fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Pierwsze w historii wolne wybory w Tunezji

11 tysięcy przedstawicieli 110 partii ubiegało się o 217 mandatów w Konstytuancie, która w ciągu roku ma ogłosić wybory parlamentarne i uchwalić konstytuc
Wybory odbyły się niemal dokładnie dziesięć miesięcy po tym, jak Tunezyjczyk Mohamed Buazizi podpalił się w proteście przeciwko skonfiskowaniu przez policję jego wózka z warzywami. Jego czyn wywołał falę demonstracji i rewolucji – najpierw w Tunezji, potem w Egipcie, Libii, Jemenie i Syrii, które w trzech krajach przyniosły obalenie dotychczasowych władz. – Jestem szczęśliwa, że śmierć mojego syna dała szansę na pokonanie strachu i niesprawiedliwości – powiedziała Manubia Buazizi, oddając wczoraj głos.
Tunezyjczycy do tej pory niechętnie brali udział w wyborach, wiedzieli, że wynik i tak jest z góry przesądzony. Tym razem od rana do lokali wyborczych ustawiały się długie kolejki. Ludzie czekali już przed siódmą rano. – To moment, na który tak długo czekaliśmy. Jak mógłbym go przegapić – mówił
50-letni Ahmed, stojąc w gigantycznej kolejce w Tunisie. – Pierwszy raz głosowałam. Robię to dla mojego kraju – przyznała 45-letnia Karima Ben Salem.
Największe szanse na zwycięstwo dawano islamistycznej partii Ennahda (Partia Odrodzenia). Jej lider Raszid Ganuszi przez ostatnie 22 lata żył w Londynie i do Tunezji wrócił dopiero po obaleniu prezydenta Zina el Abidina Ben Alego. Jego powrót nie ucieszył jednak tych, którzy chcieliby, aby Tunezja była państwem świeckim.
– Terrorysta! Zdrajca! Wracaj do Londynu! – takie okrzyki powitały wczoraj Ganusziego, gdy wraz z żoną i córką (obie w hidżabach) pojawił się w lokalu wyborczym pod Tunisem. Lider Ennahdy zignorował te krzyki.
– To historyczny dzień. Dziś na nowo narodziła się Tunezja i arabska wiosna – i to nie w sensie obalania dyktatorów, ale budowania demokracji – powiedział tylko, sam stojąc w długiej kolejce. Wcześniej zapewniał, że jego partia jest umiarkowana, będzie szanować prawa kobiet i nie narzuci swoich wartości społeczeństwu. Zwolennicy świeckiego państwa jednak mu nie wierzą.
Gdy zamykaliśmy to wydanie „Rz", głosowanie jeszcze trwało. Sondaże pokazywały jednak, że choć Ennahda ma duże szanse na zwycięstwo, to nie będzie w stanie sama rządzić. Gdyby wygrała, byłoby to pierwsze zwycięstwo islamistycznej partii w świecie arabskim od zwycięstwa palestyńskiego Hamasu w 2006 roku.
Depcząca jej po piętach Postępowa Partia Demokratyczna (PDP) zapowiedziała jednak, że zrobi wszystko, by Tunezja pozostała krajem świeckim, i nie wejdzie w koalicję z Ennahdą.
– To najszczęśliwszy dzień dla Tunezji. Święto demokracji – mówił wczoraj o wyborach lider PDP Ahmed Nedżib Szebbi, dysydent za czasów Ben Alego, również stojąc w długiej kolejce, by oddać głos.
Na Tunezję patrzył wczoraj cały arabski świat. W listopadzie wybory odbędą się w Egipcie. Tam również – po obaleniu prezydenta Hosniego Mubaraka – na dobry wynik liczy islamistyczne Bractwo Muzułmańskie.
Wybory w Libii odbędą się prawdopodobnie w przyszłym roku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA