fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Z kobietami pracować nie lubią

rp.pl, Janusz Walczak
Powoli oswajam się z życiem w bazie wojskowej w Ghazani. Zresztą ostatnich kilka dni wyglądało podobnie.
Rano pobudka. Szybki prysznic. Śniadanie. Potem zbiórka na placu, przy bramie.  Krótka odprawa i wyjazd opancerzonymi MRAP-ami. Zabierali mnie ze sobą żołnierze z tzw. PRT, czyli zespołu odbudowy prowincji. To oni przygotowują i nadzorują inwestycje pomocowe i rozwojowe dla miejscowej ludności. Wydaje mi się też, że mają z tymi ludźmi najczęstszy i najlepszy kontakt.
Gdy patrzę jak mjr Paweł Chabielski, dowódca PRT wita się ze starszyzną i lokalnymi dygnitarzami, mam wrażenie że nie są to tylko wyuczone gesty.
- Rzeczywiście, bardzo się z tymi ludźmi zaprzyjaźniłem – przyznaje mjr Chabierski.  – Dzięki temu, też coraz lepiej nam się razem pracuje.
Miejscowi, chyba też lubią polskich żołnierzy. Podchodzą, witają się serdecznie – wygląda to podobnie jak przywitanie w stylu polskiego tzw. misia - wymieniają żarty i uprzejmości.
Doskonałe kontakty z władzami prowincji szczególnie gubernatorem Musa Khane, szefem miejscowej policji i służb specjalnych ma dowódca polskiego kontyngentu gen. Piotr Błazeusz. Było to doskonale widać, dziś gdy przyjechaliśmy na otwarcie miejscowej telewizji. Dzięki współpracy Polaków i Amerykanów w Ghazni ruszył właśnie odział narodowej stacji telewizyjnej RTA. Będzie tam pracowało ok. 40 osób.
Na początek polska grupa została zaproszona do gabinetu dyrektora Departamentu Informacji i Kultury. Tam przywitał nas Musa Khan i jego najbliżsi współpracownicy. Gen. Błazeusz podziękował im, a szczególnie szefowi miejscowej policji za współpracę. Zażartował, że powinien za swoją robotę dostać kolejna gwiazdkę.
Potem zjawili się Amerykanie – wojskowi, przedstawiciel ambasady, dziennikarze. Jak zwykle w Afganistanie, najpierw były modły, przemowy, przecinanie wstęgi, cukierki. W końcu wchodzimy. Budynek i wyposażenie nie są imponujące ale ważne, że są.
Na miejscu poznałam kilku lokalnych dziennikarzy, którzy pracują dla radia i nowo otwartej telewizji. Widać, że to co robią, sprawia im ogromna frajdę. Biegają wokół gości, zadają pytania, nagrywają rozmowy, robią zdjęcia. Pokazują mi je i pytają czy są dobre? Niestety nie znam się na tym ale razem ze mną do Afganistanu przyjechał fotograf, Janusz Walczak. Odsyłam ich do niego. Afgańczycy, tłoczą się wokół Janusza. Chcą by ocenił ich pracę. - Niektóre, były całkiem niezłe – stwierdza już w bazie.
Fajne, jest też to że w lokalnych mediach mogą pracować i pracują kobiety. Pytam, idącego obok mnie miejscowego dziennikarza, czy lubi pracować z kobietami. Niewiele myśląc odpowiada: - Nie.
Jednak, gdy widzi moją skrzywioną minę, zmienia zdanie: - Lubię, bardzo lubię.
Jakoś mu nie uwierzyłam…
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA