fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Mrówki boją się rozszerzenia strefy Schengen

Już za kilka dni – od 21 grudnia– wschodnia granica Polski zacznie podlegać zasadom strefy Schengen. Stanie się wówczas granicą Unii Europejskiej. Dla naszych wschodnich sąsiadów oznacza to konieczność posiadania wiz, które kosztować będą 35 euro.
Na przejściach już tworzą się kolejki. Tak jest np. na granicy z Ukrainą w Korczowej oraz w Medyce.
W Korczowej w sobotę w kolejce stało kilkaset tirów. – Przed rozszerzeniem strefy Schengen wszyscy chcą przewieźć jak najwięcej towarów – przyznaje Aleksander Kowalczyk ze Lwowa, który na odprawę czeka drugą dobę. Kierowcy narzekają, że celnicy mają najnowocześniejszy sprzęt elektroniczny, a oni muszą się załatwiać w krzakach, bo nie ma toalet ani bieżącej wody. Wasyl Hołończyk z Odessy krytykuje celników: – Jeden odprawia, a czterech gra w karty i żadne Schengen tego nie zmieni!
Są jednak i tacy, którzy cieszą się z nadchodzących zmian. – Ukraińscy kierowcy będą mieć problemy z wizami, więc będą musieli korzystać z naszego transportu – z zadowoleniem mówi Rafał Hadała z firmy Transhod. Ma cztery samochody, którymi na Ukrainę wozi materiały o krótkim terminie przydatności. Elektroniczny system informacji działa na wschodniej granicy Polski już od września Mirosław Wudwud z Czerniowiec ma już wizę schengenowską wydaną w konsulacie niemieckim. Co trzy miesiące jeździ po nią aż do Kijowa. Narzeka na biurokrację, ale bardziej od wiz martwią go długie kolejki na granicy. Część Ukraińców ma jednak wielkie obawy związane ze strefą Schengen. Zmian boi się Lila– pielęgniarka z lwowskiego szpitala. Zarabia 120 dolarów, mąż niewiele więcej. Mają troje dzieci. – Wystarcza na życie, ale na nic więcej – mówi. Dlatego kilka razy w miesiącu dorabia jako tzw. mrówka na przejściu we Medyce. Przed granicą nakłada obszerną kurtkę, szerokie spodnie, by schować jak najwięcej papierosów, trochę wódki. W kolejce do odprawy wszyscy mówią o Schengen. – Co teraz będzie? – powtarza się pytanie. Narzekają, że na Ukrainie nie ma informacji. W gazetach straszą, że granica znów będzie kordonem nie do przekroczenia, jak za Związku Radzieckiego. – Nasza mafia poradzi sobie i z Schengen – pociesza ktoś z kolejki. – Te 35 euro za wizę to niewiele, byle tylko nie było problemów z jej dostaniem – martwi się Jurij z Gródka Jagiellońskiego. Miał kilka wpadek i teraz się boi, że wyjdą na jaw przy ubieganiu się o wizę. Pociesza się, że jak Polska przystępowała do Unii, to też straszyli, a okazało się, że ruch na granicy jest dwa razy większy. – Dla nas nic się nie zmieni, bo straż graniczna jest gotowa od dawna – mówi Elżbieta Pikor, rzecznik prasowy Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej. W zeszłym tygodniu oprowadzała po przejściach 25 dziennikarzy z zachodniej Europy zaproszonych przez nasze MSZ. – Byli zaskoczeni, że mamy tak nowoczesny sprzęt. Przyznali, że ta granica jest lepiej strzeżona niż dotychczas niemiecko-polska – opowiada. System informacyjny Schengen, czyli elektroniczna baza danych na wschodniej granicy, działa już od września. – Wystarczą dwie, trzy minuty i już wiemy, że ktoś jest poszukiwany, np. w Portugalii – mówi rzeczniczka BOSG.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA