fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Człowiek z Hawru Akiego Kaurismakiego na ekranach

„Człowiek z Hawru” wejdzie na polskie ekrany w piątek
Gutek Film
Aki Kaurismaki w filmie „Człowiek z Hawru" opowiada wzruszającą bajkę dla świata pogrążonego w kryzysie
Nasze mądre babki zwykle mawiały, że dobro zawsze do człowieka wraca. I Kaurismaki o tym właśnie przypomina.
Bohater jego ostatniego filmu, stary czyścibut z ubogiej dzielnicy portowego Hawru, na pierwszy rzut oka nie różni się od ekscentryków zapełniających zwykle obrazy tego fińskiego reżysera.
Małomówny dziwak taszczący walizkę ze swoim „warsztatem", przeganiany spod eleganckich sklepów, coraz bardziej przegrany, bo kto dzisiaj korzysta z usług czyścibutów? Jedynym jasnym punktem jego życia jest brzydka, ale kochająca i tolerancyjna żona, ciesząca się jak dziecko, gdy mąż przyniesie do domu bułkę.
Ale to właśnie ów zamknięty, dość osobny człowiek pomaga małemu nielegalnemu emigrantowi z Afryki. I nagle ma po swojej stronie wszystkich sąsiadów – ludzi, którzy ledwo wiążą koniec z końcem, ale mobilizują siły, żeby chronić murzyńskiego chłopca przed policją i zdobyć pieniądze na jego podróż do matki, do Londynu. Ich średnio legalnej działalności nie zdradzi nawet tajemniczy służbista inspektor policji, którego zadaniem jest deportacja przybyszów bez wizy.
– Akcja filmu o emigrantach nie mogła się rozgrywać w Finlandii czy Szwecji, bo nie ma takich desperatów, którzy by się przenosili do Skandynawii – przyznaje Aki Kaurismaki. – A francuski port w Hawrze zafascynował mnie, gdyż sprawia wrażenie równie samotnego, co ja. Dwukrotnie o nim zapomniano – kiedy w czasie wojny został zbombardowany, i teraz, gdy nie nadąża za rozwojem gospodarczym całego kraju. Hawr ma jednak swoją godność.
Kaurismaki pokazuje go na ekranie jako oazę braterstwa i solidarności w czasach, w których Europa o tych wartościach zapomina. W jego filmie bezinteresowność zostaje nagrodzona. W życiu prostego czyścibuta zdarzy się cud.
„Człowiek z Hawru" jest jak najpiękniejsze życzenie na Nowy Rok. Aki Kaurismaki, zwykle pełen pesymizmu, postanowił przypomnieć, że świat mógłby być lepszy, gdyby ludzie mieli dla siebie więcej serca i empatii. Naiwne? Potwornie. Ale Fin nie udaje, że nagle zmienił swoje nastawienie do świata. Niemal w każdej scenie daje do zrozumienia, że to bajka, a na koniec mruga do publiczności, pokazując kiczowaty obraz rozkwitającej gałązki wiśni.
– Mój Hawr to miejsce, o którym marzymy – mówi. – Wiem, że raczej tego raju nie zaznamy. Jednak, chociaż sam straciłem nadzieję, bardzo pragnę dawać ją innym.
A więc w nowym roku spróbujmy choćby na chwilę zamknąć oczy i w tę piękną baśń uwierzyć.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA