fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Proces za noclegi dla powodzian z Sandomierza

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Uczelnia z Sandomierza domaga się od miasta zapłaty za pobyt powodzian, którzy w 2010 r. znaleźli schronienie w akademiku
Prawie 40 tys. zł plus odsetki – tyle domaga się od władz Sandomierza Wyższa Szkoła Humanistyczno-Przyrodnicza. Spór dotyczy niezapłaconych faktur za pobyt powodzian w akademiku uczelni.
Proces w Sądzie Rejonowym w Sandomierzu rozpocznie się 21 listopada.
Część powodzian, którzy w 2010 roku stracili dach nad głową, znalazła tymczasowe schronienie w akademiku należącym do Wyższej Szkoły Humanistyczno-Przyrodniczej w Sandomierzu.
Do początku tego roku władze Sandomierza pokrywały koszty ich pobytu (w szczytowym momencie mieszkało tam nawet 160 osób) sięgające miesięcznie kilkudziesięciu tysięcy złotych. W styczniu burmistrz Jerzy Borowski zażądał od uczelni podpisania umów trójstronnych – między uczelnią, miastem i powodzianami. Ci ostatni mieli pokrywać częściowo koszty zakwaterowania.
– Opłaty za mieszkanie powodzian w budynku uczelni były dla nas za wysokie – wyjaśnia Ewa Kondek, zastępca burmistrza Sandomierza. – Wypełniając obowiązek zapewnienia powodzianom dachu nad głową, znaleźliśmy inne lokale. Natomiast dla osób chcących pozostać w akademiku przygotowaliśmy nowe umowy, w których powodzianie zobowiązali się do ponoszenia części opłat za korzystanie z obiektu uczelni, a pozostałą część pokrywać miało miasto z dofinansowania rządowego – tłumaczy.
Na takie rozwiązanie nie zgodziła się jednak uczelnia.
– Jak mogliśmy pobierać opłaty od ludzi, którzy pozostali bez środków do życia? To nieetyczne – mówi Wiesław Warzecha, rzecznik prasowy Wyższej Szkoły Humanistyczno-Przyrodniczej w Sandomierzu.
Przypomina, że władze miasta miały na ten cel pieniądze z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Warzecha przyznaje również, że uczelnia obawiała się możliwego efektu umowy trójstronnej: zyskania niechcianych lokatorów na dłużej.
– Strach strachem, ale my nie możemy wydawać publicznych pieniędzy bez podstawy prawnej – przekonuje Ewa Kondek.
– A my jako uczelnia niepubliczna utrzymująca się z czesnego nie możemy tych kosztów przerzucać na studentów – ripostuje Warzecha.
Brak porozumienia między uczelnią a miastem spowodował, że burmistrz nie zapłacił za wystawiane w lutym i marcu faktury za mieszkanie powodzian w akademiku.
Dlatego uczelnia skierowała do sądu pozew o zapłatę przeciwko miastu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA