fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i opinie

Pokolenia odporne na marchew

Autorski przegląd prasyNie ma co się łudzić. Marchewką nie da się zmienić natury Polaka. Ale czy kij w ogóle by pomógł? Po raz kolejny udowadniamy, że co, jak co, ale budowa dróg zupełnie nam nie wychodzi
Dzisiejszy „Dziennik" w otwarciowym tekście „Wyrób autostradopodobny" pisze o specyfikacji przetargów na ponad 200 km autostrad A2 i A4 – tych biegnących z Niemiec na Ukrainę. Podstawowym wymogiem wobec ich wykonawców jest... przejezdność. Byleby zdążyć przed Euro 2012. Resztę (ekrany, drogi, wiadukty, barierki) dokończy się później. Pytany o zdanie na ten temat ekspert Adrian Furgalski celnie przypomina czasy PRL, gdy na przyjazd oficjeli malowano trawę na zielono.
Marchewka w postaci mistrzostw Europy w piłce nożnej nie zadziałała. Już tydzień temu na łamach „Rz" pisaliśmy o tym, że ze stadionami co prawda zdążymy, ale o drogach i kolejach możemy zapomnieć. Kolejne projekty infrastrukturalne albo nieubłaganie się opóźniają, albo po prostu znikają z listy projektów kluczowych, co w efekcie oznacza odcięcie kurka z pieniędzmi.
Okazuje się, że drogi do polityków mają się jak ogień do wody. Wzajemnie gaszą swój zapał. I nie ma znaczenia, z jakiej opcji są rządzący politycy. Żadne ideologie i przekonania nie mają szans w starciu z asfaltem. Tylko czemu dopiero na wschód od Odry?
Jedynym pocieszeniem pozostaje fakt, że w tym szaleństwie jest metoda. Przed totalnym, drogowym blamażem może nas uratować tylko prowizorka. Smutne lub jak kto woli nawet na swój sposób zabawne.
„Dziennik" donosi o jeszcze jednym ciekawym zjawisku. Członkowie zarządów spółek, które ucierpiały na kryzysie zaczynają pukać do drzwi ubezpieczycieli wykupując polisy OC zabezpieczające przed rynkowymi wpadkami. Mają powody do obaw. Spółki wytaczają po kilkaset procesów rocznie swoim menedżerom. Na razie na świecie, ale strach przyszedł też do Polski. I choć procesów u nas nie ma, związkowcy z upadających firm coraz śmielej przebąkują o pozywaniu „prezesów". Po latach wspinania się po korporacyjnej drabince, dla wielu polskich menedżerów, ich firma to jedyna rzecz, jaką mają. Bo z rodzinami różnie bywa. Nic dziwnego, że zabezpieczają się przed utratą dorobku, który tyle wysiłku ich kosztował.
Kto im zabroni? Choć z drugiej strony ich pojęcie odpowiedzialności można nazwać dość ograniczonym, a przynajmniej odwrotnie proporcjonalnym do pobieranej pensji.
Tylko jak się zabezpieczą przed modelem francuskim, czyli z więzieniem przez pracowników co bardziej kreatywnych menedżerów w fabrykach, biurach czy zakładach pracy? W końcu performance grupowy wciąż nie jest objęty ubezpieczeniem.
„Gazeta Wyborcza' przynosi za to kolejny skandal w bankowości. Partnerzy mBanku założyli stronę www.nabiciwpko.pl. Opisali w nim jak to PKO BP podnosi opłaty zdzierając ostatnią skórę ze swoich klientów. By uwiarygodnić swoją historię wykorzystali opinie rozczarowanych klientów. Oczywiście anonimowych. Ileż frajdy musieli mieć zmyślając te historie! Gdyby w polskiej polityce wydarzyła się coś podobnego, wszystkie media miałyby pożywkę na tydzień. W bankach to chyba normalność.
Pychę, Chciwość, Zazdrość i Nieumiarkowanie już w tej branży przerabialiśmy. Pod Nieczystość można od biedy przyjąć nawet ostatnią aferę ze zlecaniem przez wiceprezes Pekao SA szkoleń firmie jej partnera życiowego. Z racji nazwiska partnera – Tomasz Kammel – można nawet przyjąć, że była to strategia „na wielbłąda". Ale jak nazwać ten numer? Katechizm chyba nie wystarczy, by go opisać.
Źródło: ekonomia24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA