fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Na Legii cicho jak makiem zasiał

Rzeczpospolita
Za dwa tygodnie startuje piłkarska liga. Legia od kilku dni trenuje w Hiszpanii, ale znów będzie jej kibicować tylko część widowni. Żyleta zapowiada milczenie
Dziś w kasach stadionu na Łazienkowskiej rusza sprzedaż karnetów. Włodarze klubu nie mają jednak co liczyć na krociowe zyski. Powód – od siedmiu miesięcy atmosfera na trybunach w niczym nie przypomina piłkarskiego święta. Większość kibiców bojkotuje bowiem właściciela drużyny, koncern medialny ITI oraz władze klubu, i ogląda mecze w milczeniu.
Doping na Legii się skończył po zeszłorocznej awanturze w Wilnie podczas pucharowego meczu. W przerwie spotkania chuligani wtargnęli na boisko i stoczyli bitwę z policją. UEFA wyrzuciła Legię z europejskich rozgrywek, a klub wydał wojnę chuliganom, zabraniając kilkudziesięciu z nich wstępu na stadion. Fani żylety, na której zasiadają najzagorzalsi kibice skupieni w Stowarzyszeniu Kibiców Legii Warszawa, i część kibiców z trybuny krytej, stanęli murem za ukaranymi. Przez całą rundę jesienną na stadionie panowała wisielcza atmosfera.
Kibice uważają, że władzom klubu nie zależy na zakończeniu konfliktu. – Już kilka razy prosiliśmy o spotkanie, ostatnio w styczniu. Bez skutku – twierdzi Michał Wójcik z SKLW.
Prezes Legii Leszek Miklas odpowiada: – Zależy nam na wszystkich kibicach, ale nie możemy się zgodzić na łamanie prawa . Podaje przykład: – Jeżeli pirotechnika na stadionach jest zakazana, to ja nie będę dyskutował, czy można wnosić na trybuny małe race zamiast dużych.Klub przedstawił stowarzyszeniu ultimatum. Na początek SKLW musi zawiesić nieformalne, bo bez udziału władz klubu, wyjazdy na mecze Legii organizowane poza Warszawą.
– Bandyci w barwach klubu sieją w Polsce zgrozę i przynoszą klubowi wstyd. Na własne oczy widziałem tzw. promocje na stacjach benzynowych, czyli pospolite złodziejstwo. To się musi skończyć – mówi dyrektor ds. bezpieczeństwa na Legii Stefan Dziewulski.
SKLW twierdzi, że nie może zabronić kibicom jeżdżenia na mecze i skarży się, że klub nie chce odwiesić nałożonych jesienią zakazów stadionowych na kilkudziesięciu fanów z żylety. Sytuacja jest wciąż patowa.
Wydaje się, że kibice mają rację w jednym: władzom klubu w odróżnieniu od piłkarzy milczące trybuny aż tak bardzo nie doskwierają. – W poprzedniej rundzie klub nie zapłacił ani złotówki kar za chuligańskie wybryki, to zdarzyło się po raz pierwszy od lat! – przyznaje prezes Miklas. Kiedy konflikt się skończy? Najprawdopodobniej dopiero wtedy, gdy rozpocznie się przebudowa stadionu Legii.
Klub chce, żeby przebudowa obiektu zaczęła się od jednoczesnego wyburzenia trybun za bramkami i skonfliktowanej z władzami Legii żylety. Czy tak się stanie, nie wiadomo. Miasto dopiero wybiera wykonawcę projektu i negocjuje z firmami budowlanymi zmianę harmonogramu inwestycji. Ratusz zapewnia jednak, że do marca rozstrzygnie przetarg i w wakacje zacznie się budowa.
Jeśli tak się stanie, to od przyszłego sezonu pojemność stadionu będzie wynosić zaledwie 5,5 tys. miejsc. Po dwóch latach Legia będzie mieć nowoczesny obiekt dla 32 tys. widzów. Klub liczy na to, że wówczas protestujący będą na trybunach mniejszością. A protestujący ostrzegają. – Kibiców nie można sobie kupić. Stadion może świecić pustkami.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA