fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Konserwatyści kontra Janusz Palikot - pisze Szułdrzyński

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Pomysły takie, jak liberalizacja prawa antynarkotykowego czy ustawa refundująca in vitro, nie wywołają raczej stanowczego sprzeciwu w Sejmie tej kadencji – ocenia publicysta „Rzeczpospolitej"
Analizując wynik ostatnich wyborów parlamentarnych komentatorzy wskazywali zazwyczaj na bardzo dobry wynik Ruchu Palikota, który wprowadził do Sejmu 40 posłów. Pisano wiele o gwałtownym wychyleniu się politycznego wahadła w lewo, o tym, że w tej kadencji może nastąpić ofensywa ideologiczna skrajnej lewicy, że Platforma Obywatelska zostanie zmuszona do realizacji ideologicznych postulatów partii Janusza Palikota.
Potem jednak przyszło exposé Donalda Tuska. Premier mówił, że "państwo polskie nie jest od tego, aby przeprowadzać obyczajową rewolucję" i deklarował, że "naprawdę nowocześni będziemy wtedy, kiedy będziemy wspólnie umieli poszanować także to, co jest naszym fundamentem. Czy to jest krzyż, czy to jest pamięć po Janie Pawle II, czy to są symbole narodowe, czy to jest nasza biało-czerwona flaga, czy to jest święto 11 Listopada, czy to jest orzeł".

Liczenie konserwatystów

Jednak wystąpienie szefa rządu – nawet najbardziej obiecujące dla konserwatystów – nie przesądzi o tym, czy podczas tej kadencji będziemy mieli do czynienia z rewolucją obyczajową, czy raczej z zachowaniem status quo. Zdecydują o tym polityczne targi o ważne dla rządu ustawy – jeśli Platforma będzie potrzebowała dodatkowych głosów w parlamencie, to jej liderzy mogą zechcieć wymusić na swoich posłach poparcie dla lewicowych projektów. Pytanie brzmi: czy w Sejmie znajdzie się wystarczająco wielka grupa posłów niechętnych ideologicznym nowinkom.
 
 
Ta grupa mogła "policzyć się" już w jednym z pierwszych głosowań – nad kandydaturą Wandy Nowickiej na wicemarszałka Sejmu. To był test pokazujący oblicze światopoglądowe nowego Sejmu. Wynik tego testu wskazuje, że w tej kadencji nie będzie obyczajowej rewolucji, jednak trudno też liczyć na konstruktywne działania na rzecz idei konserwatywnych.
Nowicka, radykalna feministka od lat walcząca o swobodę aborcji, w pierwszym głosowaniu przepadła. Nie tylko nie uzyskała wymaganej większości głosów, lecz w dodatku znalazła bardzo dużo przeciwników. Spośród około 450 posłów, którzy byli wtedy w Sejmie, za Nowicką głosowały tylko 192 osoby (znacznie mniej niż za innymi kandydatami na wicemarszałków: Cezary Grabarczyk z PO otrzymał 445 głosów, Eugeniusz Grzeszczak z PSL 454, Marek Kuchciński z PiS 439).
Niechętnych kandydatce Ruchu Palikota – a więc nie tylko głosujących przeciw, ale też wstrzymujących się od głosu – było więcej niż połowa składu Sejmu, bo 250 posłanek i posłów. Nie było zaskoczeniem, że w koalicji tej znalazł się PiS i klub ziobrystów, ale o jej przewadze zadecydowało uczestnictwo trzech czwartych klubu PSL oraz 85 posłów PO. W Platformie protest przeciw Nowickiej połączył osoby bardzo różne, od nazywanego "sumieniem Platformy" Jarosława Gowina, przez byłego zetchaenowca Stefana Niesiołowskiego, konserwatystów Ireneusza Rasia, Elżbiety Radziszewskiej i Lidii Staroń, aż po nie zdradzającą się dotąd z tego typu poglądami minister Barbarę Kudrycką.
Z rozmów z politykami PO wynika, że były przynajmniej trzy powody, które spowodowały, że Nowicka przepadła w pierwszym głosowaniu: jej radykalna proaborcyjność, szyderstwa z Jana Pawła II oraz odmowa odcięcia się od wypowiedzi syna, który usprawiedliwiał zamordowanie przez Stalina polskich oficerów w Katyniu.
Czy oznacza to, że w Sejmie większość mają dziś radykalni fundamentaliści? Oczywiście tak nie jest i dobitnie pokazało to drugie głosowanie nad kandydaturą Wandy Nowickiej. Przed tym głosowaniem Donald Tusk osobiście poprosił posłów PO, aby poparli posłankę Palikota, argumentując, iż głosy tej partii będą Platformie potrzebne przy forsowaniu reform, na które nie godzi się PSL. Po tej przemowie premiera nikt z jego partii nie głosował przeciw Nowickiej, ale 31 posłów PO nie wzięło udziału w głosowaniu, niemal 20 posłów PSL oddało zaś nieważne głosy.

Koalicja moralnego sprzeciwu

Co wynika z tego nieco nudnawego zestawienia liczb? Kilka bardzo ciekawych i ważnych wniosków. Otóż zdeklarowanych konserwatystów, dla których głosowanie za Wandą Nowicką byłoby nie do pogodzenia z własnym sumieniem, jest dziś w Sejmie około 200 posłów. To oczywiście nie jest większość, ale spora grupa, pięciokrotnie większa od Klubu Ruchu Palikota. Konserwatyści mają wystarczającą liczbę głosów do zablokowania zmian w konstytucji (ta mniejszość blokująca wymaga 154 głosów). Nie ma więc dziś w Sejmie warunków np. do zmiany konstytucyjnej definicji rodziny czy innych fundamentalnych zapisów.
Warto zwrócić uwagę, że los ewentualnych zgłaszanych przez SLD i Ruch Palikota ustaw obyczajowo-liberalnych zależy dziś nie tyle od prawicy (PiS i ziobryści i tak zawsze będą przeciw nowinkom, ale ich głosy nie wystarczą), lecz od posłów partii koalicyjnych: PSL i PO.
Konserwatyści w Platformie Obywatelskiej szacują swą siłę na około 40 sejmowych szabel. Od ich aktywności i wpływów w klubie parlamentarnym partii rządzącej będzie teraz zależeć to, czy Polska pójdzie drogą powolnej zapateryzacji, czy też wciąż szanowane będą tradycyjne normy i wartości.
Można założyć, że w obecnym Sejmie istnieje nie tylko silna mniejszość blokująca zmiany w konstytucji, ale też niewielka większość, która może zablokować radykalne rewolucje obyczajowe. Można się spodziewać, że ci posłowie, którzy za pierwszym razem odrzucili kandydaturę Nowickiej, głosowaliby przeciw, gdyby Sejm pracował nad ustawą np. całkowicie legalizującą aborcję, wprowadzającą małżeństwa gejowskie wraz z prawem do adopcji, lub przepisami radykalnie godzącymi w sytuację Kościoła katolickiego. Można założyć, że ta większość, nie będąc przesadnie religijna, odrzuci jednak wniosek Ruchu Palikota o zdjęcie krzyża z sejmowej sali.
Tę grupę nazwałbym koalicją moralnego sprzeciwu. Bo tak zróżnicowana grupa osób (z różnych, czasem wrogich sobie partii) z pewnością nie skrzyknie się w celu zgłoszenie radykalnie konserwatywnego obyczajowo projektu, ale jednak będzie zdolna odrzucić projekty radykalnie lewicowe. Koalicja ta będzie mieć charakter pospolitego ruszenia, zdolnego raczej do obrony niż ataku, ale może się okazać kluczowa w sytuacji, gdyby lewica zgłaszała projekty mające zrewolucjonizować polskie społeczeństwo.

Układ sił w PO

Z punktu widzenia interesów konserwatystów to wiadomość dobra: wielkiej rewolucji nie będzie. Pytanie, jak będzie wyglądał układ sił podczas głosowań nie wielkich zmian, ale ustaw, które małymi krokami będą przesuwać dzisiejsze status quo w lewą stronę. Testem mogą okazać się już niebawem debaty nad szczegółami zaproponowanych przez rząd zmian w polityce prorodzinnej.
Deklaracje Donalda Tuska wskazują, że polityka prorodzinna nie zostanie ograniczona, jednak diabeł tkwi w szczegółach. A prorodzinne rozwiązania podatkowe to tylko jedna z wielu kwestii, które w tej kadencji mogą być ważne dla konserwatystów.
Jednak z układu sił w Sejmie wynika raczej, że takie pomysły jak liberalizacja prawa antynarkotykowego lub ustawa refundująca in vitro nie wywołają raczej stanowczego sprzeciwu w tej kadencji.
Kształt przemian obyczajowych zależy więc z jednej strony od strategicznych decyzji, jakie będzie podejmować kierownictwo Platformy, ale też od wewnętrznego układu sił w PO. Jak wygląda obecnie ten układ, jeśli idzie o kwestie społeczno-ideowe?
Z jednej strony już przed wyborami Donald Tusk mówił, że pora rozpocząć dyskusję o przyjęciu ustawy o jednopłciowych związkach partnerskich, a w jego gabinecie znalazł się lewicowy minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Z drugiej strony premier się zdecydował, by innym ministrem – sprawiedliwości – został zdecydowany konserwatysta Jarosław Gowin. Będzie miał on dużo do powiedzenia w rządzie w sprawie ustaw dotyczących sfery obyczajowej (bo właśnie w tym resorcie opiniuje się przepisy o narkotykach, zakazujące klapsów, karalności przerywania ciąży, politykę karną itp).
Oczywiście jest też druga strona nominacji rządowej dla Gowina – konserwatyści z PO tracą swojego sejmowego lidera, który dotąd często zajmował się przed ważnymi światopoglądowymi głosowaniami zbieraniem głosów. Jednak w sytuacji, gdy PiS słabnie, część dotychczas unikających jednoznacznych deklaracji ideowych platformersów chętniej znów przyznaje się do prawicowych poglądów – można tu wspomnieć o Konstantym Miodowiczu, Stefanie Niesiołowskim czy Marku Biernackim. Wiele zależy od tego, czy będą potrafili współdziałać i pociągnąć za sobą innych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA