Edukacja

Pieniądze na szkołę wyda uczeń

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Młodzież wybierze pomysł, zapłaci za realizację i rozliczy się z funduszy. W Szczecinie ruszył niecodzienny projekt
Szkoły nie walczą z biernością uczniów, nie uczą ich współdziałania, a wybierany corocznie samorząd szkolny to często fikcja. Chce to zmienić szczecińskie stowarzyszenie POLITES. Przygotowało projekt, w którym uczniowie dostaną kilka tysięcy złotych i sami zdecydują, co za nie zrobić dla szkoły. Potem ze środków się rozliczą.
W szczecińskim Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 1 eksperyment ruszył w weekend. Uczniowie wydelegowani przez swoje klasy pojechali na szkolenie. Potem młodzież wybierze szkolny parlament, który przyjmie i rozpatrzy pomysły, jak zagospodarować pieniądze. Projekt został zaczerpnięty z Niemiec. – Widzieliśmy, jak świetnie działa to tam nawet w szkole podstawowej. Byliśmy w szoku, bo uczniowie zaplanowali zrobienie placu zabaw. Wymyślili koncepcję, zatrudnili architekta, uczestniczyli w budowie i rozliczyli się z przekazanych im pieniędzy – wylicza
Anna Graczyk-Osowska ze stowarzyszenia POLITES. Jeśli eksperyment się sprawdzi, być może stowarzyszenie wejdzie z nim także do innych szkół. Pieniądze na projekt pochodzą z Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, która dysponuje funduszami z UE. Dołożyć mają się też rada rodziców i szkoła. Jeśli uczniowie źle wydadzą pieniądze, to trudno. To ma być ich decyzja - Sławomir Muzioł, autor projektu – Zainteresowanie projektem było bardzo duże – mówi „Rz" Kinga Jankowska, dyrektorka szkoły. – Entuzjazm wykazali także rodzice. Sami zaproponowali, że dołożą pieniądze z funduszu rady rodziców. Sławomir Muzioł, autor projektu, nauczyciel i trener, członek fundacji POLITES, dodaje, że dla młodych to lekcja demokracji. – Będą się musieli nauczyć dyskutować, współpracować i podejmować decyzje. Jeśli źle wydadzą pieniądze, to trudno. To ma być ich decyzja – podkreśla. Szczeciński eksperyment chwali Urszula Sajewicz-Radtke, psycholog rozwojowy z sopockiego wydziału SWPS. – Nasze społeczeństwo jest nieobywatelskie. Umarła nasza wspólnotowość. Nie chcemy robić niczego chociażby dla naszego podwórka czy najbliższej okolicy. Takie projekty jak ten ze Szczecina mogą wpłynąć na zmianę postaw u młodzieży. Warto by je wprowadzić także w innych szkołach – zauważą. Dodaje, że rolę w aktywizacji młodych ludzi powinny odgrywać szkolne samorządy, ale zwykle niewiele z tego wychodzi. – Brakuje liderów, nauczycieli, którzy pokazaliby, że współdziałanie przynosi korzyści. – Szkoły nie walczą z biernością młodych ludzi. Rodzice i nauczyciele wszystko za nich robią. Samorząd szkolny to często fasada. Nie może za wiele zrobić, bo nie ma żadnych narzędzi – przyznaje Muzioł. – W naszym projekcie narzędziem są pieniądze. Młodzież po prostu musi je wydać. Przy okazji uczniowie nauczą się gospodarować funduszami, będą musieli przedstawić bilans i faktury. – Ekonomiczną edukację trzeba zaczynać już w młodym wieku. Dzieci muszą wiedzieć, że pieniądze nie biorą się ze ściany, czyli z bankomatu – mówi „Rz" Marcin Dąbrowski, szef Ekonomicznego Uniwersytetu Dziecięcego, który przy wsparciu NBP organizuje zajęcia o pieniądzu i ekonomii dla uczniów podstawówek i gimnazjów. – Warto dzieci przekonywać, że ekonomii nie należy się bać. Dzięki temu młode pokolenie będzie bardziej przedsiębiorcze.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL