fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Bik znalazł narkotyki

rp.pl, Janusz Walczak
Aro, Czako i Bik to owczarki niemieckie Żandarmerii Wojskowej w Afganistanie
- Traktujemy je jak członków naszego zespołu – mówi ppłk Artur Rochnowski, szef wydziału żandarmerii w polskim kontyngencie.
Aro i Czako są wyszkolone do znajdowania materiałów wybuchowych, a Bik - narkotyków. Ten ostatni „stacjonuje" na co dzień w największej bazie logistycznej sił koalicyjnych ISAF w Bagram. Przeszukuje tam ładunki i bagaże osób, które na tym lotnisku lądują. Bik co jakiś czas jest jednak przerzucany do polskich baz. Wczoraj też przyjechał do największej – w Ghazni.
Po południu polscy i amerykańscy żandarmi zabrali go do pralni, by sprawdził, czy pracownicy – najczęściej miejscowi Afgańczycy - nie przemycają narkotyków. Bik biegał wokół pralek, stosów brudnych i wypranych ubrań, obwąchiwał każdy kąt prostokątnego, drewnianego baraku, w którym mieści się pralnia. Pies, co było wyraźnie widać, miał niezłą frajdę i choć to jego praca, traktował  przeszukanie jak dobrą zabawę. Nic nie znalazł. Sierżant Adam, przewodnik Bika, podłożył pod jeden z worków z brudną bielizną próbkę narkotyków. - Chodzi o to, by praca psa zakończyła się sukcesem – wyjaśnia. - Dlatego podkładamy próbkę, pies ją znajduje, a potem dostaje nagrodę. To element szkolenia.
W przypadku Bika nagrodą jest jego ulubiona piłka bejsbolowa.
Idziemy dalej. Tym razem żandarmi mają sprawdzić namioty miejscowych, którzy pracują w bazie. Są usytuowane przy fortyfikacjach. W namiotach panuje półmrok, na gołej ziemi rozrzucone materace do spania. Gdzieniegdzie walają się ubrania, gazety, jakieś śmieci. Jest też palenisko, na którym mieszkańcy gotują posiłki.
Zaczyna się przeszukanie. Najpierw amerykańscy żandarmi wyprowadzili mieszkańców namiotów na zewnątrz, aby ich przeszukać (polscy nie mogą kontrolować pracowników cywilnych bazy, a jedynie naszych żołnierzy). Potem polscy stróże wojskowego prawa wchodzą do namiotów razem z Bikiem. Piesek znowu obwąchuje wszystkie kąty. Zagląda pod materace... i znajduje woreczek z czarno - brązową substancją. Reaguje tak, jak gdyby znalazł narkotyki: przystaje, drapie, merda ogonem. Żandarmi, zabierają zawiniątko i przekazują Amerykanom. Ci je zabezpieczają. Za chwilę Bik ze swoim przewodnikiem wychodzi na zewnątrz. Tam w zakamarkach namiotów znajduje jeszcze cztery podejrzane woreczki i pudełka. Wszystko trafia do amerykańskich żandarmów.
Dziś rano ich szef i zastępca zjawili się u ppłk. Rochnowskiego i podziękowali mu za świetną robotę. Okazało się, że zawiniątka, które znalazł Bik, zawierały narkotyki. - Nasza współpraca z amerykańskim MP (Military Police) od początku układała się tutaj fantastycznie – mówi ppłk Rochnowski.
Zresztą, gdy spotykam grupę polskich i amerykańskich żandarmów widzę, że łączą ich nie tylko zawodowe, lecz też przyjacielskie relacje. Idziemy przez bazę z fotografem Januszem Walczakiem. Gdy nas zobaczyli, poprosili, by Janusz zrobił im wspólne zdjęcie. Od Amerykanów słyszę same superlatywy pod adresem naszych żandarmów. - Jest ich tutaj tylko dziesięciu, a robią robotę, jakby ich było czterdziestu – mówi dowódca MP.
Ppłk Rochnowski opowiada, jak kiedyś jego amerykańscy koledzy pomogli polskiemu żołnierzowi. Kilka tygodni temu robił on zakupy w sklepiku w bazie, prowadzonym przez Afgańczyka. Zapłacił kartą. Zabrał kupione rzeczy i wyszedł. Niestety zapomniał karty. Gdy się zorientował, zablokował ją. Okazało się jednak, że z konta zniknęło ponad 1000 dolarów. Polscy żandarmi byli jednak w tej sytuacji bezradni, bo nie mają uprawnień do prowadzenia czynności wobec afgańskich pracowników cywilnych. Wkroczyli Amerykanie. Finał był taki, że pieniądze udało się odzyskać.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA