fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Przygotowaliśmy się na najgorsze

Dominik Radziwiłł
Fotorzepa, Mateusz Dąbrowski MD Mateusz Dąbrowski
Elżbieta Glapiak
Paweł Czuryło
Problemy strefy euro będą zapewne narastać i w pewnym momencie dojdzie do przesilenia - mówi Dominik Radziwiłł, wiceminister finansów
Czy nie niepokoi pana wzrost rentowności obligacji 10-letnich powyżej 6 proc.? Koszt ubezpieczenia polskiego długu jest rekordowy...
- Oczywiście nie jesteśmy zachwyceni tak poważnym wzrostem rentowności, także wycena CDSów (instrumentów zabezpieczających przed upadkiem dłużnika – red.) nie wprawia nas w euforię, ale jak już mówiłem klimat na rynku jest bardzo zły, trudności i napięcia w strefie euro i na Węgrzech przekładają się na inne kraje, takie jak Polska, których nie zalicza się do tzw. safe heavens - rajów stabilności. Przygotowaliśmy się na trudne czasy – nie musimy emitować długu, stworzyliśmy sporą poduszkę płynnościową w wysokości 25 proc. naszych rocznych potrzeb pożyczkowych, a jeśliby sytuacja międzynarodowa uległa dalszemu pogorszeniu w każdej chwili możemy skorzystać z 30 mld dolarów Elastycznej linii kredytowej z MFW, a to pokryłoby prawie 2/3 naszych przyszłorocznych potrzeb pożyczkowych. Jesteśmy przygotowani na zawirowania rynkowe, nawet najgorsze.
Czy nie jest niekorzystnym fakt, że teraz głównie inwestorzy zagraniczni kupują nasze papiery skarbowe?
- Oczywiście, że istnieje zwiększone ryzyko związane z rosnącym udziałem inwestorów zagranicznych w polskim długu, ale nie mamy na to większego wpływu. Przepływ środków w ramach UE jest swobodny. Poza tym takie zjawisko obserwujemy we wszystkich krajach rozwijających się. To zmiana strukturalna, nie jest to gorący pieniądz, ale stała zmiana wynikająca z globalnych równowag. Poza tym wynika to też z faktu, ze przestaliśmy emitować bony, czyli krótki instrument płynnościowy chętnie wykorzystywany przez banki. Skoro one nie kupują naszych papierów, robią to inwestorzy zagraniczni. Myślę, że gdybyśmy zwiększyli emisję bonów, na rynek wróciłyby polskie instytucje finansowe. Jednak do końca roku nie przewidujemy już emisji bonów  ani obligacji. Możemy zorganizować jedną aukcję zamiany.
Nie będzie już prefinansowania przyszłorocznych potrzeb pożyczkowych?
- Poza wcześniej wspomnianą aukcją zamiany, nie. Sfinansowaliśmy już przyszłoroczne potrzeby w kilkunastu procentach i nie przewidujemy kolejnych emisji w tym roku.
Na ile obecnie szacowane są przyszłoroczne potrzeby pożyczkowe naszego kraju?
- Będziemy je uaktualniać przy okazji tworzenia nowego budżetu na 2012 rok, ale myślę, że będzie to około 175 mld zł. Przypomnę jednak, ze w tym roku faktyczny poziom było o 20 proc. niższy.
Czy taka sama sytuacja może mieć miejsce w przyszłym roku?
- Nie wykluczam, ale zależy jaka będzie sytuacja ekonomiczna.
A jak sytuacja, którą obserwujemy na międzynarodowym rynku – Niemcom nie udało się sprzedać całości oferowanych obligacji – może jeszcze mocniej wpłynąć na nasz rynek?
- To się okaże. Wszystko zależy od rozwoju globalnej sytuacji. Jest mi niezmiernie trudno przewidzieć co się stanie. Trzy scenariusze ministra Rostowskiego odzwierciedlają to, co może się stać w globalnej gospodarce. A tak naprawdę nie ma limitu w żadną stronę. Spodziewam się, że jesteśmy już bliscy konkretnych decyzji w sprawie strefy euro. Co będzie dalej? Zobaczymy.
Czy zaskoczyło pana to, że Niemcy nie znaleźli nabywców na swoje papiery?
- W wielu niemieckich przetargach, pewna część oferty nie znajdowała nabywców, teraz skala może była wyższa, ale silniejsza reakcja wynikała z faktu, że inwestorzy zorientowali się, iż Niemcy poniosą dużą część kosztów kryzysu i naprawy strefy euro. Zaś ich zadłużenie wcale nie należy do najniższych. Dziś każda informacja jest zawsze zła, inwestorzy postępują niestety w myśl tej zasady.
A czy poziom 4,50 złotych za euro jest kluczowy dla naszego długu w relacji do PKB?
- Nie, w żadnej mierze nie jest kluczowy.
To dlaczego właśnie przy tym kursie NBP interweniował ostatnio na rynku?
- To nie było, jak sądzę, związane ze szczególnym poziomem kursu, chodziło o skalę deprecjacji, a nie poziom kursu. Sytuacja na międzynarodowych rynkach jest bardzo zła, osłabiają się waluty krajów tzw. emerging markets, rosną rentowności obligacji. Początkowo dotyczyło to tylko krajów peryferyjnych strefy euro, potem dołączyła Belgia, Francja, Finlandia, a ostatnio Niemcy.
Czy im bliżej końca roku tym nie robi się w resorcie bardziej gorąco, biorąc pod uwagę to, co dzieje się w strefie euro i Europie?
- Problemy strefy euro będą zapewne narastać i w pewnym momencie dojdzie do przesilenia, które albo zaowocuje zmianą roli banku centralnego, który będzie musiał przejść do bardziej zmasowanych interwencji, albo strefa euro się rozpadnie.
Kiedy może dojść do przesilenia?
- Tego nikt nie wie, ale jedno jest pewne – horyzont się skraca. Gdy powstał nowy rząd we Włoszech, kredyt zaufania inwestorów ograniczył się do trzech godzin. Inwestorzy uznali bowiem, że rząd się zmienił, ale problemy pozostały te same. Obserwujemy kolosalne przyspieszenie, dlatego w mojej opinii przesilenie nastąpi raczej jeszcze w tym roku.
Czy wyliczenia resortu finansów dotyczące polskiego zadłużenia i deficytu finansów publicznych na koniec tego roku pozostają aktualne?
- Tak, nic się nie zmieniło. Zadłużenie liczone metodą krajową powinno wynieść  53,8 proc. PKB, a według ESA 95 powyżej 55 proc. PKB. Natomiast poziom deficytu powinien być nieco niższy od szacowanych wcześniej 5,6 proc. PKB.
Czy w takim razie zaskoczył Państwa list komisarza UE Olli Rehna, w  którym komisarz poddał w wątpliwość naszą ścieżkę cięcia deficytu?
- Byliśmy bardzo zaskoczeni. Zakładamy, że został on napisany jeszcze przed wygłoszeniem przez premiera expose, w którym zakreślił on szczegółowy program działania. Ale nasze zdziwienie wynikało też z tego, że pominięto niektóre kraje o wysokim deficycie nie podejmujące poważnych działań konsolidacyjnych.
A jednak także  prezes NBP apeluje o dobry budżet, który może pomóc w rozpoczęciu cyklu obniżek stóp procentowych.
- Myślę, że wdrożenie wszystkich zapowiedzi premiera dotyczące ograniczeń wydatków i rozpoczęcie wprowadzania reform strukturalnych pozwoli NBP na poluzowanie polityki monetarnej.
Czy w związku z obserwowaną sytuacją zweryfikujemy swoje plany cięcia deficytu finansów publicznych w przyszłym roku?
- Nie, jesteśmy zdeterminowani obniżyć deficyt poniżej 3 proc. PKB. Zakładamy, że dostaniemy znacznie większe pieniądze z dywidend niż w tym roku, co pozwoli nam zrealizować nasz plan mimo wolniejszego wzrostu gospodarczego. Obecny czas nie jest czasem inwestycji, te pieniądze i tak by leżały gdzieś na kontach, tak więc ich ściągnięcie do kasy państwa nie wpłynie na pogorszenie wzrostu.
A czy jest szansa aby w nowym projekcie budżetu obniżyć deficyt np. do 30 mld zł?
- Nie przewidujemy takiego posunięcia. Deficyt pozostanie na poziomie 35 mld zł. Pamiętajmy jednak, że liczy się wykonanie, a w ostatnich latach było ono znacznie lepsze niż planowany poziom deficytu.
- Co się więc zmieni w projekcie budżetu na 2012 rok?
Zmieni się zakładany wzrost PKB, wskażemy też źródła skąd uzyskamy brakujące dochody wynikające z niższego wzrostu.
- A zakładane poziomy zadłużenia liczonego metodą krajową i ESA 95?
Podstawowym elementem, który może wpłynąć na poziom zadłużenia w relacji do PKB, to przede wszystkim kurs złotego. Jednak zakładamy, że w obu metodologiach relacja długu do PKB spadnie. Dodatkowo zastanawiamy się nad pewną zmianą sposobu liczenia i zastąpieniem kursu złotego z ostatniego dnia roku na średni za jakiś okres oraz wyłączeniem kwoty pożyczonych, a nie wykorzystanych pieniędzy. Pozwoliłoby to na większe uelastycznienie zarządzania długiem, a efekt spekulacji miałby bardziej ograniczony wpływ na relację długu do PKB.
Źródło: ekonomia24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA