Historia

DNA kapitana Raginisa

Miesiąc temu, w rocznicę bitwy, w Wiźnie odbył się pogrzeb bohaterskich żołnierzy
Rzeczpospolita, Rafał Pazjo r.p. Rafał Pazjo
Badania potwierdziły, że odnaleziono szczątki legendarnego dowódcy
Nie ma już wątpliwości, że szczątki znalezione niedawno w miejscu, gdzie w 1939 r. rozegrała się bitwa pod Wizną, należą do kapitana Władysława Raginisa.
Ze szkieletu najlepiej zachowały się rzepki. I to właśnie je naukowcy poddali analizie w Zakładzie Medycyny Sądowej przy Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku. – Dokonaliśmy izolacji DNA mitochondrialnego z zabezpieczonego materiału kostnego i porównaliśmy je z DNA domniemanego krewnego. Wynik okazał się pozytywny. Obaj panowie są ze sobą spokrewnieni w linii żeńskiej – mówi „Rz" docent habilitowany Witold Pepiński. Próbka porównawcza pobrana została od Jacka Raginisa, wnuka siostry kapitana. – Wynik badania to wspaniała wiadomość. To symboliczne domknięcie historii kpt. Raginisa – mówi „Rz" Jacek Raginis.
Pozytywna identyfikacja DNA kończy spór o ciało kapitana. Gdy kilka tygodni temu odnaleźli je i ekshumowali członkowie stowarzyszenia Wizna 1939, wywołało to sceptyczną reakcję ze strony lokalnych władz oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Choć miesiąc temu w Wiźnie odbył się uroczysty pogrzeb Raginisa, rada nie zgodziła się na umieszczenie na monumencie nazwiska oficera. Pozostawiono na niej wolne miejsce, które teraz zostanie zapełnione. – To było niezwykle przykre. Rada traktowała nas jak ludzi niepoważnych – mówi „Rz" Dariusz Szymanowski z Wizny 1939. – Nie dała nawet grosza na monument, na pogrzeb nie pofatygował się żaden jej przedstawiciel. Według niego zachowanie ROPWiM było „zadziwiające". – Jak trzeba było stawiać w Ossowie monument poległym bolszewikom, to nie było żadnych przeciwwskazań. W jego osłonięciu osobiście brał udział sekretarz rady Andrzej Krzysztof Kunert. W tej sytuacji trudno powiedzieć, czyją „pamięć i męczeństwo" ta instytucja właściwie chroni – dodaje Szymanowski. Przedstawiciele rady podkreślali, że dopóki nie będzie absolutnej pewności, że szczątki należą do Raginisa, dopóty na płycie jego nazwiska umieścić nie można. Jednak członkowie Wizny 1939 już wcześniej przedstawili dowody świadczące o tym, że szczątki należą do legendarnego oficera. – Wśród odnalezionych przez nas kości znaleźliśmy medalik Raginisa, jego portmonetkę, fragmenty oficerskiego płaszcza i innego ekwipunku – wylicza Bogusław Szostkiewicz z Wizny 1939. – A także łyżkę od polskiego granatu obronnego, 11 odłamków oraz pętlę zrobioną z drutu. To dowodziło, że są to szczątki kapitana. Władysław Raginis – który od 7 do 10 września 1939 r. na czele 720 Polaków powstrzymywał pod Wizną 42-tysięczny korpus pancerny gen. Heinza Guderiana – poprzysiągł, że żywy nie odda Niemcom pozycji. Gdy z powodu braku amunicji musiał kapitulować, rozerwał się w bunkrze granatem. Po bitwie Niemcy przez kilka dni nie pozwolili ruszać jego ciała. Dopiero gdy było już w zaawansowanym stadium rozkładu, zgodzili się na pogrzeb. Spalone przez Niemców zwłoki leżały w bunkrze, którego wejście było zawalone rozbitym betonem. Miejscowi Polacy zrobili więc drucianą pętlę, którą narzucili na stopę oficera, i tak wydobyli je na zewnątrz. Właśnie dlatego odłamki granatu i druciana pętla były dowodem, że odnalezione szczątki należą do Raginisa. Po bitwie kapitana pochowano tuż obok bunkra. Kiedy teren ten dostał się pod okupację Armii Czerwonej, Sowieci, którzy się obawiali, że grób stanie się miejscem polskich patriotycznych pielgrzymek, kazali wykopać ciało i umieścić gdzie indziej. Przeniesiono je w pobliże drogi. – Niemcy go zabili, Sowieci sprofanowali jego ciało, a Polacy o nim zapomnieli – dodaje Dariusz Szymanowski. – W III Rzeczypospolitej trwa kampania zohydzania tej postaci. Jeden z historyków mówił nawet, że nie jest pewne, czy Raginis naprawdę rozerwał się granatem, że być może zdezerterował. To, co zrobiliśmy, było więc naszą prywatną batalią o honor polskiego oficera.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL