fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

W drodze do Ghazni

Lotnisko w Bagram
Rzeczpospolita, Edyta Żemła e.ż. Edyta Żemła
Rampa Rusłana otwiera się powoli. Najpierw widać szare niebo. W afgańskim Bagram, do którego dotarliśmy - leje.
- Niech się pani nie dziwi. Idzie zima – mówi jeden z polskich żołnierzy, który przyjechał odebrać nas z lotniska.
Jest wielkie. Na płycie stoją dziesiątki samolotów - najwięcej  amerykańskich Herculesów i Globmasterów. To właśnie z Bagram, największej bazy logistycznej sił koalicyjnych ISAF, są przerzucani ludzie i sprzęt wojskowy do wszystkich prowincji w całym Afganistanie.
Wskakujemy do wojskowych samochodów. - Dokąd jedziemy? – pytam.
- Do polskiej bazy przerzutowej – odpowiada żołnierz. - Potem polecicie do Ghazni (stolica prowincji, którą kontrolują polscy żołnierze).
Okazuje się jednak, że nie wiadomo, ile dni potrwa nasze czekanie. - Przy takiej pogodzie śmigłowce i samoloty rzadko latają – wyjaśnia mi Beata. Jest pielęgniarką, leciała z nami Rusłanem z Polski. W Afganistanie będzie pracować już piaty raz. Wita się z żołnierzami jak z serdecznymi przyjaciółmi.
Polska baza w Bagram nie wygląda imponująco. To spory prostokąt ziemi ogrodzony blachą i drutem kolczastym. Na stałe pracuje tu kilkudziesięciu żołnierzy. Są toalety, pomieszczenia gospodarcze, magazyny na sprzęt, parking. Dla osób, które tak jak my muszą nocować w Bagram, przygotowano kontenery mieszkalne. Są podzielone na małe pomieszczenia. Dostaję kluczyk do jednego z nich - jest wąskie i malutkie. Mieszczą się w nim cztery metalowe prycze nakryte szarymi kocami. Jest jeszcze grzejnik elektryczny i nic więcej.
Na pewno nie jest to pokój w czterogwiazdkowym hotelu, pewnie nawet jednej gwiazdki by nie dostał. Ale luksusów się nie spodziewałam. Na szczęście jest ciepło i sucho.
Po drodze zaczepia mnie jeden z żołnierzy. Przywitaliśmy się i słyszę: - A, to pani. No to niech pani opowie, jakie cuda się w tych Rusłanach dzieją. Naprawdę załogi tam gotują i grilują? – pyta.
Niestety, opowieści okazały się przesadzone. Co prawda na pokładzie mogliśmy zrobić sobie kawę i herbatę, a nawet podgrzać jedzenie, ale gotowania niestety nie było... Za to można było zapalić papierosa i nie trzeba zapinać pasów bezpieczeństwa.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA