nastąpi. Wprawdzie osiągnął mistrzostwo w rozgrywaniu grup, manewrowaniu między nimi, antagonizowaniu i mediowaniu, wyważaniu sprzecznych interesów, a także w zarządzaniu społecznymi emocjami, zwanym potocznie PR (zresztą niesłusznie, stosowane są tu raczej narzędzia tzw. NLP, czyli programowania neurolingwistycznego). Ale piramida, którą zbudował, by stanąć na jej szczycie, znajduje się na topniejącej ze wszystkich stron lodowej krze – czytamy w tygodniku „Uważam Rze”.
Źródło: ROL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA