fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Barbara Hollender rozmawia Jose Padhilą

„Elitarni – Ostatnie starcie" Jose Padilhy to połączenie kina akcji z dramatem społecznym
ITI CINEMA
Jose Padilha opowiada Barbarze Hollender o swoim nowym filmie "Elitarni – Ostatnie starcie". Od piątku w naszych kinach
W "Elitarnych – Ostatnim starciu" znów pokazuje pan życie w najuboższych dzielnicach Rio de Janeiro. Dlaczego stale pan do nich wraca? Zobacz fotosy z filmy
Jose Padilha: Bo to fascynujący temat. A każdy mój film jest inny. "Bus 174" był dokumentem o wydarzeniach z 2000 roku, gdy uzbrojony mężczyzna wziął jako zakładników pasażerów autobusu. Pokazałem młodzież pozbawioną perspektyw, koszmarne warunki życia, potworne szkoły, przemoc, przepełnione więzienia, bezrobocie. Mówię tam, że państwo jest odpowiedzialne za gwałt, bo nie jest w stanie dać dzieciakom z przedmieść odrobiny nadziei. W "Elitarnych" dodaję: w oddziałach specjalnych jest pełno skorumpowanych, agresywnych funkcjonariuszy. Polityka państwa sprawia, że źle wybiera się kandydatów do policji, marnie im płaci i nie zapewnia szkoleń, a za to nabija głowę jakimiś szalonymi ideami. Gdy dzieciaki z faweli i amoralni policjanci stają naprzeciw siebie, leje się krew. W drugich "Elitarnych" idę jeszcze dalej: próbuję odpowiedzieć na pytanie, dlaczego państwo nie daje sobie z tym rady. Bo ludzi na górze zaprzątają głównie pytania: co zrobić, żeby wygrać następne wybory? Czytaj recenzję filmu Na ile "Elitarni" są wymyślonym kinem akcji, a na ile paradokumentem?
Wszystko, o czym opowiadam, zawsze jest solidnie udokumentowane. "Bus 174" kręciłem dwa lata, spotykając się z wieloma oficerami policji i przeglądając tony akt. Właśnie z jednym z poznanych wówczas policjantów napisaliśmy scenariusz "Elitarnych". Przygotowując się do sequelu, spędziłem mnóstwo czasu w Kongresie, odwiedzałem więzienia. Z pierwszym filmem miał pan dużo problemów. Przy drugim było łatwiej? Zdecydowanie. Prace nad "Elitarnymi" chciała zatrzymać policja, nie dostałem zgody na filmowanie w wielu miejscach, miałem kilka procesów. Ale potem film stał się przebojem. Zanim wszedł na ekrany, obejrzało go nielegalnie 11 mln ludzi. Mimo to przez pierwszy weekend wyświetlania sprzedano 3 mln biletów. Moi rodacy niecierpliwie czekali na drugi film. Dlatego miałem wstęp wszędzie, gdzie tylko chciałem. Pokazaliśmy prawdziwy pałac gubernatora, prawdziwe ulice Rio de Janeiro, prawdziwy Kongres. Politycy nienawidzą "Elitarnych – Ostatniego starcia", odbyły się nawet na ich temat debaty w Kongresie, ale gdybym dostał jakiekolwiek zakazy, ludzie wpadliby we wściekłość. Te dwa filmy dzieli okres dziesięciu lat. Nic się w tym czasie nie zmieniło? W dziejach zdarzają się gwałtowne przewroty i szybko postępujące zmiany, ale generalnie procesy społeczne zachodzą wolno. Korupcja nie znika w ciągu chwili, jaką jest dekada. Żeby z nią walczyć, trzeba spełnić wiele warunków. Rozwój gospodarczy musi się przyczynić do podniesienia ogólnej stopy życiowej, ludzie muszą być dostatecznie wykształceni, żeby nie dać się oszukiwać politykom. Trzeba też stworzyć sprawiedliwy system, który ocenia bogatych w taki sam sposób jak biednych i najlepszym daje równy start. Niestety, moje filmy o fawelach długo się nie zestarzeją. "Elitarni" bardzo mocno tkwią w realiach brazylijskich, a jednak są świetnie odbierani w wielu krajach. Może każdy ma swoje dzielnice nędzy, biedę, korupcję? Wszędzie podobne są emocje. Jako dziecko kochałem Lucka Skywalkera i drżałem, żeby Vader go nie zabił. W "Elitarnych" oddziałuję na emocje widza, tłumacząc mu brazylijską rzeczywistość, ale też pokazując dramaty bohaterów. Choć jestem przekonany, że dla moich rodaków ten film znaczy więcej niż dla widzów poza granicami Brazylii. Bo bezpośrednio dotyka ich problemów? Tak. I niesie wiele znaków, które tylko oni odbierają. Mój ulubiony obraz "Chłopcy z ferajny" jest inny niż "Elitarni", bo Nowy Jork różni się od Rio de Janeiro. Dlatego przekraczając bariery kultur, zawsze gubi się część informacji. Widz w Berlinie czy Warszawie może gardzić człowiekiem, który skrzywdził dziecko. Dla publiczności w moim kraju dodatkowo reprezentuje on znienawidzoną, skorumpowaną kastę miejscowych polityków i gdy Nascimento katuje go, Brazylijczycy wstają i biją brawo. Korupcja w sferach władzy nie dotyczy jedynie Brazylii... To prawda. Po pokazach na festiwalu berlińskim rozmawiałem z dziennikarzami z różnych części świata. Wszyscy mówili, że "Elitarni..." są im bliscy. Jeden z krytyków austriackich powiedział wręcz: "W Austrii korupcja jest identyczna". Może i dlatego film jest dobrze odbierany przez międzynarodową widownię. Będą więc "Elitarni 3"? Nie. Powiedziałem na ten temat wszystko, co miałem do powiedzenia. Bohaterami mojego następnego filmu też może będą policjanci, ale już nie skorumpowani. Bo tacy też istnieją. rozmawiała Barbara Hollender
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA