fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Kres epoki kanonierek

AKG/East News
Wojna koreańska w 1950 roku, a jeszcze bardziej późniejsze o cztery lata walki w Wietnamie udowodniły kilka smutnych dla świata zachodniego prawd. W aspekcie militarnym oznaczały koniec tzw. epoki kanonierek. Dawniej dla ujarzmienia azjatyckiego czy afrykańskiego ludu wystarczało kilka salw z okrętu wojennego i desant uzbrojonych w nowoczesną broń żołnierzy. Ale oto pogardzani wcześniej „kolorowi” zaczęli spuszczać białym sromotne lanie.
Oblężenie Dien Bien Phu skłania nas nawet do szczerego żalu nad losem francuskich spadochroniarzy. Rozmieszczeni w ośmiu fortach, nazwanych jakby dla szyderstwa pięknymi imionami kobiecymi, dwa miesiące cierpieli pośrodku dżungli od śmiercionośnej artylerii i ataków wroga, od deszczu, głodu i robactwa. Wietnamczyk Giap okazał się lepszym wodzem od francuskich generałów, sowiecka broń nie ustępowała zachodniej, a haubice wprost demolowały umocnienia obrońców i pasy startowe ich lotnisk.Po II wojnie światowej przeciw oddziałom kolonialnym nie występowali już w Azji buntownicy uzbrojeni w stare strzelby, dzidy i noże, ale żołnierze regularnych armii wyposażonych i wyszkolonych przez Sowietów oraz Chińczyków.
Konflikt w Indochinach zamienił się w starcie Wschodu z Zachodem, świata komunistycznego z kapitalistycznym. I okazało się, że ten pierwszy potrafi wygrywać. Wynikało to oczywiście z zaangażowania większych sił przez ZSRR i jego wasali, całej mocy totalitarnego mocarstwa, determinacji nieograniczonej zasadami i procedurami demokracji zachodniej. Ale sama agresja Sowietów nie tłumaczy wszystkiego. Zyskali oni w Azji prawdziwą popularność i prawdziwych zwolenników, gdyż dzięki nim można było rzeczywiście skutecznie przeciwstawić się obcej okupacji. Dlatego ruchy narodowowyzwoleńcze przejęły ideologię komunistyczną i przeniosły ją na azjatycki grunt, modyfikując w stopniu, który zadziwiłby Marksa do pary z Engelsem. Zachód miał więc powody, aby winą za rzeź indochińską obarczać Związek Sowiecki, ale nie zmienia to faktu, że najgłębszą przyczynę stworzył sam, utrzymując po II wojnie światowej anachroniczny i pod żadnym względem nieusprawiedliwiony system kolonizatorski. O tym, jak on działał w wykonaniu Francuzów, przekonująco pisze autor niniejszego zeszytu.
Dlatego możemy się użalać nad tragedią francuskich żołnierzy pod Dien Bien Phu, ale przecież nie nad kresem francuskiego kolonializmu w Indochinach. Z ogromną niechęcią Zachód wycofywał się ze swych kolonii. W żadnej z nich się jednak nie utrzymał i nie wygrał żadnego ze zbrojnych konfliktów. Przykład Francuzów w Algierii jest bodaj najbardziej wymowny. Co gorsza, zachowywanie pozycji z użyciem siły prowadziło i w Azji, i w Afryce do spotęgowania politycznego oraz ideologicznego oddziaływania komunizmu. W efekcie ludy odzyskujące suwerenność państwową trafiały w systemy zniewolenia gorsze jeszcze niż za panowania białych okupantów. A praprzyczyną była tęsknota cywilizowanych, zdawałoby się, społeczeństw za brutalną przewagą z epoki kanonierek...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA