fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Demokracja przeniesie się do Brukseli

We Włoszech i Grecji rządzą ekipy bez demokratycznego mandatu. Niemcy proponują jednak, aby w Brukseli panował urzędnik pochodzący z wyborów powszechnych
Mario Monti, nowy włoski premier, od wczoraj prowadzi rozmowy z kandydatami na ministrów. Nazwisk nikt nie zna, ale podobno mają to być bezpartyjni fachowcy, którzy przeprowadzą kraj przez najtrudniejsze reformy. W Grecji na czele rządu od kilku dni stoi Lukas Papademos, również ekspert, były prezes banku centralnego. Monti i Papademos mają gwarantować wykonanie reform przepisanych przez Unię Europejską i MFW. – Mam nadzieję, że uda się przywrócić zaufanie do Włoch, co jest kluczowe dla uspokojenia rynków finansowych – powiedziała kanclerz Niemiec Angela Merkel. Zmiany na szczytach władzy we Włoszech i Grecji spotkały się też z bardzo pozytywnymi reakcjami szefów unijnych instytucji.
Odwrót od demokratycznie wybranych polityków w stronę niepowiązanych z partiami technokratów to recepta dla krajów pogrążonej w kryzysie Europy. Tymczasem dla Brukseli szykowany jest inny przepis. Rządząca w Niemczech CDU rozważa wybór przewodniczącego Komisji Europejskiej w głosowaniu bezpośrednim.
– To byłaby prawdziwa rewolucja. Mielibyśmy dzięki temu rząd europejski – powiedział Wolfgang Schäuble, niemiecki minister finansów, w wywiadzie dla „Le Monde". Przyznał, że nie nastąpi to szybko, ale dyskusja się rozpoczęła. – To już nie byłaby taka sama Europa – powiedział. Obecnie szef KE (podobnie jak Rady Europejskiej) wybierany jest na szczycie UE przez większość szefów państw i rządów. Zdaniem krytyków procedury są niejasne, a kandydaci nie muszą nawet przedstawiać swojej wizji stanowiska. Tak było z José Barroso i Hermanem Van Rompuyem, których nazwiska pojawiały się w ostatniej chwili.
– W wyborach powszechnych będą grały rolę czynniki demograficzne. Największe szanse będzie miał Niemiec – zauważa Thomas Klau, ekspert European Council for Foreign Relations. Według niego bardziej realistyczna jest propozycja byłego szefa KE Jacques'a Delorsa wyboru drogą pośrednią, w czasie kampanii do PE. Każda grupa polityczna przedstawiałaby swojego kandydata, a przedstawiciel zwycięskiej obejmowałby stanowisko szefa KE. – Obie propozycje oceniam pozytywnie, jako próbę wciągnięcia ludzi w decydowanie o władzach UE, która przejmuje coraz więcej kompetencji od państw narodowych – mówi Klau. Przyznaje, że na początku nowy władca miałby poparcie mniejszości, bo sprawy europejskie nie interesują wielu obywateli UE. Ma jednak nadzieję, że z czasem moglibyśmy liczyć na kampanię wyborczą na wzór amerykański.
– Nie ma europejskiej opinii publicznej, europejskich mediów, wspólnych europejskich problemów. To jest próba zagadania kryzysu dyskusją o nowych instytucjach, które rzekomo rozwiążą problemy – uważa jednak Konrad Szymański, eurodeputowany PiS. Według niego szef KE bez prawdziwego poparcia, a z teoretycznie większym mandatem demokratycznym, zagarnąłby jeszcze więcej władzy dla Brukseli.
Konkurencji ze strony takiego polityka mogą się jednak bać narodowi przywódcy, którzy do tej pory skłaniali się ku temu, by na czele UE byli politycy słabi i mało znani.
—Anna Słojewska z Brukseli
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA